dyskryminacja plus size - tor biegowy

ABECADŁO PLUS SIZE

Abecadło Plus Size – D jak dyskryminacja

Duże słowo na dziś. Przymierzałam się do tego tematu kilka razy i kilkakrotnie się cofałam. Nie jestem zwolenniczką robienia rabanu o nic. Długo przyglądałam się zjawisku i zastanawiałam jak to jest: czy żyję w bańce, gdzie grubi ludzie są równi innym ludziom, czy może przez lata tyłek tak mi się przyzwyczaił do fotela, że już nie zauważam, że mnie ciśnie i zwyczajnie lekceważę to, co inni uważają za dyskryminację?

Barowałam się z zagadnieniem po swojemu, ale czuję, że pora wyjść z własnej głowy, bo oto w ciągu ostatnich tygodni uwidocznił się całkiem nowy rodzaj dyskryminacji, i to taki, którego przejawy bolą mnie najbardziej.

Ale po kolei:

Jak chudy grubemu

Nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć kto rządzi światem. Wystarczy wejść do pierwszego lepszego sklepu z odzieżą. Otworzyć pierwszy lepszy kolorowy magazyn. Zajrzeć do internetu.

Fit jest lepsze niż fat. Fit lepiej się prezentuje na zdjęciach i lepiej wie, czego Ci, kobieto puchu marny, trzeba. A trzeba Ci jarmużu, chii, quinoa i chudego tyłka, który bez problemu zmieści się w najświeżą kolekcję najmodniejszej sieciówki sygnowanej przez projektanta, na którego nigdy nie byłoby Cię stać. Trzeba Ci tego wyjątkowego stanu równowagi psychicznej, który można osiągnąć wyłącznie wtedy, gdy wchodzisz w rozmiar 36.

Na własnej skórze doświadczyłam pogardliwego spojrzenia pań sprzedających w sportowej sieciówce. Brakowało tylko, żeby do no TAKIEGO rozmiaru to my nie mamy, dołożyła soczysty eyeroll.

Docierające do nas przez internet opowieści o dopłatach do usług kosmetycznych, jeśli ważysz więcej niż ustawa przewiduje, robione ukradkiem i wrzucane do sieci zdjęcia grubych ludzi – to wszystko są przejawy dyskryminacji. Przypadkiem, który szczególnie zapadł mi w pamięć było zdjęcie umieszczone na facebooku przez jedną ze spektakularnie dietujących influencerek. Sfotografowała się z śpiącym na fotelu obok grubym mężczyzną i opublikowała ze zjadliwym komentarzem. To jest dla mnie kwintesencja cyberbullying. Galopująca dyskryminacja ludzi, którzy często nie potrafią lub wręcz nie mają sposobności (sic!) się obronić.

Pamiętacie, co działo sie na facebooku gdy upubliczniłam informację o tym, w jaki sposób pewna niedotleniona pannica wykorzystała mój wizerunek, żeby zobrazować hejt na grubych ludzi, którzy propagują ciałopozytywność? No właśnie.

Tak chudemu gruby

Drugą stroną tej monety jest paskudne zachowanie, które często obserwuję w tych zakamarkach internetu, w których bywam. Pełno taki reakcji na stronach, gdzie pokazują się zdjęcia plus size, pojawiają się niestety czasami w formie memów na stronach firm i organizacji, które powinny wykazywać się większym rozsądkiem.

Chodzi mi o te wszystkie facet nie pies, na kości nie poleci, chuda kobieta jest jak dżinsy bez kieszeni czy prawdziwe kobiety mają to czy tamto. Ja naprawde rozumiem, że to są chwytliwe teksty. Rozumiem, że można chcieć sobie nimi dodać animuszu. Ale czy naprawdę nie można się zastanowić nad tym co jest po drugiej stronie równania? Pomyśleć, że może stoi tam człowiek. Taki z krwi i kości. Może mający problem z akceptacją swojego zbyt chudego ciała? Tak, takie historie też się zdarzają.

Mówienie o kimś źle czy traktowanie go z góry tylko dlatego, że jest szczupły to jest naprawde to samo, co smarowanie grubemu plecaka smalcem. Czy możemy wreszcie z tego wyrosnąć i zacząć zauważać ludzi na poziomie ponad ich cechami fizycznymi?

Ale że we własne gniazdo?

I w tym momencie docieramy do miejsca, w którym chcę się podzielić smutną refleksją. Ostatnie tygodnie pokazały mi zupełnie nowy kontekst dyskryminacji plus size. Wystarczy tylko, że coś się komuś uda – choćby nawet małego – a miejsce tak upragnionej przeze mnie babskiej sztamy zajmują żale, fochy i zjadliwe komentarze.

Okładki w prasie, programy w tv – nic to! Bo ten plus size nie taki, jak byśmy chciały. Za chude! Za ładne! Za mało pikowane! Za…? No właśnie? Zawsze znajdzie się pod ręką kijek, żeby walnąć kogoś przez łeb. Niech mu się nie wydaje, że ma lepiej! Nie może mieć! I mieć nie będzie! Zwłaszcza, jeśli mnie samej nie chce się ruszyć tyłka ze strefy komfortu i zrobić coś nowego.

Gdyby Ashley Graham zaczynała w Polsce, nic by z niej nie było. Też byłaby za ładna. Za bardzo klepsydrowata. Za wysoka.

Wiem, że trudno nam się tego pozbyć. Mamy tę drobnomieszczańskość we krwi. Mamy też głowę, która służyć powinna więcej niż do ozdoby, i wbrew pozorom większości z nas między uszami naprawdę nie hula wiatr. Czasami trudno jest się zdobyć na skrawek refleksji. Rozumiem to. Nie rozumiem, że można nie próbować zastanawiać się nad negatywnymi emocjami, które pojawiają się pozornie znikąd.

To niewesołe refleksje. Z drugiej jednak strony zobaczcie: nasza praca to jednak nie jest orka na ugorze. Pomału i z prawdziwym wysiłkiem, ale idziemy do przodu, a za nami zielenieje skiba. Mamy babki plus size w telewizji. Mamy coraz większy wybór zakupowy. Zaczynamy być widoczne.

Nie przepieprzmy tego momentum na głupkowate przepychanki, ok?

__________________________________

Photo by Marvin Ronsdorf on Unsplash

Leave a Comment

Comments (4)

  1. Każdy Twój post jest dla mnie kopniakiem z półobrotu. Sama często łapię się na tym, że oceniam inne dziewczyny (te ładniejsze, młodsze, szczuplejsze) tylko dlatego, że wyglądają lepiej ode mnie. Ale walczę z tym, również dzięki Tobie. Bo nie da się wymagać szacunku dla siebie, nie okazując go innym.

  2. Kobiety od maleńkości tresuje się do tego, by postrzegały same siebie jako towar do zaoferowania (mężczyźnie), a wszystkie inne dookoła – jako konkurencję. Stąd ta zapiekła zawiść wszystkich wobec wszystkich. Stąd to wyszarpywanie sobie nawzajem wąskiego klina tortu, który tak niedawno wywalczyłyśmy.
    Tak długo, jak długo rzesze dziewczyn wchodzących w życie będą wierzyć, że miarą ich wartości jako człowieka jest to, czy się komuś PODOBAJĄ – to się nie zmieni.