Wpis i wciśnij enter.

A czemu to takie drogie? O modzie i odpowiedzialności z YumYum [wywiad]

moda plus size - sukienka daydream od YumYum

Trzeba to sobie powiedzieć uczciwie – moja różowa sukienka zrobiła na imprezie furorę. W ślad za komplementami dostałam wiadomości, że fajnie fajnie, ale dlaczego tak drogo. No drogo, no. Ale, kurza twarz, czy tylko ja wolę odłożyć i kupić coś fajnego i polskiej produkcji, niż niepewnej proweniencji cudeńka z Aliexpress po 7,48$ sztuka?

To samo pytanie pojawia się, kiedy pokazuję… cokolwiek. I ja to naprawdę rozumiem. Serio. Z perspektywy osoby, która przez lata jedyne w miarę pasujące biustonosze znajdowała na rynku i płaciła za nie po 30 zł, biustonosz za dwie stówki wydaje się być zbytkiem. Cóż takiego on ma w sobie, że tyle kosztuje? Nie wiedziałam, dopóki takiego nie wzięłam w ręce, nie znosiłam miesiącami, piorąc jak wściekła. Nie rozumiałam, dopóki nie zobaczyłam ile pracy kosztuje złożenie w całość takiego cudeńka.

O tym właśnie chciałam porozmawiać z naszym dzisiejszym gościem. Naprawdę, tak było, dopóki się nie okazało, że obie jesteśmy królowymi dygresji – ale może to i dobrze, dzięki temu rozmowa jest jeszcze ciekawsza.

Specjalnie dla Was zaprosiłam do rozmowy Malwinę Solecką, właścicielkę marki, która w ostatnim czasie wygląda z lodówki każdej korzystającej z internetu dziewczyny plus size, czyli YumYum.

moda plus size - sukienka  daydream od YumYum

Muszę zacząć od tego pytania, przepraszam, ale inaczej się uduszę: czy Ty nie jesteś trochę szalona? To znaczy tworzysz swoją markę w bardzo trudnych realiach rynkowych – słabej jakości ciuchy płyną do nas szerokim strumieniem prosto z Chin, ma być tanio, a z przytupem.

I teraz wchodzisz Ty, cała na biało, z sukienką Daydream kosztującą wyjściowo 499 pln. Dlaczego Ty to zrobiłaś?
YumYum: Pewnie jestem, muszę być. Rzucam pracę dyrektora szkoły podstawowej i zaczynam szyć ubrania. Tak jestem szalona.

Naprawdę?!
YY: Dokładnie tak. Ostatni miesiąc w mojej szkole to listopad 2017. Napisałam wypowiedzenie we wrześniu po rozpoczęciu roku szkolnego

Tyle trwała inkubacja YumYum?
YY: YumYum powstało w mojej głowie kilka lat temu, byłam bliska żeby z tym ruszyć, ale zabrakło finansów. Wbrew obiegowej opinii z własną marką nie da się ruszyć mając kilka tysięcy w kieszeni. Wtedy więc YumYum, imię już miał od początku, poszedł na półkę i musiałam dozarabiać.
Teraz stwierdziłam, że to jest ten moment i jeśli nie teraz to nigdy. Kocham ubrania, lubię się dobrze i ciekawie ubrać. Bywam też gruba. I widzę o ile łatwiej byłoby być grubą gdybym mogła ubierać się na tych samych zasadach jak jak 32-42.

Czyli to nie jest tak, że tylko ja, z perspektywy własnej bańki widzę, że ten plus size się bujnął? Jak to lubią teraz mówić w Polsce, “wstaje z kolan”?
YY: Tak, zdecydowanie. Nie mniej, on się rozwinął w tych obszarach, w których miał możliwość.

Zamieniam się w słuch.
YY: Mam na myśli, że “dojrzałe” firmy odzieżowe, ze stażem na rynku – rozwijają modę “plus size”, ale są to wciąż za małe firmy aby zatrudnić projektanta (z prawdziwego zdarzenia). I większości przypadków projektami zajmują się właściciele, których historia sięga czasów Stadionu Dziesięciolecia . I to nie jest tak, że czuję się od kogoś lepsza, te firmy mają bardzo licznego klienta – nieporównywalnie liczniejszego niż ja, ale może nie do końca trafiają do nowego obrazkowo-instagramowego pokolenia, które potrzebuje znacznie więcej niż sukienki na wesele.

Takich firm nie jest dużo i ten plus size kończy się zwykle na 50tce. Małej 50.
YY: Wiesz, że mnie nikt nie zapytał o nic większego niż 52? A przecież oferuję szycie w większych rozmiarach, bez dodatkowej opłaty. Nie wiem czy to kwestia niewielkiego rynku, czy może tego, że te dziewczyny spisują się na odzieżowy straty?

