zbliżenie oblepionego piaskiem, anonimowego pępka

fatbulous

Skóra w której żyję – ciałopozytywność codzienna

Ciałopozytywność to nie tylko grube baby. Oczywiście, od takich jak my się zaczęło – od grubych bab, które nie mogły znaleźć dla siebie miejsca w popkulturze diety. Takich, którym brakowało modelek i prezenterek niusów, które na ich obraz i podobieństwo demonstrowały w starych mediach fałdy. O grubych matkach założycielkach pamiętać trzeba, ale przecież ludzkie kłopoty z postrzeganiem własnego ciała nie dotyczą wyłącznie wagi, prawda?

 

Obserwuję zjawiska jak #bodyhairmovement, które swój bunt wyrażają rewolucyjnym jak na nasze czasy puszczeniem wolno włosów na ciele. Obserwuję akcje takie jak #InYourOwnSkin. #effyourbeautystandards.

I zastanawiam się, ile jeszcze sposobów znajdziemy, żeby skategoryzować i zdeprecjonować nasze ciała. Ciała, które są przecież zupełnie dobre takie, jakie są!

 

Dwa metry kwadratowe grozy

 

Wśród wszystkich wadliwych elementów ciała jako takiego, zaraz za nadwagą plasuje się skóra. Magiczny narząd. Czuje za nas świat, oddycha, zdradza emocje, kurczy się i rozciąga dopasowując do okoliczności. Chroni przed zimnym, złym i trzyma w ryzach wszystkie rozedrgane i oślizgłe narządy. Granica między naszym wewnętrznym mikrokosmosem a całym światem.

 

Wiesz ile jej masz? Wyobraź sobie, albo nawet lepiej – wyrysuj!, pomieszczenie 1x2m. Mała spiżarnia albo łazienka w bloku. Twoja własna skóra! Półtora do dwóch metrów kwadratowych grozy.

 

Jest nie taka na milion sposobów. Za mało, albo za mocno owłosiona – często jednocześnie, na tym samym ciele!; za blada, za ciemna, piegowata albo pozbawiona barwnika; poznaczona rozstępami i pikowana w cellulit; sucha, szara, ziemista, za tłusta, pomarszczona, obwisła. Może też chorować, a to jest cały nowy wszechświat rozczarowania.

 

Gdy skórka wyprawki niewarta

 

Skóra to bardzo emocjonalny narząd. Choruje nie tylko wtedy, gdy choruje ciało. Moja koleżanka, M., zdziwiła się kiedyś mocno, widząc, że lwią część mojego instagrama, zaraz za drag queen i grubymi babami, zajmują zdjęcia tak zwanych defektów skóry. Łuszczyca, bielactwo, trądzik, znamiona, albinizm, egzema, blizny, rozstępy – cokolwiek wymyślisz, na pewno to widziałam. Obserwuję to wszystko z dużym zainteresowaniem, bo moje własne kompleksy nigdy bezpośrednio nie dotyczyły skóry, choć według wielu powinny.

 

Jeśli uważnie obserwujecie zdjęcia, które publikuję, wiecie już pewnie, że żyję z chorobą skóry. Pieniążki, jak czule nazywam swoją skazę, towarzyszą mi od dzieciństwa. Na zdjęciach wyglądają na brzydkie siniaki – ilekroć sfotografuję je w rozkwicie, dostaję dobre rady na temat noszenia rajstop, albo chociaż używania tych w sprayu. No wiecie, dla wyrównania koloru. I chciałabym Wam powiedzieć, dlaczego tego nie robię.

 

Recepty dr Uli

 

Moje pieniążki mieszkają aktualnie głównie na piszczelach. Na starszych i młodszych bliznach po poprzednich pokoleniach pieniążków. Miewałam w życiu okresy, kiedy zasiedlały ręce, brzuch, a nawet twarz.

 

Wkurza je wiele rzeczy: golenie nóg, spodnie latem, ogrzewanie zimą, cukier w diecie, hormony, obniżenie odporności oraz stres. Stres zwłaszcza! W zeszłym tygodniu, po dwóch stresujących dniach w pracy, moje nogi wyglądały jak na zdjęciu poniżej. Uwaga, kto wrażliwy, ten przewija bez patrzenia na zdjęcie!

zdjęcie pokrytych czerwoną wysypką nóg Galantej Lali

Jedyne, czego się boją to połączony z antybiotykiem steryd. Nie wiem czy miałyście kiedyś do czynienia ze skórą przez dłuższy czas poddawaną działaniu sterydów? No biedna jest. Biedniejsza, niż z wypryskiem. Są praktycznie niewyleczalne na stałe, więc dawno temu wypisałam sobie sama receptę: ZAAKCEPTOWAĆ.

I trzymam się tej recepty. Nie zwracam na nie uwagi, o ile nie budzę się w nocy, drapiąc przez sen. Są lepsze i gorsze okresy – czasami wyglądam jak pole minowe, czasami widać je wyłącznie z bliska.

