FreshMail.pl
zaczynamy sprzątanie

fattitude

Sprawdzone sposoby jak polubić siebie – Posprzątaj w swoim otoczeniu

Dzień dobry, cześć i czołem. Nie będzie dzisiaj wierszyka (wiem, BUUU). Będzie jednak druga część cyklu o moich sprawdzonych sposobach na poukładanie sobie relacji ze sobą. Pamiętacie poprzednią część? Rozmawiałyśmy o tym jak odzyskać swój wizerunek dla siebie. A dzisiaj od oswajania lustra, chciałabym przejść do ludzi.

Ten wątek pojawił się w dyskusji na facebooku. Co z ludźmi? Jak polubić siebie, kiedy na co dzień otaczają nas małostkowe gnomy empatii, które dobrze czują się tylko wtedy, gdy komuś dokuczają? Jak to wszystko poukładać?

Człowiek, jak to mawiają, nie jest bezludną wyspą. Ale wiecie co? Człowiek nie jest też wycieraczką, w którą każdy, kto ma chęć, może wytrzeć obsranego buta.

Co ludzie powiedzą

Nie można powiedzieć o mnie, żebym była w przeszłości dzieckiem dobrze rozumiejącym społeczne konwenanse. Idea układania życia w myśl cudzego widzimisię dosyć wcześnie stała się dla mnie niezrozumiałym konstruktem. Byłam dzieckiem – uparciuchem, dokładnie takim, na jakie boicie się, że mogą wyrosnąć Wasze dzieci. Prawdopodobnym jest, że miałam swoje zdanie jeszcze zanim nauczyłam się trzymać łyżkę. Wcale się Wam nie wydaje – dzieci są wolne. Powolny proces socjalizacji i wpajania ustalonych standardów uczy je, że pokazywanie tyłka w krzakach nie jest najlepszym pomysłem oraz że to ważne, co sądzą o Tobie inni. Spijamy to od maleńkości. Babcie, mamy, ciotki, wujki – życie w tym wieku ma jasną konstrukcję. Nieposłuszne dziecko to kara bóbska i wierzcie mi, JA TO NAPRAWDĘ ROZUMIEM. Dzisiaj. 30 lat później. Wszyscy chcemy tej chwili spokoju wieczorem i pracowicie upakowujemy dzieci w normę. Nie krzycz, bo sąsiedzi usłyszą. Przebierz się, bo w szkole pomyślą, że w domu zaniedbania.

Zastanawiam się czasami nad tym, czy da się osiągnąć złoty środek. Ułożyć takiego człowieka do życia w społeczeństwie i nie uzależnić go przy tym od cudzej opinii. Czy mamy na sali psychologa?

Co Wam próbuję wyłuszczyć to to, że nie ma Waszej winy w tym, że rusza Was zdanie obcych. Że mamy pod górkę, żeby polubić siebie. Bo my, zmagający się z ciężarem cudzej opinii, stanowimy znakomitą większość ludzkiej populacji. Nie ma w tym naszej winy, kodowanie się zaczyna dużo wcześniej, niż możemy o sobie decydować.

Międzygwiezdna klasyfikacja buców

Wiecie doskonale, że szkodzących nam na dobre samopoczucie ludzi możecie podzielić na dwie grupy. Z grubsza. Buców Obcych oraz Buców Własnych.

Z Bucami Obcymi sprawa jest, wbrew pozorom, niezbyt skomplikowana. Wiem, że może się Wam to wydać nieprawdopodobne, ale mam uzasadnione podejrzenie, że co najmniej połowa tych pogardliwych spojrzeń, o których istnieniu jesteśmy tak głęboko przekonane zwyczajnie… nie istnieje. Pamiętacie jak rozmawiałysmy o szortach? O tym, że kiedy po blisko dwóch dekadach wyprowadziłam na spacer swoje blade gicze, takie falujące i odsłonięte w szortach, NIKT nie zwrócił na mnie uwagi? No właśnie. Poważnie, ludzie myślą o innych – zwłaszcza o obcych – znacznie rzadziej i mniej niż to, co im przypisujemy.