Serio? Myślę – choć oczywiście to tylko moje przypuszczenia – że dziewczyny mogą się bać tego szycia na zamówienie. Jednak fakt, że robisz to bez dodatkowych opłat to jest fenomen. Są firmy, w których zamówić można duże majtki, ale wiąże się to ze wzrostem ceny aż o połowę. Mam nadzieję, że to o to chodzi, nie o to, że dziewczyny się po prostu poddają
YY: Wiesz ja i tak większość rzeczy odszywam wprowadzając zmiany, długość, talia, pasek, biust. Mogę sobie na to pozwolić. Na tym etapie i mam nadzieję, że jak najdłużej. Boję się, że te dziewczyny już nie chcą próbować, są zmęczone, jest im obojętne. I to chyba jest najsmutniejsze.

Mamy społeczne przekonanie, że moda nie jest dla grubasów. Widzę to w spojrzeniach ludzi na ulicy, ale też w komentarzach dziewczyn zaglądających na blogi plus size. Tych, że to czy tamto jest takie odważne, nie założyłabym tego, ale Cię podziwiam i podobnych
YY: Wiesz, ja mam jeszcze inną obserwację, PL vs. Świat, u nas dziewczyny nie noszą /nie chcą nosić nic co ich zdaniem nie robi im “dobrze” na sylwetkę. Popatrz za granicę… Sznurkowe bikini i przed siebie. A u nas? Wszystko musi się trzymać, udawać że jest pod szyją. Nie wrzynać się broń boże. Albo culotty, szerokie krótkawe spodnie, za granicą ogień – u nas nie namówisz na to nawet 36stki. Bo ona niekorzystnie wygląda

To jest o tyle ciekawe, że ulica mówi często coś innego. Na pewno też miałaś takie momenty, że wolałaś założyć małe ubranie, niż przyznać się, że to już następny rozmiar
YY: No jasne. Ulica generalnie mówi zupełnie co innego niż pokazuje sprzedaż. Dajcie nam modę na dużych dziewczynach!

Jestem pogodzona, ze sobą, z innymi, daje ludziom prawo do wyglądania jak wyglądają, daję im prawo do ubrania tego ciała (jakie by nie było) tak jak chcą.

Nikomu nie przeszkadza wylewające się znad paska ciało, ale już coś fashion-forward? Broń bób! Jak to co innego? Rozwiniesz?
YY: Mówi: dajcie nam modę na dużych modelkach. Biorę do sesji modelkę w rozmiarze 48/50. I po kilku tygodniach muszę dorabiać zdjęcia na modelce w rozmiarze 42/44 bo tamte nie sprzedają. Dziewczyny kupują wyobrażenie o sobie, o tym jak chciałyby wyglądać. I to co widzą w rozmiarze 48/50 im się nie podoba, mimo że mówią co innego. W większości są niepogodzone ze sobą.

A może to wynika z podaży? To znaczy, uczciwie mówiąc, jak często widujesz gdzieś modelkę w tym rozmiarze? Jako osoba pokazująca na zdjęciach swoje 48/50 wiem jaką to budzi sensację.
YY: Niepogodzone z tym jak wygląda duże ciało.

W zasadzie aż do emisji programu #SupermodelkaPLUSSZIE była tendencja zatrudniania modelek pseudo plus size.To znaczy ubrania 48 pokazywało się na modelce max 42. Nie widzisz wtedy ani ciucha, ani wyobrażenia. To jest jakiś dziwaczny konstrukt.
YY: Ale on sprzedaje, nie potrafię Ci tego wyjaśnić.

Cuda, Pani kochana!
YY: Dziewczyny kupują to co są w stanie zaakceptować, takie 42/44 im się jeszcze wydaje do zaakceptowania. I myślą: czary, mary kiecka cudo zrobi ze mnie 42. A nie zrobi, i trzeba się z tym pogodzić.

Dlatego przyznaję, że Cię podziwiam i cieszę się, że pojawił się partner do rozmowy. To samo dotyczy majtek modelujących, noszonych nawet pod bikini.
YY: Na boga, gumowe gacie to było moje drugie imię. Ale wiesz co? Tylko ja widzę różnicę.

Z trzeciej strony: czy od marki odzieżowej należy oczekiwać ideologii?
YY: Fajnie jak jest, nie dobrze jeśli przesłania użytkową stronę. Ideologia to może za dużo, przesłanie.

To znaczy czy szyjąc plus size musisz być ciałopozytywna?
YY: Ula, ja nie wiem czy jestem ciałopozytywna, ja jestem pogodzona, ze sobą, z innymi, daje ludziom prawo do wyglądania jak wyglądają, daję im prawo do ubrania tego ciała (jakie by nie było) tak jak chcą. Ja nie twierdzę, że cudownym machnięciem różdżki zrobię z 52 40stkę. Ale mogę jej dać możliwość nałożenia na siebie fajnej kiecki jakie widuje w rozmiarze 40. I to od niej zależy czy będzie się w niej dobrze czuła

Odnoszę wrażenie, że jesteś – chcesz grubych modelek, szyjesz formy na duże ciała (zamiast skalować 36 w nieskończoność), rozmawiasz o ciele. W swoich social mediach poruszasz ważne tematy i pokazujesz dziewczynom, że moda to narzędzie, którego możemy używać. To właśnie zwróciło moją uwagę!
YY: Wiesz ja jestem mentalnym grubasem, nawet jak mam chudsze epizody to widzę się gruba. I chcę o tym rozmawiać, nie chcę się chować, chowałam się całe życie.

