fattitude

List od Chudej

Bardzo lubię dostawać od Was wiadomości. Regularnie się wzruszam do kości czytając o Waszych drogach do polubienia siebie, do poukładania się z tym, co trudne. Cenię te momenty, gdy blog przestaje być (choćby nie wiem jak natchnionym) monologiem, a staje się polem dyskusji. Kiedy mam szansę dowiedzieć się czegoś o Was, moich Syrenach Lądowych.

W mijającym tygodniu dostałam list, którym dzięki uprzejmości jego autorki chciałabym się z Wami podzielić. To jest list ekstremalnie ważny, bo „zza płota”. To jest List od Chudej. Przeczytajcie go i pomyślcie o nim za każdym razem, kiedy świerzbi Was, żeby napisać coś w stylu prawdziwe kobiety mają krągłości.
Kwestia niedoborów empatii dotyczy nas wszystkich. Zalecam suplementację w postaci wczuwania się w czyjeś położenie.

 

List od chudej

 

Droga Galanta,

piszę bo chciałabym żebyś wiedziała, że czyta Cię dziewczyna o wskaźniku BMI dużo poniżej normy, która identyfikuje się z każdym napisanym przez Ciebie słowem i każdym kompleksem, o którym wspomniałaś. Tylko w drugą stronę.

Odkąd pamiętam ważyłam mniej niż szczypiorek i odkąd pamiętam to był problem. najpierw dla otoczenia, a potem stał się i moim problemem. Dorastałam i dojrzewałam wśród przekonań, że „facet nie pies, na kości nie poleci”. Ja – worek kości, anorektyczka, bulimiczka, deska. Wszyscy naokoło, w dobrej wierze oczywiście, pół żartem, karmili mnie uwagami o moich niedostatkach. Za chuda, za mało jesz, weź się za siebie, utyj, wyglądasz jak szczapa, wyglądasz jak pogrzebacz, jak wieszak, wszystko wisi, żaden facet na ciebie nie spojrzy, kobieta musi mieć na czym usiąść i czym oddychać. Znam to pamięć i odtwarzam prawie codziennie patrząc w lustro. Oprócz przekonania o własnej ohydzie, nabrałam też przekonania, ze całe moje życie zależy od tego czy ktoś mnie zechce czy nie. Czy będę się podobać. Czy ktoś na mnie poleci. A skoro wszyscy na około wmawiali mi że nie to znaczy, że tak właśnie będzie. Nie wiem jak udało mi się przez okres nastoletni i później budować jakiekolwiek związki, lepsze i gorsze, będąc workiem na kości.

Przez lata żyłam ze swoimi kompleksami, czasem trochę o nich zapominając, a czasem płacząc w poduszkę. Ale nie zauważyłam jak jednocześnie rozwija się we mnie kobieta, która czuje potrzebę porównywania się do innych kobiet, oceniania i krytykowania. Nie umiałam spojrzeć na kogokolwiek bez analizy wszystkich możliwych niedostatków, najlepiej żeby było ich jak najwięcej. W każdym umiałam znaleźć coś brzydkiego. Każdy człowiek był dla mnie za brzydki, za głupi. Ładni ludzie mnie onieśmielali, dystansowałam się od nich. Ciągłe poczucie bycia gorszą sprawiało, ze miałam nieustanną potrzebę rywalizacji z przyjaciółkami – udowadniania, ze jestem lepsza (mimo, ze brzydsza). Nawet odbijałam facetów. Tak straciłam kilka bardzo dobrych relacji. Nic już tego nie uratuje. Wiesz jak znalazłam się na Twoim blogu? Zobaczyłam przypadkiem zdjęcie otyłej dziewczyny w bieliźnie na Facebooku. Moją pierwszą myślą było: „Ohyda, jak można tak wyglądać i jeszcze ubierać swoje grube ciało w koronkę”. Weszłam żeby poprawić sobie humor oglądając więcej takich zdjęć i uspokoić swoją zakompleksioną, zapłakaną dziewczynkę. Przeczytałam pierwszy post, potem drugi i pomyślałam: ” gruba, ale dobrze się ją czyta”. Szperałam dalej i dalej, po czym zorientowałam się, że jest 2 w nocy, a ja chyba przeczytałam wszystko. I to jest o mnie.

