ciuchy plus size na fitnes

fatshion

Jak skompletować garderobę treningową i nie zwariować?

Ubieramy plus size na siłownię

Strój do fitnesu jest równie ważny co skafander kosmiczny dla astronauty. Może od jego braku lub słabej jakości nie zależy Wasze życie jako takie, ale łatwo się zrazić do ćwiczeń kiedy obłe kształty okręca Ci mokra bawełniana szmata. Ja tak miałam. Kiedy te trzy lata temu zaczynałam swoją przygodę z regularnymi ćwiczeniami, w arsenale miałam 1 parę spodni z szarej dresówki, 1 granatowy t-shirt z działu męskiego i starutki stanik sportowy kupiony wieki temu na allegro. I trampki.

Patrząc z perspektywy na mój ówczesny strój i porównując z tym, co noszę teraz łatwo sobie unaocznić, że na przestrzeni tych trzech lat w strefie odzieży plus size zaszła prawdziwa rewolucja. Nie nosiłam tego stroju dlatego, że chciałam. Po prostu kupienie kolorowych legginsów w rozmiarze 48/50 graniczyło z cudem. Dopóki nie odkryłam Zalando.

Czasy chodzenia na treningi w dresach wspominam jako dosyć upierdliwe. Mniej więcej pod koniec kwietnia ćwiczenie w spodniach dresowych zamieniało się w horror o podtytule sauna solution. Pod koniec mokra bawełna oklejała mnie od stóp do głów i do szatni zmierzałam krokiem mumii.

W dzianiny techniczne uwierzyłam dopiero po zakupie swojej pierwszej pary legginsów Reebok. To było jak przesiadka z malucha do rakiety. Z miejsca pokochałam życie bez mokrych plam pod kolanami! Często pytacie gdzie kupić sportowe ubranie, które pomieści plus sizowe kształty. I jeszcze do tego będzie ładne? Rozwiązanie jest prostsze niż sądzicie, bo żeby ubrać się na trening od stóp do głów wystarczy wklepać w wyszukiwarkę jeden adres: www.zalando.pl, a ja pomogę Wam nawigować wśród wirtualnych regałów z piękną odzieżą sportową plus size.

Chcę pogadać z Wami dzisiaj o dwóch elementach, których zakup sprawiał mi najwięcej trudności. I nie, wcale nie chodzi o stanik sportowy, bo w tym przypadku dla Syren Lądowych (i nie tylko!) są wyłącznie dwie godne zaufania opcje, tj. ShockAbsorber oraz Panache. Obydwa produkowane w spektrum rozmiarów szerokim na tyle, żeby zaspokajać potrzeby rynku. Tym, co mnie osobiście spędzało sen z powiek była zakup estetycznych legginsów i nieupierdliwej koszulki sportowej. Wcale nie było łatwo.

Legginsy

W zakresie garderoby zmorą mojego życia od zawsze były zjeżdżające z brzucha rajstopy. Zjeżdżające z brzucha majtki (lubię nosić takie do pasa). A zwłaszcza zjeżdżające legginsy. Każdy, kto ma brzuch trochę większy niż płaski, a przy tym próbował ćwiczyć jakieś cardio, wie, że nie ma nic bardziej upierdliwego niż ciągłe podciąganie gumki, która migruje w tę i nazad. Porządne legginsy to podstawa garderobianego sukcesu na siłowni.

Rzeczą, którą nie od razu odkryłam jest fakt, że dla Zalando w zakresie odzieży sportowej plus size zaczyna się dopiero od 52 rozmiaru. Tu znajdziecie przepiękną kolekcję Nike Plus Size. Jej widok sprawił, że trochę nawet żałowałam, że nie mam większego tyłka. Jest naprawdę ładna i kosztuje tyle samo, co mniejsze rozmiary. Chwalę to na głos, bo okazuje się, że dla producentów to wcale nie jest takie oczywiste.

W dziale z odzieżą sportową plus size znajduje się raptem kilka sztuk o mniejszym rozmiarze i przyznam, że początkowo złapałam się w tę pułapkę i na widok tych kilku smętnych sztuk zrobiło mi się przykro. Nie byłabym sobą, gdybym się poddała – kolorowe legginsy do ćwiczeń były dla mnie obiektem westchnień i marzeń. Kopałam zawzięcie, aż wykryłam, że wszystkie kolorowe legginsy poniżej 52 to… REGULARNA ROZMIARÓWKA WIĘKSZOŚCI PRODUCENTÓW! Celowo napisałam to wielkimi literami, bo lata niepowodzeń utrzymywały mnie w przekonaniu, że wielcy gracze nie dostrzegają z Olimpu grubasek, które chciałyby na siłowni choć trochę zadać szyku. Nagle za taki stan rzeczy okazali się być odpowiedzialni sprzedawcy, którzy zwyczajnie nie uznają za stosowne towarować się w leginsy rozmiar 48. Bo przecież grubaski nie ćwiczą, co nie?

Nieistniejące kolorowe legginsy dla niećwiczących Syren Lądowych poniżej 52 znajdziecie tutaj. Niestety, nie każdy z produkowanych modeli występuje w pełnej rozmiarówce, ale wybór i tak jest imponujący. Szczególne jeśli się go porówna z tym, co możemy znaleźć w stacjonarnych sklepach sportowych.