Moim zdaniem ciałopozytywność zaczyna się od gadania.
YY: Tak język jest bardzo ważny, choć często łapię się na tym, że nieładnie mówię o sobie. Niby w żarcie. Wiesz grubasy muszą żartować na temat swojej tuszy, to znaczy że mają … “dystans”.

Bingo! Dystans to moje ulubione słowo w kontekście grubych kobiet
YY: Ja nie mam dystansu, robię karczemne awantury przy stole jak ktoś z rodziny powie do drugiego “ale Ci się przytyło”. Zwracam uwagę na ulicy, uczę moje dziecko, że nie ma prawa komentować ciała drugiej osoby… Ale, o królowo dygresji, odpłynęłyśmy.

Miałam właśnie proponować, że może wrócimy do mody!
YY: Jestem gotowa. Zalewa nas chińszczyzna. Fast food modowy. Tani, szybki, nietrwały

Moda pojawia się u mnie na blogu dosyć rzadko, ale kiedy już wjeżdża, często pada sakramentalne pytanie “dlaczego to takie drogie”
YY: Ha, i to jest dobre pytanie. Jeszcze kilka lat temu też bym nie wiedziała. Najpierw krótka lekcja kroju i szycia:
Średnio materiał ma ok.140 cm szerokości. Na materiale układamy formy, wzdłuż nitki, to znaczy nie można ich układać jak puzelki “o tu jeszcze wejdzie rękawek”, o nie, muszą iść równo w pionie i w osi. Co znaczy, że w przypadku sukienki o długości 115 cm, czyli w kolanko, o prostym ołówkowym kroju i rękawie do łokcia. Potrzebujemy ok. 2,5 mb materiału żeby zmieścić rozmiar 50.

Ile potrzebujemy na 36?
YY: Na tymże materiale uszyję 4-5

(Tu nastąpiła chwila przerwy technicznej, na pozbieranie szczęki.)
YY: Biodra w rozmiarze 50 to ok.130 cm. W rozmiarze 36 połowa i na skrawkach, zmieszczę rękawy, bo mają obwód 20 cm a nie 40. Z 50tki jest bardzo duży odpad, na którym już nie zmieszczę nic, ani rękawa, ani obłożenia. Rysuję sobie na szybko… żeby Ci potwierdzić te 4-5 sztuk. 4 na 100%.

Kolosalna różnica.
YY: Więc to pierwszy powód dla którego tak drogi. I to nie ma nic wspólnego z prześladowaniem grubych dziewczyn, to jest ekonomia. A jeśli masz fantazję uszyć to z materiału a nie plastiku, bo nawet dobry poliester kosztuje, nie mówiąc o lepszych tkaninach, oscylujesz pomiędzy 30-40 pln za mb. Do tego dochodzi często pomijana kwestia – forma lub inaczej wykrój…

Czyli sam koszt materiału to cena, w jakiej się przyzwyczaiłyśmy kupować!
YY: Dokładnie tak, przy założeniu że kupujemy go w Polsce, z polskiej fabryki. Nie z Chin i nie z Turcji. Jeśli nie chcemy mieć tego samego co sezon tylko z innego nadruku, trzeba to za każdym razem zaprojektować. I to nie wygląda tak, że pani siada i szkicuje w brulionie!To ciężka praca konstruktora, który głównie używa matematyki i ekierki. Konstruktor kosztuje, więc jeśli chcesz mieć nowy krój co sezon, on musi to narysować.
A i to nie wszystko, bo potem to stopniuje. Średnia cena na rynku to 500 pln za formę i 80-200 pln za rozmiar. Tak więc to dodatkowo dochodzi do kosztów. Ile sprzedasz takich sukienek z rozmiaru? Chciałabym kiedyś 10… Czyli dodatkowo masz 10-20 pln per sztuka za prace konstrukcyjne. Oczywiście jak kiedyś będę sprzedawać 100 szt z rozmiaru ten koszt będzie się minimalizował.
I wchodzimy na kolejny grząski grunt, dodatki. Te co je widać, i te co ich nie widać. Klejonka, którą wzmacnia się ubrania, szczególnie noszone przez duże ciała: Na kamizelkę wchodzi 2mb – średnio, klejonka dobrej jakości, tzw. francuska, co się nie filcuje kosztuje 5-7 pln za mb. Guziki, nici, podszewki. Zamki – o matko – metalowy zamek do spódnicy o długości 55 cm kosztuje 8,50! Włoskie płócienne zamki do bomberów, dwuwózkowe – 14,50 pln. Zamki kryte 60 cm do sukienek 3,50.
Teraz szycie… Taką sukienkę szyje około 5-7 h, ile Twoim zdaniem powinna zarobić za h krawcowa? Zawsze zadaję to pytanie ludziom, za ile Ty byś to zrobił?