Jestem 28-letnią żoną fajnego faceta i mamą dwóch wspaniałych dziewczynek. Jestem zakompleksioną do cna, wystraszoną i niepewną dziewczynką, którą nauczono, że nie ma do niczego prawa bo jest za chuda, za mało kobieca. Poczucie bycia brzydką było we mnie tak mocno zakorzenione, że za każdym razem kiedy ktoś wysyłał mi oznaki zainteresowania, w mojej głowie spotykało się to tylko z niebotycznym zdziwieniem – no bo jak to? Nie śmieszy cię mój widok? Nie będziesz o mnie opowiadał przy niedzielnym obiedzie jako o ciekawostce dnia? Nie będziesz mi strzelać ramiączkiem od stanika pytając: „na co ci to?”.  Nie wiem jak udało mi się wyjść za mąż i to jeszcze za faceta, którego naprawdę kocham 😉 Niestety, nawet największe uczucie płynące od mężczyzny przegrywa w starciu z kompleksami. Zawsze było ciężko bo na każde ” jesteś piękna” reagowałam „przestań/ nie musisz mnie okłamywać/ po co tak mówisz/ odczep się ode mnie / daj mi spokój”. Mój mąż zdążył się do tego przyzwyczaić. Ale najgorsze nadeszło po narodzinach drugiej córki. Z zakompleksionej, ale w miarę pogodzonej dziewczyny, zmieniłam się w kobietę bliską depresji. Nie mogłam patrzeć w lustro, miałam wrażenie, że każdy kto ze mną rozmawia myśli tylko o tym jaka jestem brzydka. Miałam to w głowie w każdej sekundzie. Przestałam uprawiać seks bo … to była moja kara. Ukarałam siebie za bycie brzydką. Byłam przekonana, ze mój mąż chce się kochać ze mną bo nie ma wyjścia. Bo nie ma nikogo innego pod ręką. Bo musi. Bo mnie szanuje. Bo jest mu mnie żal. Przez ostatni rok po narodzinach zdecydowałam się na seks może 4 razy – zawsze po usilnych prośbach, kilkugodzinnych próbach ze strony męża. Jakie to logiczne, prawda? Nie może na mnie patrzeć, ale namawia mnie godzinami na seks.

Jestem świeżo po kilkudniowym totalnym dołku. Takim, kiedy karmisz dziecko piersią, siedzisz na sofie, patrzysz tępo w ściany i płaczesz i chciałabyś zniknąć. Potem natknęłam się na Ciebie i po raz pierwszy w życiu przez jedną nanosekundę pomyślałam: „a może to wszystko jest nieprawdą?”. Może to tylko jest w mojej głowie? Może nie chodzi o to żeby być perfekcyjnie piękną? Może nie trzeba być seksualnym obiektem dla każdego? Może wygląd jest naprawdę kwestią zależną od gustu, a nie sztywnych norm?  Może nie trzeba się podobać wszystkim? Może ja też się podobam? Może wszystkie miłe słowa, które usłyszałam w życiu od różnych osób były szczere, a nie litościwe? Może to wszystko jest ważne tylko tyle na ile ja mam ochotę aby było?

Jest mi ogromnie żal, że tak późno Cię przeczytałam. Jest mi żal, że nikt nie wspiera nas – ludzi, kobiet ze skrajnie zaniżoną samooceną, które czują się gorzej niż gówno. Jest mi żal, że chudość, jest jeszcze gorsza niż bycie otyłym. Chudemu zawsze można powiedzieć, że jest chudy i to jest okej. Bo to nie jest tak jak powiedzieć grubemu, że jest gruby. Chudy musi wiedzieć, że ma się wziąć za siebie bo jest brzydki i ma przytyć i już, koniec, kropka. Jest mi przykro, że nas, dziewczynek nie wspiera się w budowaniu siły i samoświadomości, akceptacji i samodzielności. Uzależnia się nad od wyglądu, a co gorsza – niepodważalnych norm. Wszelkie odstępstwa czynią nas brzydkimi, nieatrakcyjnymi. Nikt nas nie zechce.

Pisz, droga Ulu, pisz jak najwięcej o tym, bo kompleksy i uzależnianie swojego życia od nich to nasz wspólny problem – grubych, chudych, rudych, zbyt niskich i zbyt wysokich, bladych, z wąskimi ustami, z piegami –  który odbiera chęć do życia. Może jak będziesz edukować ludzi do usranej śmierci to coś się zmieni w tej zatwardziałej świadomości.