Owszem zdarza mi się zagapić na kogoś, przyznaję się. Zwykle chodzi o regularny brain freeze, kiedy moja zmęczona głowa się po prostu zawiesza. Albo kiedy ktoś mi się spodoba – nie zawsze czuję, że dobrym pomysłem jest podejść i pochwalić. Wtedy dopiero macie miny!

Wracając jednak do tematu, chciałabym zadać Wam jedno ważne pytanie: Czy pozwoliłybyście, żeby ktoś inny decydował o tym, kiedy macie jeść, a kiedy spać? Nie? To dlaczego pozwalacie, żeby decydował o tym, jak o sobie myślicie? Nawet jeśli faktycznie ktoś zaczepi Cię na ulicy i krzyknie za Tobą gruba świnia! to powiedzmy sobie szczerze – kto i czemu daje świadectwo? Podpowiem, że nie Waszemu wyglądowi.

Trochę gorzej mają się sprawy z Bucami Własnymi, ale do nich jeszcze wrócimy, bo obiecuję, że i na takie sytuacje jest sposób.

Jesienne porządki

Jako dorosły człowiek doświadczam tego, co nigdy mi się nie chciało zmieścić w głowie. Jak można nie mieć czasu? Jak można marzyć o tym, żeby tydzień był dłuższy? Bolesna prawda o tym, że doba nie jest z gumy dotarła do mnie dopiero dobrze po 20tce, kiedy okazało się, że mój grafik zajęć pozalekcyjnych nie składa się do kupy z grafikiem w pracy oraz czekającym w domu, wiecznie narzekającym na moją nieobecność facetem (nie, nie mówię o Panu Wydrze). Wiecie doskonale, jak łatwo do tej mieszanki dołożyć jeszcze życie towarzyskie. Kiedyś dziwiłam się, że dorośli ludzie zadają się głównie ze współpracownikami, ale odkąd ploteczki przy kawie albo obiadku w kuchni stają się niemal wyłączną formą kontaktu z innym dorosłym, naprawdę zaczyna się to doceniać. A przyjaciele? A tamci znajomi, z którymi jeździcie na wakacje?

Powiem Wam coś osobistego – bardzo długo nie potrafiłam samej siebie przekonać do uporządkowania życia towarzyskiego. Spędzałam czas z ludźmi, których potem odchorowywałam. Znosiłam głupkowate żarciki, przytyki i przaśne żarty. Obrabianie tyłka i kłamstwa prosto w oczy. Wydawało mi się, że lepiej mieć takich znajomych, niż żadnych. Bo kto by się chciał kolegować z grubaską. To samo było z partnerami. Tuż przed okresem Wielkiej Randki byłam gotowa zostać na życie w kompletnie nierozwojowym dla żadnego z nas związku, tylko z powodu strachu. W końcu się zbiesiłam. Najpierw z hukiem zamknęłam przyjaźń, potem – ze znacznie mniejszym – związek. Poszłam w cholerę i dobrze na tym wyszłam.

Chwilę to trwało, zanim zrozumiałam, że mam do czynienia z Bucami Własnymi, ale za to dziś mam już wypracowany własny protokół postępowania w takich okolicznościach.

Chciałabym pomówić dłużej o tym szczególnym rodzaju Buców

Są znajomości, których – przez wzgląd na okoliczności – zakończyć się nie da. Wszyscy ci Buce, z którymi jesteśmy skoligacone i spowinowacone, z którymi siedzimy w jednym biurze, a może nawet w jednym domu. Chciałabym móc napisać, że ten rodzaj Buców Własnych to margines marginesu, ale w świetle tego,co do mnie piszecie wiem, że zjawisko jest powszechne.

Nie zrozumiem, ba, nie próbuję nawet zrozumieć co trzeba mieć w głowie, żeby gnoić kogokolwiek (a już zwłaszcza kogoś z naszego najbliższego otoczenia).