Wiesz jaka jest średnia życia chłopców, którzy w kadziach z chemikaliami przecierają spodnie levisa?

Jestem zdania, że dobry rzemieślnik powinien zarabiać co najmniej średnią krajową, co, jak wiemy, jest mrzonką.
YY: Zakładamy że klient jest normalny i woli aby dzieci w Bangladeszu chodziły do szkoły, a nie za 5 dolarów szyły nasze majtki, więc mówimy o polskiej krawcowej. No więc ona weźmie za tą sukienkę w zależności od lokalizacji około 70-100 pln. Dla porównania fabryka w Bangladeszu kasuje za taką sukienkę ok. 5 pln. Nie chcę wiedzieć ile dostaje 6-letnia szwaczka.

Niesłychane, że się na to godzimy
YY: To jest nasz wybór. To my decydujemy czy to dziecko pójdzie do szkoły czy do pracy. I nie trafiają do mnie tłumaczenia, że „przynajmniej ma możliwość zarobić”. To my jesteśmy odpowiedzialni za gospodarkę tamtych regionów świata. To my daliśmy im biedę i reglamentujemy przeżycie.

Mało kto się nad tym zastanawia, zakładając na siebie tanią sukienkę z Aliexpress, która jest dobra bo tania.
Wiesz jaka jest średnia życia chłopców, którzy w kadziach z chemikaliami przecierają spodnie levisa? 12 lat. 12 żyją dzieci, które robią nam modne przetarcia. Pardon my french, pierdolę przetarcia, umiem sobie sama papierem ściernym i obcinaczką takie zrobić. Ale bez emocji, bo odpływam.

To są ważne sprawy! Jestem na mniej więcej trzydziestu grupach plus sajzowych polskich i zagranicznych i wszędzie widzę to samo.
YY: W Rana Plaza rok temu zginęło 1200 osób, a my nadal nie wiemy jakie wielkie firmy tam szyły. Wiemy, że Hugo Boss i Primark. Podejrzewa się, że Cotton Club i Mango. Ale 1200 dziewczynek, matek i ich babć oddało życie za Twoją i moją kieckę. Serio, tego chcemy? Tak bardzo nam to wszystko jedno, byle nowa sukienka.

Trudno to sobie wyobrazić. Jak myślisz, z czego to wynika? Ja mam swoje typy, ale jestem ciekawa Twojej opinii
YY: Myślę, że to wynika z przekonania że Twój wybór, jednej dziewczyny z Polski nic nie znaczy. Ale wracając do tematu, bo jutro dojdzie do Ciebie paczka z bardzo drogą, jak na Polskie realia, sukienką.
Kolejnym istotnym elementem ceny, na który ludzie nie zwracają uwagi jest podatek. Z 499 pln 100 pln to VAT. Którego ja nie widzę, a ludzie tego nie rozumieją. 1/5 z Twojej sukienki zabiera Państwo. Nie gadamy o polityce żeby dywagować czy to dużo czy mało i czy da się inaczej, to surowy fakt.
Mamy więc materiał, dodatki, szycie, podatek. Lubimy jak jest ładnie: metka, pudełko, taśmy, papierki, listy, krówki, zapachy.
Mamy formę i stopniowanie rozmiarów.
Mamy wreszcie koszty stałe małe: księgowość, hosting, telefon, benzyna, opłata za sklep internetowy.
Mamy prowizje systemów płatniczych, za to że ty płacisz szybko przez internet ja płacę 1,5-3,9 % od kwoty netto. Od 7 do 20 pln. Zależy od systemu płatności.
Mamy zdjęcia, sesję zdjęciową… Wizerunkowa na rozpoczęcie sezonu z nową kolekcją to min 5000 pln, fotograf, wizażystka, modelka, studio, stylista, postprodukcja. Zdjęcia lookbookowe to od 50-100 pln za sztukę. Oczywiście , można pod ścianą lub do lustra, ale lubimy przecież ładne obrazki.

Bez tego nie sposób dzisiaj zafunkcjonować.
YY: I wreszcie z tego co nam zostaje mamy jeszcze zapłacić 19% podatku dochodowego. A no i zakładamy, że firma jest mną – tzn. wszystko robię sama bez pracowników. Teraz koszty firm, które przemetkowują ciuchy z ptaka… Kupić za 99, sprzedać za 159. Ufff.

