miłośc plus size

fatfacts

Komu order za miłość do grubej?

Dlaczego świat myli się bijąc brawo mężczyźnie, który na Instagramie wyznaje, że kocha swoją grubą żonę.

Jeśli nie mieszkacie pod kamieniem w lesie, na pewno widziałyście już ten legendarny post z Instagrama, który obiegł internet w ciągu ostatnich dwóch dni. Jak sieć długa i szeroka, jak wszyscy biją mu brawo. Jakiej to trzeba odwagi, jakiego dobrego serca, żeby publicznie napisać, że jest się szczęśliwym w związku z grubą kobietą!

Oryginał:

|| I love this woman and her curvy body. As a teenager, I was often teased by my friends for my attraction to girls on the thicker side, ones who were shorter and curvier, girls that the average (basic) bro might refer to as „chubby” or even „fat.” Then, as I became a man and started to educate myself on issues such as feminism and how the media marginalizes women by portraying a very narrow and very specific standard of beauty (thin, tall, lean) I realized how many men have bought into that lie. For me, there is nothing sexier than this woman right here: thick thighs, big booty, cute little side roll, etc. Her shape and size won’t be the one featured on the cover of Cosmopolitan but it’s the one featured in my life and in my heart. There’s nothing sexier to me than a woman who is both curvy and confident; this gorgeous girl I married fills out every inch of her jeans and is still the most beautiful one in the room. Guys, rethink what society has told you that you should desire. A real woman is not a porn star or a bikini mannequin or a movie character. She’s real. She has beautiful stretch marks on her hips and cute little dimples on her booty. Girls, don’t ever fool yourself by thinking you have to fit a certain mold to be loved and appreciated. There is a guy out there who is going to celebrate you for exactly who you are, someone who will love you like I love my Sarah. || photo cred: @kaileehjudd

Post udostępniony przez ROBBIE TRIPP™ (@tripp)

Tripp, bo tak się podpisuje na instagramie autor rzeczonego posta, prawdopodobnie chciał dobrze. Ale wyszło jak zawsze. Czy naprawdę uważacie, że w porządku jest pisanie o ukochanej kobiecie, że dokładnie wypełnia swoje dżinsy ale i tak jest najpiękniejszą kobietą w pomieszczeniu? No jeśli to nie jest kwintesencja protekcjonalności, to nie wiem co powinno za ową uchodzić.

Może miała być apoteoza bujnej kobiecości – tripp pisze o wałkach, cellulicie i innych rozkosznych oznakach bycia plus size, a potem BAM! Te dżinsy. Warto przy tym zaznaczyć, że żona trippa nie jest grubaską. Na oko góra 44 rozmiar. Plus size, ale powiedzmy sobie szczerze – tak na granicy. Żadną miarą nie jest chubby, ani tym bardziej fat. A tak, według słów trippa, mogłaby być nazywana. Nie przez niego, on przecież jest taki szlachetny! Kocha grubą!

Krew mnie zalewa.

Z każdym przeczytanym komentarzem zachwytu nad jego dojrzałością emocjonalną i odwagą mam ochotę krzyczeć coraz głośniej. Jestem szczególnie wyczulona na ten konkretny rodzaj hipokryzji, gdy ktoś ukradkiem zgrywa świętego. Przeprowadza staruszki przez ulice i ratuje kotki, pozując przy tym na bohatera. Nie mogę pozbyć się przeświadczenia, że w przypadku trippa trochę tak jest.

Pisze tam, że na każdą kobietę plus size czeka gdzieś mężczyzna, który będzie ją kochał tak mocno, jak on kocha swoją Sarę. Brakuje mi tylko, żeby na koniec strzepnął tylko złotą peleryną i wskoczył na białego konia.

Mam dwa pytania:

1 – Czy na pewno każda kobieta plus size musi czekać na swojego księcia? Czy musimy czekać, aż ktoś z zewnątrz usankcjonuje nasze szczęście? Czy nie można się cieszyć życiem takim jakie jest, bez czekania, bez stawiania sobie warunków, które trzeba będzie spełnić, zanim można się nazwać szczęśliwym?