Są cztery bardzo ważne rzeczy, których przyswojenie i zapamiętanie może Wam bardzo pomóc w oczyszczaniu życia z jadowitych, nikomu nie potrzebnych relacji:

  1. Nie każdy musi Was lubić – na bank znacie to o zupie pomidorowej. I to, na szczęście, jest prawda. Żadna z nas nie jest zobligowana do utrzymywania kontaktów z ludźmi, którzy nam szkodzą.
  1. Nie bójcie się rozluźniania kontaktów – jeśli dla kogoś w Waszym otoczeniu ważniejsze jest wyrażenie swojej niepochlebnej opinii na Was temat, niż to jak się będziecie z tym czuły? – Sayonara!
  1. Nie musicie pokornie słuchać, jak ktoś Was obraża – wiem doskonale, że łatwiej jest udawać, że nic się nie stało. Prawdopodobnie wszyscy tak samo boimy się konfrontacji i spora część ludzi traktuje innych jak gówno tylko dlatego, że nikt im nie zwrócił uwagi. Warto czasami przełknąć swój pacyfizm i stanąć we własnej obronie. Raz, drugi, a w szczególnych wypadkach trzeci zwykle wystarczają, jeśli zrobicie to dostatecznie stanowczo, a osoba, z którą macie problem jest zwyczajnie bezmyślna. Może być też zwyczajnym chujem, a wtedy konfrontacja może nie pomóc. Na chujów pomaga tylko wycinanie.
  1. Optymalnie byłoby umieć mówić ludziom dlaczego nie chcecie się z nimi zadawać, ale zdaje sobie sprawę, że są w życiu relacje, w których trudno się zdobyć na taki akt odwagi. Nawet jeśli nie możecie sobie pozwolić na czyste cięcie, macie prawo wyrywać korzonki tej znajomości z różnych aspektów życia; kasować smsy, usuwać z facebooka. Macie do tego prawo.

Cokolwiek dzieje się w Waszych relacjach z ludźmi, musicie zapamiętać jedną rzecz – MACIE ŚWIĘTE PRAWO SIĘ BRONIĆ.

Wiem, że to pozorne oczywizmy. Wiem też, że wdrożenie w praktykę odruchów samoobronnych nie jest łatwe i wymaga treningu. Trzecie co wiem to to, że efekt wart jest włożonego wysiłku. Nie, nikt nie zagwarantuje, że nie spotkacie już w życiu żadnego buca. Ale możecie umieć sobie z tym poradzić. Jeść publicznie, nosić sukienki i szorty, robić makijaż jaki tylko chcecie albo nie robić go wcale. Otaczać się ludźmi, którzy dodają skrzydeł i cieszą się, kiedy dostajecie skrzydeł. Tak naprawdę można!

Co mamy do stracenia?

_______________________________

Photo by pan xiaozhen on Unsplash

Leave a Comment

Comments (9)

  1. Popieram całym sercem i wątrobą. Życie jest ciągiem losowych zdarzeń, z których wiele bywa b. nieprzyjemnych (choroby, straty rozmaitego kalibru, rozczarowania na niwie towarzyskiej i uczuciowej.) Po grzyb dorzucać sobie do tego kociołka jeszcze jakichś toksycznych bliźnich? A niech idą w cholerę.

  2. Zawsze byłam przekonana do niezacieśniania i rozluźniania relacji z osobami, które nie są fajne, miłe i akceptujące. W szkole wolałam siedzieć i czytać książkę, zamiast podlizywać się złośliwym koleżankom, teraz wolę jechać na urlop sama niż w nudnym towarzystwie. No i wolę być starą panną niż żoną jakiegoś buca.
    Ale takie życie jest jednak dość samotne i niepełne : – (

    „To dlaczego pozwalacie, żeby decydował o tym, jak o sobie myślicie? Nawet jeśli faktycznie ktoś zaczepi Cię na ulicy i krzyknie za Tobą gruba świnia! to powiedzmy sobie szczerze – kto i czemu daje świadectwo? Podpowiem, że nie Waszemu wyglądowi.”