Co nie jest takie rzadkie, jak mogłoby się wydawać.
YY: … Więc rozumiesz skąd moja cena.Pytanie czy konsumenta to interesuje. Jutro dojdzie do Ciebie moja sukienka, dotknij jej , powąchaj (nie perfumuję ubrań – chodzi o chemię). I pomyśl, że każdy kto odwalił swoją robotę przy tej sukience, dostał pieniądze, które sprawiają, że nie nienawidził Cię przez tych kilka chwil kiedy dla Ciebie pracował. Że z przyjemnością zrobi sobie fotkę z #Imadeyourclothes, bo jest z tego dumny. Dla mnie to ważne i nie wierzę, że jestem sama. I jeśli jest tam ktoś jeszcze, kto tak myśli, to czekam na niego.

Kupmy polskie zamiast chińskiego… I już jesteśmy o kroczek bliżej.

No właśnie! Pogadajmy o tym! Powiedziałaś mi dzisiaj, że kiełkująca już nawet na blogach plus size za granicą moda na sustainable clothing, w Polsce jest poza zasięgiem.
Poza zasięgiem finansowym. Sustainable fashion polega na minimalizowaniu wpływu produkcji na środowisko, tzw. śladu węglowego, między innymi. Zakup materiału z ecocert (innego niż bawełna) to koszty od 80 pn za mb w górę.

W Polsce nie produkuje się tkanin i dodatków z myślą o tym?
YY: Produkuje się, głównie dla dzieci. Jednak koszta są duże, jak na polskie realia. Zresztą to główny zarzut jaki się stosuje wobec sustainable fashion; że to trend dążący do uzyskania zgody społecznej dla drogich dóbr luksusowych

Ale może na mikroskalę można walczyć o reorganizację szafy? Wybierać ubrania lepsze jakościowo zamiast worka stylononwych śmieci?
YY: Oczywiście. I miałam nadzieję, że tak podążymy w rozmowie!

Mniejszy popyt oznacza finalnie zmniejszenie produkcji. Albo inaczej: rozsądniejszy popyt.
YY: Nie damy rady uszyć wszytskiego z ecocert materiałów, ale kupmy polskie zamiast chińskiego… I już jesteśmy o kroczek bliżej.

Nie wiem jak u Ciebie ale w mojej internetowej bańce od czasu tych wielkich pożarów wysypisk śmieci, wzbiera ekofala. Codziennie wyświetlają mi się zdjęcia bociana w folii, żółwia z plastikową słomką w nosie czy Martyna Wojciechowska mówiąc o tym, że butelko PET są spoko.
YY: Obawiam się, Ula, że to tylko internety, duże miasta. Ja mieszkam na wsi, obok mnie mieszkają sąsiedzi w różnym wieku, tacy młodzi też, mają dzieci 2, 3, 4 i wiesz co? Śmieci odbierają od nas raz w miesiącu, my – 3 osobowa rodzina, mamy 8 worków 120 l, rodzina obok, 8 osób – ma 2.

Tymczasem oprócz folii wyrzucamy setki ton ubrań – głównie z tworzyw sztucznych. Nikt o tym nie myśli!
YY: Wiesz jest jeszcze jedna pułapka: Wydaje nam się, że jak już kupimy coś z bawełny to jest ok… A tymczasem wszystkie rodzaje bawełny mają duży ślad węglowy jeśli chodzi o ich uprawę i produkcję. To generalnie trudny temat ocierający się o konsumpcjonizm jako taki.

Niesamowite, że rozmawiamy o tym w kraju, w którym jedna kopalnia bije światowe rekordy wydzielania rtęci do środowiska.
YY: Mieszkam koło spalarni odpadów, która kupuje niebezpieczne chemikalia np. z Brazylii i spala je pod Krakowem. Kraj 3. świata? Największa dostawa beczek z chemikaliami nie dotarła do Krakowa, ponieważ nie wpuścił jej do portu prezydent Gdańska. Taki świat.

Nie wiem nawet co to znaczy, w świetle tego, że pod Łodzią płonęło kilkadziesiąt ton niebezpiecznego śmiecia z całego świata
YY: Znaczy, że robimy z siebie śmietnik Europy. I zupełnie nic sobie z tego nie robimy.
Za pieniądze, ale to znów robi się temat polityczny. Świadomość obywatelską mamy na poziomie ameb. Kompletnie mnie to przeraża
YY: Lekarstwo? Zacząć od siebie, kupować mniej, a mądrzej!

Kiedy zapytałam Cię skąd biorą się te aliespressy, trafiłaś z odpowiedzią w jeden z moich typów. Mamy bardzo niską świadomość i jeszcze niższe poczucie sprawczości.