Bardzo nie chcę być więźniem swojego ciała, nie chcę żeby moje córki były więźniarkami. Mam nadzieję, że będą mądrzejsze od swojej matki, i każdemu kto wpadnie na pomysł wepchnięcia ich w ramę kompleksów pokażą stanowczego faka.

Ściskam Cię mocno 😉

Ps. Dołączam moje foto. Zrobione 2 miesiące po porodzie. Widać na nim normalną dziewczynę, ani piękną, ani brzydką. Taką, która może się podobać, ale nie musi. Taką, która podczas robienia tego zdjęcia zastanawia się czy ładna dziewczyna siedząca nieopodal obgaduje ją do swojego chłopaka.

 

*

Na zdjęciu blondynka w bikini, tuląca dziecko. Dziewczyna jak my. Ze swoim bagażem, własnym zestawem marzeń, fobii i doświadczeń. Nikt nie jest bezpieczny, nikt nie jest idealny. Dopóki nie wyrugujemy z siebie nienawiści, takie listy będą krążyły po świecie. Będziemy sobie cierpieć, każdy w swojej norce.

Następnym razem, zanim na fali złości albo z potrzeby dodania sobie animuszu napiszecie o kimś per szkapa/szczapa czy inne takie, pomyślcie chwilę o tym, co przed chwilą przeczytałyście w Liście od Chudej.

Może jednak warto się czasem ugryźć w język?

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Comments (20)

  1. Droga Chuda złapał mnie za metr syrenie serce Twój list, najchętniej wzięła bym Ciebie przytuliła i powiedziała Ci “ukochoj się”.

  2. Do Chudej. Zapewne jesteś mądrą, wartościową i dobrą osobą. A ja nie watpię, że również piękną. Tylko to sama dostrzeż…

  3. Po stokroć TAK!!! Myślmy przed wyrażaniem opinii i to w każdym towarzystwie. I nawet jeśli wydaje nam się ze jestvto bardzo niewinne stwierdzenie pomyślmy czy jednak dla kogoś tez będzie ono takie niewinne

  4. Nie czuję potrzeby łapania się za język, bo nigdy nie identyfikowałam się z hasłami o kragłościach itp. Już dawno temu na lobby biuściastych doszłyśmy do tego, że problemem nie jest to, że ekspedientka ma mały biust i źle traktuje klientki z dużymi piersiami, tylko że jest chamska i źle traktuje klientki (bo okazało się, że małobiuściaste też nie mają lekko).

    Droga Chuda!
    Współczuję Ci Twoich problemów, część z nich niewątpliwie jest związana ze patriarchalnym traktowaniem kobiecego ciała. Ale zastanawiam się, czy część problemu nie leży w Twojej głowie i czy nie dałoby się coś z tym zrobić? może Ty po prostu masz depresję, szczególnie depresję poporodową? czy zastanawiałaś się nad wizytą u psychiatry?

    Polecam Ci zerknięcie na bloga Riennahery, która pisze, że „Jeśli czujesz się tak źle, że masz ochotę napisać o tym do obcej osoby z internetu, to najlepsza oznaka, że potrzebujesz pomocy.”
    http://www.riennahera.com/2017/06/depresja-lekarza-nie-blogera.html

  5. To nie jest kwestia gryzienia się język. Po prostu ludzie nie myślą, nie umieją być empatyczni i postawić się w sytuacji drugiej osoby. Łatwiej wydać osąd niż na chwilą zatrzymać się i zastanowić się tak na poważnie dlaczego jest tak, a nie inaczej. Ludzie są dla siebie obojętni i to mnie przeraża.

  6. Kurczę, tego się powinno uczyć już w przedszkolach, tak samo jak się uczy najprostszych manier. Czyjś wygląd jest czyjś, nie twój.
    Nie krytykuje się go, nie próbuje się go zmieniać, nie ocenia się na jego podstawie ludzi. Można powiedzieć „rozpiął ci się plecak” albo „przykleiło ci się coś do buta” – i nic, psiakrew, więcej. Chyba że chcemy powiedzieć coś miłego, ale wtedy też trzeba się liczyć z reakcją „nie chcę komentarzy”.
    Trzeba by tego uczyć na etyce, na lekcji wychowawczej: Czyjś wygląd nie jest twój. Czyjś wygląd nie robi ci krzywdy, nie wpływa na ciebie, więc go się nie komentuje ani nim nie steruje, bo wtedy ty robisz komuś krzywdę.