    A czemu nie? Czy to nie jest tak, że cham zawoła „gruba świnia”, a dżentelmen pomyśli to samo, tylko zachowa to dla siebie? W wielu sferach to, co o sobie myślę, jest wypadkową opinii i reakcji innych ludzi plus porównywania się do innych.

    Galanta Lalu! Wielokrotnie opisywałaś swoje pozytywne doświadczenia z tańcem brzucha. Zapytam więc, na jakiej podstawie oceniasz swój kunszt jako tancerki – na podstawie tego, jak się czujesz w tańcu, czy na podstawie opinii koleżanek czy instruktorki?

    1. Absolutnie tego, jak się czuję.
      Mną wobec swoich umiejętności mnóstwo pokory, uczę się
      ciągle. Najważniejsze, że mam z tego tyle przyjemności.

    2. Życie singielki nie-z-wyboru nie musi być tak całkiem samotne. Są przyjaciele. A jeśli tak się nam w życiu ułożyło, że ich ich nie ma, to zawsze warto wyjść komuś nowemu naprzeciw – może się okazać, że właśnie znaleźliśmy przyjaciela. Zdarzyło mi się to w tym roku.
      Byłam już w związkach. W dwóch z nich próbowano mnie ulepszać, wychowywać, naprawiać i stawiać do pionu. W jednym bardziej, w innym mniej subtelnie. Chronicznie brakowało mi powietrza. Z dwojga złego już wolę moją spokojną pojedyńczość. Jeśli się jeszcze kiedyś zakocham z wzajemnością – to cudownie. Jeśli nie – to trudno.

    3. Tak sobie myślę jeszcze, że ten umowny dżentelmen wcale tak nie pomyśli. Bo ten dżentelmen rozumie, że ludzie są różni oraz doskonale zna się na grze pozorów.
      Nawet ja, nie mając się za dżentelmena, zwykle nie myślę o mijanych na ulicy ludziach w takich kategoriach. Tak naprawdę to bardzo rzadko myślę o tym, że ktoś JAKOŚ wygląda.

      1. A propos grubej świni – jakby mnie zapytać, jak wg mnie wygląda pokazana palcem osoba, to będę miała problem z wyprodukowaniem ad hoc opinii, ponieważ tak normalnie jest to dla mnie po prostu NIEISTOTNE. Ludzie wyglądają tak i siak, i co z tego? Jaki to ma na mnie wpływ? No chyba, że zauważę na kimś super ciuchy, to wtedy sobie myślę: o super ciuchy, ciekawe gdzie kupiła 🙂 Z obsesyjnego oceniania wyglądu własnego i cudzego zwykle wyrasta się wraz z końcem lat nastu.

        Ofkors nie żyjemy na bezludnej wyspie i cudze opinie i oceny na nas jakoś tam wpływają (czasem nawet pozytywnie), sęk w tym, żeby nie pozwalać by ZA BARDZO wpływały one na nasze życie, oraz jeszcze nie dopowiadać tam sobie rzeczy, które nam się tylko wydaje, że ludzie o nas myślą, bo większość w ogóle nic nie myśli 😉

        1. Ooo to to! Dokładnie to mam! Ciucha fajnego wypatrzę, ale krzywych nóg już nie. I bardzo mi z tym dobrze.
          Co więcej – jestem głęboko przekonana, że nie jesteśmy takie znów wyjątkowe i ludzi o tym nastawieniu jest dużo więcej, niż by się mogło zdawać.

Hej, Syreno Lądowa!

Zostaw swój e-mail, a nie przegapisz ani literki! Zapisz się na pierwszą całkowicie ciałopozytywną listę mailową.

Chcę się zapisać do Syreniej Poczty Niekoniecznie Lądowej (możesz się wypisać kiedy tylko zechcesz. Jeśli zechcesz!).

FreshMail.pl