Mój drugi typ to zachłyśnięcie się możliwościami. Bardzo długo ubrań na grube tyłki po prostu nie było. Wczesną młodość spędziłam w męskich dżinsach, kieckach z zasłonek (miałam nawet ksywę Zasłona) i nielicznych skarbach wygrzebanych w szmateksie. Nagle są opcje! Czy to brzmi znajomo?
YY: Myślę, że i w tym masz rację. A do tego dochodzi bardzo prozaiczna przyczyna, o której nie myślimy, przynajmniej tak mi się wydaje… Polska wciąż nie jest zamożnym krajem, moc nabywcza pieniądza nie jest taka jak byśmy chcieli. Dla wielu osób ten ‘chińczyk’ to faktycznie pewnie jedyne wyjście. O czym zapominamy to o tym, że pieniądze wydane w Polsce, na polską krawcową sprawią, że ona przyzwoicie zarobi i wyda więcej <nie wiem, dajmy na to> na kosmetyczkę, która również zarobi więcej i będzie ją stać na lepszą kieckę.

Amen. A zrobisz kuloty?
YY: Chcę zrobić na razie długie szerokie spodnie. Powolutku. Kuloty to chyba za dużo na pierwszy raz.

*

Jeśli wątpicie, że mamy – my, każda z osobna – na coś wpływ, to chciałabym, żebyście pomyślały o Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Pamiętacie, ile w styczniu tego roku wrzuciłyście do puszki? Założę się, że to nie były miliony, wiem ile sama wrzucam. Jurek Owsiak powiedział w niedzielę, że mają w tej chwili na koncie 50 tysięcy zakupionych urządzeń. Niektóre z nich to łóżka, tańsze. Ale niektóre to specjalistyczna, kosztująca krocie, aparatura medyczna.

My to robimy. Siłą małych decyzji, że tego jednego dnia zamiast kupić drożdżówkę, wrzucimy do puszki piątaka.

Siła tkwi w powtarzanych po wielokroć drobnych gestach.

Jeśli marzy Wam się sukienka Daydream, to mam dobre wiadomości – z kodem SYRENA kupicie ją o 20% taniej, aż do 8. lipca!

po tragedii w Rana Plaza

po tragedii w Rana Plaza

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

27 comments

  1. 90% moich ubrań pochodzi z lumpeksów, ale jeśli zacznie mnie być kiedyś stać na nówki – to kupię coś u tej pani.
    Uderzył mnie ten akapit o tym, że my, grube klientki, tak naprawdę wcale nie chcemy tej kiecki oglądać na kimś, kto ma rufę równie wybitną jak nasza, potężne nogi i wałeczki na plecach. Że jesteśmy zainteresowane iluzją. Zastanawiam się, co można by tak generalnie na to poradzić. Zdecydowanie wolałabym kupić kieckę obejrzaną na modelce, która te wałki ma – miałabym wtedy pojęcie, jak ciuch ułoży się na moich. Strój na zbliżający się ślub brata kupiłam też z drugiej ręki, możliwie zabudowany – bo te wszystkie kreacje z dwoma wstążeczkami na krzyż zamiast tyłu, prezentowane na kościstych nastolatkach, wywoływały we mnie śmiech pusty.

    1. Nina, upcycling i rozsądne zakupy nowości mi się strasznie marzą, ale dawno już nic na swój zad nie znalazłam w second handzie. A szkoda!

      Dzisiaj widziałam u Stanikomanii wyniki ankiety zrobionej przez Modną Bieliznę na temat katalogów. Wygląda jakby trend się odwracał, było zapotrzebowanie na rufy i wałki. Oby nam się!

      1. Na fizyczne wędrówki po ciuchaczach już dawno (niestety) czasu nie mam, ale polecam Allegro. Największy, najlepiej zaopatrzony sklep z odzieżą ożywaną, jaki znam. Odznaczasz właściwy rozmiar i nagle okazuje się, że wybór jest przeogromny. Fakt, że bywa, iż zdjęcia testują naszą domyślność, o terminach licytacji trzeba pamiętać (serwis udostępnia ponaglacze esemesowe), a za przesyłkę ciucha dodatkowo zapłacić – ale summa summarum opłaca się to w porównaniu z czasem, jaki musiałabym zużyć na podróż do sklepów i grzebanie w ich ofercie. Jeżeli szukam czegoś o konkretnych cechach – wiem, że tam znajdę.

        1. A ostatnio bym sobie dała rękę uciąć, że nikt już nie kupuje na allegro 😯
          A korzystasz z Vinted? Ja czasami tam znajduję świetne rzeczy za nieduże pieniądze

      2. Ula – nie wiem jak u Ciebie [Poznań? Łódź? Nie pamiętam, skąd jesteś], ale w Warszawie jest trochę ciuchlandów z wieszakami “duży rozmiar” i bywają tam naprawdę duże rozmiary, kiedyś z ciekawości sprawdziłam. Może i u Ciebie gdzieś się znajdą?

        A co do sukienek ze wstążeczkami zamiast pleców, to kościste osoby też ich nie noszą, bo nie da się pod nie założyć stanika i trzeba mieć własny biust, a z tym przy kościstości kiepsko 😉 I materiał na biuście wisi smętnie.