Koszulki

Niby powinno być łatwiej, a jednak nie jest. Nie jestem zwolenniczką fasonów nadmiernie opinających. Ani za luźnych. Nie może mi się podwijać i zjeżdżać w czasie ćwiczeń, komfort użytkowania jest dla mnie bardzo istotny. Czysta bawełna nie jest w tym przypadku dobrym pomysłem. Pije pot i zatrzymuje wilgoć blisko skóry, a po to przecież człowiek na trening chodzi, żeby się dobrze spocić.
Po granatowym t-shircie nastała epoka jednej jedynej czarnej koszulki technicznej, którą kupiłam w Kapp Ahlu. Zdzieram ją do dziś, ale po ostatnich zakupach w Zalando ma wreszcie towarzystwo.

Zaopatrzyłam się w Zalando w koszulkę nieznanej mi dotąd osobiście (bo o tym, że istnieje w ogóle oczywiście wiedziałam) marki Asics. Zaskoczyli mnie tym, że bazową rozmiarówkę prowadzą do rozmiaru 50. Zapytany o ten rozmiar w sklepie stacjonarnym personel, miałam wrażenie że waha się pomiędzy parsknięciem mi w twarz a zapadnięciem się pod ziemię byle uciec z niewygodnej sytuacji.

Tutaj znajdziecie tu 455 koszulek w rozmiarach od 44 do 56, na pewno uda się coś wybrać. Choćby nawet wydziwiał tak mocno jak ja.

Dzięki Zalando polubiłam kupowanie ubrań sportowych trochę bardziej.

Te trzy lata pomiędzy dresem Chcę-Zniknąć, a sportowym ubraniem Nie-Boję-Się-Siłowni to nie tylko okres, w którym przewartościowałam swoje spojrzenie na garderobę sportową. To przede wszystkim okres intensywnych zmian w moich życiu, które zaowocowały założeniem bloga. Nauczyłam się inaczej patrzeć na siebie i inaczej traktować swoje ciało. Z chcącej się zapaść pod ziemię fitnesowej debiutantki, stałam się tą osobą, która wie, że przychodzi na trening wykonać konkretną pracę. I ubiór to odzwierciedla.

Nie zrozummy się źle – idąc na siłownię nie musicie mieć w torbie najpiękniejszych ubrań sportowych z najnowszej kolekcji. Ale jeśli, jak ja, boicie się legginsów, bo czujecie, że wystawianie wielkiego tyłka na widok to coś niedopuszczalnego, to znak, że trzeba się dobrze zastanowić na swoimi priorytetami. Teraz, po tych trzech latach, stawiam na komfort. Nawet jeśli to oznacza, że ktoś może poczuć niesmak na widok mojego opiętego lajkrą zadu.

Kupowanie przez internet wymaga nabrania sprawy, ale nikt nie potraktuje Cię obcesowo, co niestety często zdarzało mi się w sklepach stacjonarnych. Szczególnie tam, gdzie obsługa jest młoda i atletyczna zdarzało mi się słyszeć pełne pogardy „Nie mamy TAKIEGO rozmiaru!”. Tutaj TAKI rozmiar możesz sobie zamówić – w 48h będzie u Ciebie – i przymierzyć spokojnie w domowym zaciszu. Warto, choćby metodą prób, błędów i odsyłania nietrafionych zakupów, nauczyć się robić zakupy w internecie.

Choćby po to, żeby nie wracać do szarych dresów!

Leave a Comment

Comments (8)

  1. Tego wpisu potrzebowałam, szczerze mówiąc sama się często zastanawiam gdzie kupić sportowe ubrania plus size. Czasem coś wejdzie na mnie w Lidlu lub Decathlonie, ale najczęściej mogę sobie pomarzyć o tych wszystkich super modnych ubraniach sportowych. To bardzo dołujące… Spróbuje z Zalando.

    1. Gorąco polecam! Wybór jest naprawdę duży. Planuję porównanie/zestawienie leginsów różnych marek, bo wypadają bardzo różnie, także niebawem wrócę do tematu 😊

  2. Po pierwsze polecam stary wpis z plusfitness
    http://plusfitness.pl/dobor-sportowej-odziezy-plus-size-xxl-dla-puszystych/

    Po drugie polecam C&A. W 2014 r. zaczynałam ćwiczyć w legginsach i bawełnianej bluzce. Potem przeszłam przez fazę funkcyjnych damskich spodenek i męskich koszulek (które były dobre w biuście, ale za duże wszędzie indziej). Sprawdziłam, że największe rozmiary z Decathlonu są dostępne tylko przez net.

    W tej chwili mam w szufladzie spory wybór ciuchów w tym spodenki z M&S i z C&A, a w kwietniu kupiłam w C&A różową koszulkę, która jest świetna – cienka, duża (XL odpowiada rozmiarowemu 52) i kosztowała tylko 23,90 zł. Na tym tle linkowane produkty NIKE wydają się strasznie drogie.

  3. A ja polecam też bonprix 😂 swoją przygodę z firmessem zaczynałam w rozmiarze 52 i to właśnie w bonprix zaipatrzylam się w legginsy,koszulkę i nawet biustonosz sportowy 😉 i ceny,nie jak z kosmosu 😉