2 – Czy przestaniemy wreszcie uważać kobiety z nadwagą za osobny gatunek? Czy naprawdę trzeba uciekać się do rozróżniania nas na lepsze i gorsze pod względem rozmiaru? Wyobrażacie sobie, że ktoś bije brawo facetowi, który napisał, że kocha swoją szczupłą dziewczynę? Żadne osiągnięcie, prawda?

Jedyne, z czym się zgadzam w tym kontekście to wezwanie, żeby nie dawać sobie wmówić, że jedynym sposobem, żeby zasłużyć na miłość jest dopasowanie się do obcej foremki, do cudzych oczekiwań. Na miłość nie trzeba zasługiwać. Miłość to nie jest nagroda. Ani dla szczupłych, ani dla grubych ludzi.

________________________________________

Zdjęcie to fragment zrzutu z ekranu z posta na Instagramie @tripp

Leave a Comment

Comments (16)

  1. 44 to nie jest mało, nie szokująco dużo ale nie mało. A co do osobnego gatunku – sama go stwarzasz uparcie na tym blogu więc nie rozumiem tej części wpisu. Od nazywania kobiet syrenami po ciągle wypisywanie i podkreślanie różnic związanych z życiem w rozmiarze plus. Dużo budujesz na “czepianiu się” innych. Chłopak napisał co czuje i nie ma w tym żadnego bohaterstwa i hipokryzji. I nie ma co się oszukiwać i wmawiać sobie, ze my kobiety nie czekamy na miłość. Większość ludzi na nią czeka i jej potrzebuje, tak, do pełni szczęścia. Szczęście w pojedynkę jakoś mniej ludziom smakuje. Nie ma co siebie przekonywać, ze ja będę syreną, z paczką lodów pod pachą, ciuchach w rozmiarze namiotu i będę ultra szczęśliwa bez miłości. Fajnie jest siebie akceptować ale bez przesady. Od dłuższego czasu czytam tego bloga i coraz częściej odnoszę wrażenie, że to wszystko jest baaardzo na siłę. Oczywiście zaraz zaleje mnie fala hejtu syren. Spoko. Też byłam syreną i wiem, że to całe cieszenie się syrenostwem działa tylko do czasu.

    1. Mam nadzieję, że niż podobnego się wydarzy i nie będzie tu fali hejtu.
      Każdy ma prawo do własnych przekonań, choć oczywiście zaglądając w konkretne miejsca, trzeba się liczyć z tym, że przebywający w nich ludzie mają pewne konkretne opinie. Ja baca przykład nie zaglądam na fanpage prawicowych organizacji, bo wiem, że nie zgadzam się z publikowanymi tam treściami.

      Jest jednak zasadnicza różnica pomiędzy pisaniem o życiu z perspektywy bycia grubym, a budowaniu podziałów między grubymi, a chudymi. Tkwi ona w tym, że poczucie odrębności, a poczucie publicznej presji to dwie różne kwestie.
      Jeśli uważasz, że budowany przeze mnie obraz jest na siłę i naciągany, to ok, nie mam na to wpływu. To mój subiektywny punkt doświadczania świata, a blog to nie serwis informacyjny – wszystko, o czym tu piszę przepuszczam przez filtr swoich emocji i opinii. Obiecuję, że to się mnie zmieni.

      Nie mnie decydować o tym, co kogo uszczęśliwia. Wiem jednak, że zaznaczenie lepiej jest wyjść z tą paczką lodów pod pachą z domu i cieszyć się tym, co jest tu i teraz, niż siedzieć z nimi w domu, płakać i wyglądać ratunku z nieba.
      To nie cieszenie się syrenostwem jest złe. Złe jest pogłębianie dołka, w którym siedzisz i kompletna rezygnacja z prób wprowadzenia zmian na lepsze.