  7. Ale czego my dziewczyny oczekujemy?Przecież nasz wyglad to tak naprawdę dla wielu ludzi podstawa, przez jego pryzmat jesteśmy odbierane.Tak naprawdę dla każdego mężczyzny liczy się właśnie on – a to kim jesteśmy, co myslimy, jak czujemy to miły dodatke. Dzięki wyglądowi trafiamy do tej odpowiedniej szufladki pt zainteresowanie.Wygląd to towar, który się doskonale sprzedaje i wielu zbankrutuje by mieć odpowiedni.W naszym konsumpcyjnym świecie nawet w przyjaźniach się liczy bo siara pokazywać się z kimś , brzydkim, grubym i źle ubranym.

    1. Czego oczekujemy? Szacunku.
      Ktoś może mi się nie podobać, nie być w moim typie, mogę osobiście uważać, że ktoś jest rozdzierająco szpetny – i dalej nie mam prawa komentować jego wyglądu, zwłaszcza niekulturalnie. I dalej ten ktoś zasługuje na normalne traktowanie TAK SAMO jak ktoś dla mnie atrakcyjny.

      „nawet w przyjaźniach się liczy bo siara pokazywać się z kimś , brzydkim, grubym i źle ubranym.”
      To co opisujesz, to nie jest przyjaźń.

      1. Shiraishi, ale tego szacunku nie ma.To bardzo było widać w komentarzach facetów dotyczących czarnych protestów.Jak oceniano feministki – ano nie tylko przez pryzmat poglądów.Głównie oceniano jak wyglądają – padały sformułowania kocmołuch, pasztet, baba z wąsem.I cudowne teksty , że większość z obecnych pań nie musi się bać aborcji, bo żaden facet ich nie tknie.A pisali to nie tylko polscy Ferdusie Kiepscy, ale i „intelektualiści”.Niestety , kobieta w oczach sporej częśći męskiej populacji jest za przeproszenie „dupą” niezła lub nieatrakcyjną.I sposób traktowania zależy do którego z tych gatunków należy.Niestety, dopóki będziemy niunią, a nie człowiekiem nie będziemy traktowane z szacunkiem.W naszym kraju większość mężczyzn nie szanuje kobiet starych, grubych i nieatrakcyjnych, za to jesli na horyzoncie pojawi się ślicznotka (może być najgorszym pustaczkiem i głupizną) panowie będą się prześcigać w uprzejmościach.

        1. A czy my nie robimy tak samo?
          Miło się rozmawia z mądrym facetem.
          Miło się też rozmawia z przystojnym facetem.
          Ale jeśli nie jest ani mądry ani przystojny, to cóż…
          Ja tam nie widzę, żeby inteligentne, ciekawe, mające coś do powiedzenia kobiety były przez mężczyzn olewane. Ale jak jest jakaś siedzi w kącie, nie odzywa się ani nie wygląda, to czego oczekiwać? Kobiety też nie zagadują do brzydali z nieciekawym charakterem.

          1. Ja nie robię tak samo.Rozmowa z przystojnymi facetami i ich ego mnie męczy.I nie należę osobiście do kobiet , które siedzą z boku.Ani do głupich i nie mających swego zdania.Nie mam intelektualnych kompleksów i problemu z odezwaniem się pierwszej.Niestety, większość mężczyzn woli plaplać ze ślicznym głuptaskiem, niż sensownie porozmawiać na jakiś fajny temat.Publicznie towarzystwo nieatrakcyjnej kobiety obniża miejsce w stadzie.