        1. Prawdopodobnie istnieją takie, ale ponieważ przemieszczam się autem, rzadko trafiam gdzieś przez przypadek. Prawdę mówiąc zamiast szukać takich szmateksów, wolę drzeć do domu, żeby coś napisać 😉

  2. Świetny wywiad! Bardzo kibicuję yum yum i wszystkim kiełkującym polskim firmom, które zmieniają rzeczywistość na lepsze!

  3. Wspaniała rozmowa. Świadomość, nie trzeba wiele więcej. I tak, pewnie, że 500 zł za sukienkę to mnóstwo pieniędzy, ale to przecież nie bierze się znikąd – mało tego, zostało tu świetnie wytłumaczone i ja to kupuję (tzn. na razie wytłumaczenie, a ciuchy kiedyś, na razie trochę się boję kupowania przez internet, muszę się dobrze obmierzyć 😉 ). A pytanie z innej beczki (ale tylko trochę) – Ulu, jak radzisz sobie z obcierającymi się udami?

    1. Olu, ja już trzeci rok w opaskach na uda! Nic innego nie działa równie skutecznie 😍

      1. Ale takie koronkowe? Bo one są śliczne, wspaniałe, ale miałam je na sobie raz i niestety na dłuższej wyprawie się nie sprawdziły 🙁 spodenki są ok, ale gorąco… To w sumie też ważny temat – bycie syreną lądową i cielesne niedogodności, czysto fizyczne. Bo zaakceptować swoje ciało to jedno, a zmierzyć się z obiektywnym trudnościami, które utrudniają odkrywanie siebie i swoich możliwości to drugie.

        1. Takie koronkowe głównie, ale te konkretne od Ewy Michalak, bo są od środka obszyte tiulem i dzięki temu się nie wyciskam przez koronki, bo potrafiłam się tak odparzyć we wzorki.
          Są też na rynku kompletnie gładkie, ale te które mam mają po dwa paski silikonu na górze i dole (w sumie cztery na jedną) i przy siedzeniu cały dzień w pracy, robią mi ślady na nogach.

  4. Bardzo fajna rozmowa, ciekawie poznać czyjś punkt widzenia.

    Chociaż trochę mnie dziwią wrażenia, jakie mają obie rozmówczynie np. na temat ciuchów z Aliekspres – jestem fanką tej platformy i kupuję tam elektronikę czy gadżety, które w polskich sklepach są kilka razy droższe. Ale bluzkę kupiłam raz i była … absolutnie okropna, źle uszyta, nierozciągliwa itp.

    Co do cen w polskich sklepach, to mam wrażenie, że Malwina Solecka nie bierze pod uwagę komfortu zakupu. Jak wyczytałam ze strony YY, jej produkty dostępne są tylko przez internet. A to dla mnie oznacza sporą uciążliwość – ciężko mi wyobrazić sobie, jak dana sukienka będzie leżała na mnie, jaki jest materiał w dotyku (ja jestem zwolenniczką grubych modelek). Zwykle trzeba zamówić kilka modeli, marzyć o tym, że się trafiło w rozmiar, potem czekać na dostawę, a w końcu użerać się z kurierem.
    Więc jestem gotowa dopłacić za możliwość podjechania samochodem i wygodnego zrobienia zakupów na miejscu (dlatego odwiedzam wszelkie targi plus size). Bo wiem, że wynajęcie lokalu i utrzymywanie stanów magazynowych też kosztuje.

    1. Łączę się w bólu. Ja z kolei jestem plus size wzwyż i też wiem, że większość zwykłych rzeczy będzie miała talię 10 cm za wysoko itp. A w buty 44 albo się zmieszczę, albo nie.
      I też wolę pójść i przymierzyć, więc jeśli sklep działa wyłącznie w internecie, to życzę mu wszystkiego dobrego i idę gdzie indziej.

  5. Sukienka jest przepiękna, świetnie zaprojektowana. Bardzo kibicuję YumYum i chętnie bym zainwestowala w taką kieckę, ale 500 zł za ciuch w połowie z poliestru to moim zdaniem za dużo

    1. “500 zł za ciuch w połowie z poliestru to moim zdaniem za dużo”

      W dodatku druga sukienka w tym sklepie (Illussion) kosztuje tylko 129 zł.

      1. Zagadkę tę rozwiązuje uważne przyjrzenie się obu sukienkom 🙃

        1. Szkoda, że chyba żadna firma odzieżowa nie projektuje sukienek (i nie tylko) na dużą górę z relatywnie do niej wąskimi biodrami. Mam 10 cm różnicy na korzyść biustu z przyległościami, a takich jak ja są pewnie setki. Każda sukienka dobra w biuście wisi potem nieładnie na tyłku. Jak żyć?