  2. Nie chciałabym być z kim, kto wygląda oklasków i głaskania po główce za to, że akceptuje (jak niedaleko już stąd już do pasywnoagresywnego „znosi” czy „toleruje”) moje ciało. Żądam żarłocznego, zwierzęcego zachwytu! Nie łaski pańskiej, co na pstrym koniu jeździ. A jeśli nie spotkam takiego, co ten zachwyt poczuje i jednocześnie będzie chciał budować ze mną przyszłość – to raczej wolę dalej być rozrywkową singielką.

    1. Jak na moje rozumienie angielskiego, to on jej żadnej ale to żadnej łaski nie robi 🙂 Wyraźnie widać, że jest na maksa „zajarany” ciałem swojej żony, napisał, że nie ma nic bardziej seksownego. Nie wiem gdzie tu łaska, bohaterstwo czy co tam jeszcze zostało mu przypisane 🙂 Dziewczyny on jest zachwycony tą swoją żoną, na tyle, że napisał to wszem i wobec, wychwalił praktycznie każdy jej kawałek. Nie wiem, czemu koniecznie chcecie przypisać mu coś negatywnego w tej wypowiedzi 🙂

      1. Jestem bardzo wyczulona na oznaki protekcjonalności i wszelki lukrowany fałsz. Być może dlatego, że daaawno temu byłam w związku z kimś, kto robił mi łaskę swoją obecnością – przykrywając, a jakże, to toną cukru i zmyślnej manipulacji. Moim zdaniem mężczyzna jak piszesz „zajarany tą swoją żoną” -użyłby innych sformułowań. Ja tu widzę typka, który oczekuje od świata pochwał z racji posiadania takiego, a nie innego gustu. Co jest, uprzejmie rzecz ujmując – myśleniem wykolejonym.

        1. Ula, podczytuję od dawna, pierwszy raz komentuję, tysiąc serduszek za to co robisz!

          Też jakoś nie mogę pozbyć się wrażenia że to wypracowanie to owszem, jest psalm pochwalny ale nie poświęcony żonie, ale sobie samemu.
          Kajka, nie próbuję przypisywać na siłę negatywnych cech autorowi tego wypracowania, ale podobnie jak Ty masz wrażenie że facet jest “zajarany” tak samo ja mogę mieć wrażenie że są tacy co ładniej obrażają niż ten pan chwali. Tak samo jak Tobie szczęście najlepiej smakuje grupowo, mi może smakować w pojedynkę. A paczka lodów może się lepiej sprawdzać pod moją pachą niż samcze ramię 🙂

  3. Nie, ten gość nie jest dziko zachwycony swoją żoną. On jest dziko zachwycony sobą, swoją dojrzałością, szlachetnością i głąbią własnych odczuć. To jest „Paczajcie, oto moje akcesoria zajebistości, w tym moja dziewczyna”.

    Jakby było „Oto moja ukochana Katy, którą kocham, a przecież jest czarna. Czy widzicie jak bardzo jest czarna i jak bardzo nie znalazłaby się na okładce Cosmo? A ja jestem zachwycony, bo poczytałem o marginalizacji kobiet i dojrzałem.”, to nie miałybyśmy wątpliwości, jak żałosna byłaby to ściema.

    Mam grube* nogi. Książę Małżonek nie widzi problemu, ale primo: nie wymienia tych nóg jako mojej głównej cechy, definiującej mnie bez reszty, secundo: nie pisze sobie hymnu pochwalnego, jaką to ma zajebistą żonę o grubych nogach.

    * Tajemnicza sprawa, dwanaście kilo temu też je uważałam za grube.

    1. Amen! „Akcesoria zajebistości” rządzą.
      Ten przykład z kolorem skóry to świetny sposób, żeby wytłumaczyć postronnym o co chodzi. Że też na to nie wpadłam!

      1. Ja trochę pana pobronię – zakładam, że albo mu się ulało po wysłuchiwaniu zdziwionych komentarzy nietaktownych znajomych (typu „ale czemu z takim wielorybem jesteś? Spokojnie byś jakaś fajną laske wyrwał przecież!”), albo gadał z jakąś nieszczęśliwą nastolatkę, dołującą się, że nikt jej nie zechce, bo gruba, i postanowił „dać swiadectwo prawdzie”. Wyszło jak wyszło, ale to nie miał być list miłosny do żony, tylko płomienna odezwa do społeczeństwa. Przynamniej taką mam nadzieję.