          2. Od dobrych paru lat funkcjonuję w głównie męskich środowiskach (studia a potem praca), szczerze mówiąc nie zauważyłam, żeby dziewczyny, z którymi da się ciekawie porozmawiać (bez względu na to czy są ładne, czy niekoniecznie) były przez męższyzn traktowane gorzej i z mniejszą uwagą niż „śliczne głuptaski”. Raczej widzę coś odwrotnego – ciekawi rozmówcy i ludzie na poziomie szukają podobnych sobie, bez względu na wygląd.
            Karolina, dlaczego zakładasz istnienie dwóch biegunów tylko? Ładnych, głupiutkich dziewczyn, z którymi nie da się pogadać i których jedyną wartością jest uroda, i nieokreślonych z wyglądu (wnioskuję, że nieładnych, skoro stawiane są jako przeciwwaga dla tych ładnych i głupich), z którymi da się porozmawiać na jakiś fajny temat? Przecież dziewczyna może być zarówno ciekawym rozmówcą, jak i być ładna.
            Mam wrażenie, że im dalej w las, tym bardziej jest tendencja do skupiania się na tym, co jest na zewnątrz, na tym, co mówią o nas inni, zamiast żyć pełnią życia nie bacząc na złośliwe, czy nieprzemyślane słowa ludzi wokół nas. Jeśli ktoś preferuje towarzystwo pustaka z fizjonomią modela/modelki, i buduje swój „prestiż” (czy jak to Karolina ujęła – „miejsce w stadzie”) w oparciu o to, jak atrakcyjnymi fizycznie ludźmi się otacza, to nie warto szukać uznania w oczach kogoś takiego.

  8. @Karolina. A może te śliczne wcale nie są głuptaskami i też mają coś ciekawego do powiedzenia? Przyjmujesz, moim zdaniem, dość krzywdzące, ale też częste wśród mniej atrakcyjnych kobiet założenie, że śliczna równa się głupia.

    1. Wiesz Wiola jestem już w tym wieku , że czyjaś śliczność ani mnie ziębi , ani grzeje.Nie jestem i nigdy nie byłam zazdrosna o wygląd – ale jeśli wybacz jeśli ktoś z fajnej rozmowy o filmach, muzyce rezygnuje na rzecz zwykłego flirtu i rozmowy o głupotkach to chyba jest tego jakiś powód?Nigdy nie twierdziłam, że atrakcyjne kobiety są głupie czy nieinteligentne, ale przez prawie 30 lat swojej dorosłości napatrzyłam się na tyle sytuacji, że nie mam wątpliwości co się naprawdę liczy.I to nie jest mądrość i intelekt.Nie drogie dziewczyny – nie wiedzę świata zero jedynkowo. Jestem już na etapie kiedy z facetami można rozmawiać szczerze i wierzcie mi, że niejeden przyznała się, że tak na prawde liczy się dla niego wygląd.I bez tego wyglądu kobieta może być najcudowniejsza i najbardziej interesująca intelektualnie jest dla niego nikim.Jak to dosadnie powiedział mój kumpel „charakteru i intelektu się nie pieprzy”.Po wielu, wielu sytuacjach męsko-damskich nie mam złudzeń i wiem, że każdy facet potrafi być burakiem i chamem – kiedy kobieta nie przedstawia dla niego jakiejś wartości.I czy chcemy czy nie to wygląd jest powodem zainteresowania.I nawet dojrzali panowie lubią sie chwalić jaką to laskę wyrwali i uznanie innych samczyków jest dla nich największym afrodyzjakiem.Takie jest moje zdanie wyrabiałam je latami i nikt nie przekona mnie , że jest inaczej.

      1. Być może masz kontakty z dość przykrymi ludźmi?
        Skoro się przyznajemy do wieku – mam czterdzieści lat. Spotkałam w życiu różnych ludzi; takich, którzy patrzyli mi tylko w dekolt (i bardzo szybko kontakt z nimi stawał się byłym kontaktem) i takich, którzy – mimo że rzeczywiście w pierwszym odruchu zwracali uwagę na urodę – lubili i potrafili pogadać z każdym, kto jest interesujący. Traktowali i traktują po prostu jak człowieka, z szacunkiem, osoby grube czy niepiękne.
        Z dupkami widzącymi w ładnej kobiecie tylko mięsko z dziurką a w nie podobającej im się – stratę czasu nie utrzymuję bliskich kontaktów.

        To naprawdę smutne, że nie trafiłaś w życiu na fajnych facetów.