          1. To na pewno ucieszy Cię fakt, że akurat YumYum dopasowuje sukienki na takie okoliczności!
            Moja na przykład była szyta zupełnie na wymiar

          2. Sprawdź Biubiu, Urkye i Bravissimo.

  6. Super ważny temat! Rozumiem cenę ciucha od polskiego projektanta – ja nawet jestem w stanie tyle zapłacić (no może nie 500 zł, ale to już zależy od ciucha), byle tylko jakość była dobra: przejechałam się już na kilku butikach „polskich projektantów”, które oferowały szycie w Polsce i jakość, a ciuch po jednym sezonie wyglądał jak szmata z sieciówki.
    Ale!
    W tym roku zrobiłam też większe zakupy w sieciówce i jestem bardzo rozczarowana. Na dodatek części z tych ubrań nie można prać w pralce; rozumiem, gdyby to były ubrania wizytowe, ale nie, to takie zwykłe rzeczy do noszenia na co dzień, względnie do pracy. I ja się pytam: czy te tkaniny są już tak złej jakości, że po jednym praniu w pralce się rozpadną?

    Druga rzecz, która mnie zastanawia, to te słynne polskie szwalnie: niby super, ale czytałam, że szwaczki często zarabiają zdecydowanie poniżej średniej krajowej. Jak to weryfikować? Jestem gotowa dopłacić za ubranie, ale co tu zrobić?

    1. To jest zupełnie osobna kwestia czy faktycznie nie jesteśmy wrabiane w wyzysk tylko w wersji lokalnej.
      Też kilka razy stanęłam w takiej sytuacji, że ubranie nie sprostało oczekiwaniom jakościowym, które wobec niego miałam. Czasami to rozczarowanie od pierwszego założenia, czasami odroczony w czasie zawód jakością wykonania, nie ma na to chyba innej recepty, jak tylko poznawać różne firmy i osobiście wyrabiać sobie zdanie

  7. trafiłam do Ciebie z bloga Kasicy:) Świetny wywiad! I jaki prawdziwy. Szyjąc w Polsce z dobrych jakościowo materiałów w zakładach krawieckich płacących uczciwie pracownikom, płacąc tu podatki, nigdy nie będziemy w stanie zaoferować cen konkurencyjnych do sieciowek czy aliex. NIEDASIE;)

    Pozdrowienia dla właścicielki YumYum od koleżanki po fachu i pozdrowienia dla autorki 🙂

    1. Super, że wpadłaś! Każdy głos jest w tej dyskusji cenny.
      Prawdę mówiąc ja wcale nie myślę, że powinnyście. To jest segment rynku, który dopiero powstaje. Długo nie miałam się w co ubrać wcale, potem wszedł bonprix i sieciówki. Teraz wchodzicie Wy i to jest nowa jakość, coś dla osób, które kupują tam, bo nie było innych opcji. Rynek się zmienia, więc i nastawienie ludzi też się zmieni

  8. Świetny i bardzo ciekawy wywiad, wiele mówiący laikom o kulisach przemysłu. Bardzo bym chciała móc wspierać rodzime firmy i ekologiczną produkcję, bardzo bym chciała, ale…
    Ogromne rzesze ludzi pracują za 1600 złotych do ręki, są i tacy, co dostają jeszcze mniej i ja się do tej grupy zaliczam. Gdyby było mnie na to stać, kupowałabym sukienki, spodnie, buty i koszulki za 200, 300 i 400 złotych – nie mówiąc już o dobrej gatunkowo bieliźnie. Niestety, nie ma jak, gdy trzeba przeżyć miesiąc za pieniądze, które ledwo wystarczają na przeżycie, bo o przyjemnościach, jak kino, restauracja, kawa w kawiarni, książka, nowa płyta czy jakiś koncert to już nawet nie piszę. Marzy mi się i robię wiele aby z tej sytuacji finansowej kiedyś wreszcie się wygrzebać. Niestety, lata mijają a jest coraz gorzej. Np miesiąc temu straciłam pracę i bezskutecznie, rozpaczliwie poszukuję nowej.
    Pozdrawiam. Życzę Yum Yum, aby firma kwitła i przynosiła zyski. 🙂

    1. Trzymam kciuki, żeby Twoje kłopoty szybko się skończyły. Masz rację, na to też trzeba zwracać uwagę. Siła nabywcza pieniądza jest u nas niska i faktycznie, kiedy decydujemy między kupieniem jedzenia/zapłaceniem rachunku za prąd, to nikt się nie zastanawia nad kupnem drogich ciuchów. W tej sytuacji doskonałym pomysłem są ciuchy ze szmateksów – upcykling, korzystanie z czegoś, co już istnieje, dawanie drugiego życia ubraniom jest super.
      Nie wiem czy znasz Vinted, jeśli nie to polecam. Za nieduży pieniądz można znaleźć świetne rzeczy.

  9. Super wywiad 😀

    1. Cieszę się, że sie podoba!