  4. Hmmm…jesteś za ostra dla faceta. Czytając jego wypowiedź,zwróciłam uwagę zupełnie na coś innego. Dla mnie przede wszystkim zwraca uwagę na to,jak media wpływają na odbiór piękna. Jak okładki magazynów i gwiazdy filmów porno,znieksztalcaja obraz prawdziwych kobiet i wcale nawet nie grubych. Aby mieć rozstępy i celulit,wcale nie trzeba mieć rozmiaru powyżej 44… celulit,rozstepy to zmora wszystkich kobiet. Nasze ciała rzadko przypominają ciała chudych modelek z powiekszonymi cyckami, wdzieczacych się do facetów z kalendarzy rozwieszanych w silowniach 😉 Wydaje mi się,że właśnie o to tu chodzi… I wybacz,ale z całym swym dystansem i samoakceptacja,zwrocilas uwagę na jeden fragment,który Ciebie osobiście „ruszył”. To tak jak czarni mogą używać w stosunku do siebie okreslenia „czarnuchy”,a jak używa go biały,to już jest to rasista. Same możemy mówić o sobie „gryba”,a jak mąż podziwia wypływający z dżinsow tyłek żony,to jest już przegięcie… sorki…ja tak to widzę…

    1. Żebym została dobrze zrozumiana… Dla mnie,on zwraca uwagę na różne kanony piękna,a jak widać jego żona nie mieści się w kanon ogólnie promowany. I chyba przyznać trzeba,że w reklamach szczęście(jwgo różny wymiar),miłość zarezerwowany jest dla pieknych i szczupłych. A ten facet mówi,że właśnie nie,że to wszystko to fake,którym karmi się ludzi.

  5. Tak jak zwykle, zgadzam się tak w ogóle, a przyczepię się do szczegółu: „Czy na pewno każda kobieta plus size musi czekać na swojego księcia? Czy musimy czekać, aż ktoś z zewnątrz usankcjonuje nasze szczęście? Czy nie można się cieszyć życiem takim jakie jest, bez czekania, bez stawiania sobie warunków, które trzeba będzie spełnić, zanim można się nazwać szczęśliwym?”

    Jeśli ktoś jest szczęśliwy w pojedynkę, to super. Ale ja nie jestem i wiele osób też ma problem z cieszeniem się życiem w samotności, bo takie życie sporo odbiega od naszych oczekiwań.
    Ale niestety każdy musi się liczyć z tym, że nie trafi mu się „druga połówka pomarańczy” i będzie musiał wybrać czy woli być sam czy np. z osobą, która protekcjonalnie mówi o jego wyglądzie.

    1. Nie wierzę w połówki, a gdybym miała być z kimś, kto traktuje mnie z góry bo jestem gruba to daję słowo, nie zastanawiałabym ani minutki.

      Wierzę w to, że zupełnie odrębni ludzie – jeśli bardzo chcą- potrafią sobie stworzyć wspólną przestrzeń. Ale do tego trzeba równego wysiłku i traktowania siebie nawzajem fair. A nie litowania się nad kimś „wezmę tę biedną grubaskę, bo taka biedna i gruba”. Hell no!

  6. Mnie w tym komentarzu uderza coś innego- on po prostu istniejący kanon zamienił swoim własnym. Jak na feministe za mocno seksualizuje wizerunek swojej partnerki, skupiając się wyłącznie na jej ciele.

    1. O, właśnie to! Widzi samo ciało, tylko o ciele pisze, tylko ciałem się nakręca (i swoją ach jakże odważną akceptacją dla tego ciała). Może w innych postach to się wyrównuje i gość pisze również gdzie byli w kinie, jak im się fajnie gadało o filmie, jak jego żona fantastycznie robi x i y i z (z czego żadna z tych rzeczy nie jest seksem). Ale ten konkretny wpis – słaby jest.