        1. To nawet nie chodzi o mięsko z dziurką.Ale o docenianie tylko tych kobiet, które wyglądają i podobają się innym.I wierz mi nie mam do czynienia z jakąś zamkniętą enklawą, czy biologicznym ostańcem.Po prostu w momencie kiedy nie muszą się starać mężczyźni pokazują swoje prawdziwe oblicze.A mam naprawdę świetny charakter i niezły intelekt – ci którzy poznawali mnie np na jakiś grupach byli zachwyceni.Czar pryskał , kiedy okazywało się, że serio serio za tym głosem, intelektem i osobowością kryje się niezbyt atrakcyjna kobieta.

          1. Pisanie jakichkolwiek mądrości w stylu „wszyscy faceci cośtam” jest tak samo głupie jak pisanie „wszystkie kobiety cośtam” co zapewne by Cię oburzyło. Uważasz, że masz świetny charakter? Możliwe, ale na tym blogu prezentujesz raczej pretensje do całego świata (a na pewno jego połowy), skłonność do narzekania i robienia z siebie ofiary. Wierz mi, z takimi ludźmi nikt nie szuka kontaktu, niezależnie czy są ładni czy brzydcy.

          2. Wiola – dziwnym trafem mam całą masę koleżanek i przyjaciółek.A pretensje – pretensje mam konkretne i oparte na faktach.Na moim doświadczeniu , na moim życiu.Mam się nie odzywać, żebyś miała lepsze samopoczucie?Mam udawać, że jest inaczej niż jest przynajmniej w moim przypadku i pisać głupotki?Mam 48 lat i baaardzo gorzkie doświadczenie życiowe – dlatego tak postrzegam świat.Naprawdę trudno mając takie doświadczenia być osobą opymistyczną. A co do uogólniania – piszę o facetach , których spotykam, z którymi miałam kontakt.Naprawdę bardzo bym chciała, żeby byli inni.Ale nie są.

        2. W pełni zgadzam się z opinią Karoliny. Przykładem są panowie z Sympatii. Nie interesuje ich co ma do powiedzenia dana kobieta, co sobą intelektualnie prezentuje. Pierwszym mailem jest prośba o zdjęcie. Jeśli nie odpowiada etycznym normom piękności, jest dyskwalifikowana brakiem dalszych odpowiedzi na jej posty, albo komunikatem, że szukają innej osoby. Pewnie też inteligentnej, ale pięknej. Hahaha ….

  9. Znam to. Całe życie byłam chudsza niż szczypiorek. Słyszałam wszystkie określenia, które pojawiają się w tekście, koleżanki obrzydzały mi jedzenie i z zazdrością patrzyły na mnie jedzącą pączka. Dodam, że miałyśmy wtedy 14-15 lat. W rodzinie ciągłe próby utuczenia mnie, bo na pewno nic nie jem, że jeszcze dokładeczke, a może kotlecika. Później pojawił się toksyczny związek, z kimś, kto próbował wykreować mnie na idealną wersję, na kobietę-dodatek, którą będą się zachwycać wszyscy mężczyźni. Obsesyjne odchudzanie się (bo ze szkapy zaczęła robić się kobieta, ale on z zachwytem patrzył na to dawne, chude ciało, więc DLA NIEGO trzeba było się poświęcić, dać radę i zrzucić TEN TŁUSZCZ). 47 kg i 170 cm. Po dwóch latach udręki udało mi się wyrwać z tej „miłości”. Zrzuciłam to jarzmo, pomógł mi przyjaciel, który był przerażony moim zeszytem w którym wpisywałam ile plastrów szynki a ile sałaty zjadłam. Gotowaliśmy wspólnie, to był piękny, apetyczny czas! I nagle trach! O rany! Jak Ty przytyłaś! Teraz jesteś gruba! Co się z Tobą stało?! Powinnaś trochę zrzucić bo wiesz, ze skrajności w skrajność to też niedobrze. 60 kg i nadwaga? A były to komentarze tych samych osób, które chciały żebym przytyła. Przyszła bulimia. O jak ja walczyłam! O jak mi było ciężko. Po wielu latach mogę powiedzieć, że wygrałam. Czasem tylko do głowy wpadają te duchy przeszłości i szumią „a może wtedy, taka chuda, byłam piękniejsza?” Biorę wtedy do ręki centymetr, odmierzam moją „dawną” talię, pokazuję mężowi i czekam na reakcję. Jego przerażenie w oczach mówi wszystko, mówi „bądź, taka, jaka jesteś”. I tego Wam życzę kobietki: bądżcie takie jakie jesteście, bądźcie najlepsze… dla siebie