odwaga - człowiek na księżycu

fattitude

Odwaga nie taka ważna

Zazdroszczę odwagi, ja bym tak nie umiała!

Odwaga – co to w ogóle znaczy?

O czym myślisz, gdy mówisz, że ktoś się wykazał odwagą? Bo ja mam kilka pomysłów.

Odważni są jadący do pożaru strażacy. Pielęgniarki i lekarze, od których szybkiej i trafnej decyzji zależy czyjeś być lub nie być. Ludzie, którzy wychodzą na ulicę protestować w obronie idei, choć wiedzą jak się to może skończyć. Rodziny wsiadające na ponton, żeby uciec przed wojną – one też są odważne.

Ale zdjęcia? Bo owszem, to zdjęć dotyczy cytat, od którego zaczęłam. Takie komentarze pojawiają się regularnie pod publikowanymi przeze mnie zdjęciami. Gratuluję odwagi! Serio?

A co to za przejaw odwagi – żyć we własnej skórze?

Być odważnym z definicji to bać się czegoś, ale zadecydować, że się ten strach przełamie.

Ja po prostu żyję w swoim grubym ciele.

Nie mam startu do odważnych ludzi, nie jestem bohaterką. Jestem odważna, gdy w grę wchodzi wyrażanie opinii. Pisanie dla Was. Mierzenie się z rzeczywistością, która wcale nie jest słodkim pączkiem z dziurką. Ale zrobienie sobie zdjęcia i opublikowanie go w internecie?

W jupiterach

Z drugiej strony nasza obecność w social media trzyma nas w jupiterach. Jesteśmy na wiecznym podglądzie, sami podglądamy. Na kiblu, przy śniadaniu, w tramwaju. Wszędzie. Trudno pozbyć się wrażenia, że każdy nasz udokumentowany facebookiem ruch podlega ocenie. Ostrej, bo przecież nie wymagającej ani kawałeczka odwagi cywilnej. Krzywiąc się do telefonu przy porannej kawie można powiedzieć do niego wszystko. Przyjmie każdą ilość hejtu.

Dobrymi chęciami…

Wiecie co jest dalej? Wiem, że pisząc gratuluję odwagi, nie macie na myśli nic złego. Wiedzcie jednak, że za każdym razem, kiedy czytam taki komentarz, pęka mi coś w sercu.

Nie róbcie mi tego.

Bo popatrzcie na to z tej samej, co ja, strony:

Jeśli zrobienie sobie zdjęcia kojarzy Wam się z ryzykiem wystawienia samej siebie na pośmiewisko, to znaczy, że dużo nam jeszcze brakuje, żeby poczuć się pewnie w przestrzeni publicznej.

Bo co, za przeproszeniem, komu przeszkadza moje zdjęcie? Są w internetach odpowiednie przyciski, które sprawnie rozwiązują ten koszmar oglądania mojej twarzy.

Prawdą jest, że każda funkcjonująca w internecie osoba może paść ofiarą cyberprzemocy. Zanim założyłam bloga sądziłam, że mnie to nie dotyczy. Jakim ja byłam zieloniutkim jak szczaw naiwniakiem! Przecież wiadomo, że jeśli ktoś nie tylko odstaje od normy, ale jeszcze uporczywie nie chce za to przepraszać, to może oznaczać tylko jedno – na plecach nosi celownik.

O odwadze z perspektywy

Tylko czy ja chcę funkcjonować w takiej rzeczywistości? Czy ja umiem zaakceptować to, że kobieta plus size uważana jest za obrazę wszelkiej estetyki? No nie, cholera, nie umiem. A co więcej – wkurza mnie to, że dla kogoś wrzucenie do sieci selfie może być stresem porównywalnym do spotkania oko w oko z grizzly.

Jeśli moje zdjęcie w kolorowej sukience stawiamy w jednym rzędzie z człowiekiem, który wchodzi do płonącego budynku, żeby uratować czyjś dobytek, a nierzadko życie, to chyba coś jest nie tak? No musi być coś nie tak – albo przeceniamy siłę potrzebną, żeby pokazać światu swoje zdjęcie, albo mocno deprecjonujemy niesamowicie ciężką i niebezpieczną służbę publiczną.

No to jak to jest?

Zanim następnym razem napiszecie komuś, że jest odważna, bo wyszła z domu w sukience przed kolano, pomyślcie przez sekundę o tej odwadze. Bo może gdybyśmy tego aktu odwagi dopuszczały się częściej; częściej robiły to, co nam w duszy gra; to może nie trzeba byłoby już rozmawiać o odwadze w kontekście tak trywialnym jak zrobienie sobie selfiaka?

I jeszcze o tym, czy to aby na pewno nie możemy nic zmienić w świecie, w którym żyjemy. Tym samym, który nie kończy się wysportowanych i opalonych dwudziestolatkach. Tym samym, w którym jest przestrzeń dla każdego, bez względu na jego formę

_________________________

Photo by NASA on Unsplash

Leave a Comment

Comments (4)

  1. „Bo może gdybyśmy tego aktu odwagi dopuszczały się częściej; częściej robiły to, co nam w duszy gra; to może nie trzeba byłoby już rozmawiać o odwadze w kontekście tak trywialnym jak zrobienie sobie selfiaka?” – o to, to.
    Czasem słyszę/czytam o sobie, że jestem odważna. Zastanawiam się wtedy, czy bycie szczerą to tak spektakularne osiągnięcie, że aż trzeba je komplementować. I zaczynam się zastanawiać, ilu ludzi dookoła na co dzień coś udaje.

  2. Jest odwagą wyjść i liczyć się z tym, że bałwany i buce będą szydzić, a mimo to wyjść tak, jak się chce.
    Miałam czapkę studencką; sprawiłam ją sobie na pierwszym roku studiów. Nosiłam ją przez tydzień, bo codziennie chciało mi się płakać od komentarzy dowcipnych ludzieńków w komunikacji miejskiej. Od upokorzenia, wstydu, bycia wytykaną palcami. Taki drobiażdżek, nietypowa czapka. Nie wytrzymałam.

    Zatem nie, nie można porównywać odwagi strażaka (lęk: stracę życie) z odwagą kogoś, kto ubiera się jak chce. Ale dalej jest to piekielna odwaga i wytrzymałość psychiczna. Ja płaczę z byle powodu, mimoza jestem.

    1. Mnie też się zdarza. Wkurza mnie to, że postrzegamy takie rzeczy w kategoriach odwagi.
      Że to nie jest zupełnie normalne, że ktoś zakłada na grzbiet co mu się podoba. Jedna wielka dulszczyzna