Mam niekiedy wrażenie, że moje otoczenie ma z moją skórą dużo większy problem, niż ja sama i to mnie zmusza do refleksji, czy my aby nie jesteśmy dupkami? Tak wszyscy, zbiorowo? Czy ten problem, który ze swoją skórą ma tak wielu ludzi to nie jest nasza sprawka?

 

Dlaczego mam się wstydzić? Mam takiego kolegę, którego łuszczyca na plecach wyglądała kiedyś jak mapa świata. I koleżankę, która za żadne skarby świata nie przyznałaby się publicznie, że choruje na to samo. Większością widocznych zmian na skórze nie można się zarazić, bo mają tło genetyczne. Moje nogi nie zarażają! Nie zaraża bielactwo.

Buntuję się przed tym, żeby w imię cudzych doznań estetycznych nosić wyłącznie burkę, dlaczego więc miałabym chować poznaczone piszczele?

 

Tego lata znów noszę krótkie spódnice, a urlop spędzę w bikini i szortach.

Trzniam te ciekawskie spojrzenia, dobre rady i urażone cudze poczucie estetyki; tak samo jak trzniam to, że na ręczniku obok mnie rozłoży się ktoś w ciapki, prążki czy choćby niebiesko-zieloną kratkę. Nie moja sprawa. I nie piszę tego z półeczki o nazwie ciałopozytywność, a z poziomu zwykłej ludzkiej empatii.

 

Nie dajcie się, Syreny noszące na ciałach ślady chorób. Nie dajcie się też Wy, którym cały biznes kosmetyczny wmawia, że MUSZĄ coś ze sobą zrobić, podciągnąć, poprawić, przesunąć. Dajmy sobie trochę luzu w swoich głowach. Trądzik to nie grzech, egzema nie koniec świata! Wiem jak ciężko jest tak powiedzieć, kiedy każdego dnia w lustrze patrzymy na to, co nas boli. Żeby obejrzeć swoje nogi nie potrzebuję lusterka.

Dbajcie o siebie i leczcie, jeśli trzeba, ale przy tym wszystkim wystawiajcie na światło swoją zmęczoną skórę, bo jeśli nie teraz, to kiedy?  

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Comments (12)

  1. Mam czasami wrazenie, ze sami wymyslamy sobie dodatkowe defekty by sie unieszczesliwiac.Ile osob na swiecie cierpi z powodu ksztaltu czola, odstajacych uszu, czy innych bzdetow tak naprawde.Ile kobiet popada w totalna depresje bo sie starzeje?Czasem naprawde zamiast sie zamartwiac, czy nienawidziec swoich defektow fizycznych, warto popracowac nad tymi duchowymi.

  2. Tam jest taki fragment o tym,ze to bardziej ludzie nie akceptuja niz ja sama. TAK JEST! Tak jestem gruba i tak mam jakies inne skazy moralne tez😉 ale akceptuje swoje cialo no moze jeszcze nie tak zeby kiecke kusa oblec ale wiem jaka jestem a to wy mnie nie akceptujecie. Rady, rady,rady… w dupe se je wsadzcie drodzy rodzice, kolezanki z pracy i inne mniej wazne osobistosci. Zapytal ktos kiedys dlaczego tak jest? Hahah no wlasnie nie 😡 Mam prace 8 godzina, rodzine, mieszkanie, skonczylam studia i jeszcze sie ucze. Mam 31 lat, malo czasu, gruba dupe i syreni spiew! Pozdrawiam

  3. Na skórze mam głównie ślady zaburzeń psychicznych – rozdrapuję wszystko. Całe ręce mam w bliznach od ugryzień komarów, z których tygodniami zdrapuję strupki. Całe plecy tak samo. I całe łydki. Taka już ze mnie panterka.

  4. Bardzo słuszne uwagi!
    Ja też mam mocno niedoskonałą skórę i nie widzę problemu w wystawianiu jej na widok publiczny. I też mnie strasznie wkurza język reklam i mediów robiący ze zwykłych czynności pielęgnacyjnych te wszystkie rytuały, przeobrażenia, odmłodzenia.

  5. Też choruje na łuszczyce od 10 lat i niestety mam ja wszedzie- glowa, twarz, szyja, plecy, brzuch, nogi, tam na dole tez, ostatnio mam mala plamke na reku i strasznie sie tego wstydze jest to tak okropne ze w lato zakrywam sie jak najbardziej, a wiem ze powinnam opalac te zmiany.
    Nikt nie zrozumie jesli tego nie doswiadczyl

    1. A ileż lepiej mogłoby być, gdybyś je trochę poopalała, chociaż na odludziu na początek!
      Jaki straszny jest ten stygmat urody/zdrowia! Jakie ma silne korzenie, że z powodu wstydu rezygnujemy z tego, co dla nas dobre.
      Ściskam Cię zdalnie i trzymam kciuki!

  6. Kochana dziekuje Ci za ten wpis! Sama choruje na atopowe zapalenie skory. Teraz moja skora wyglada dosc ok (poza chwilami gdy wygladam jak poparzona trujacym bluszczem) ale jako dziecko przez zle dobrane leki, stresy i burze hormonow wygladala strasznie. Byly chwile gdy musialam chocic z pobandazowanymi rekami tyle mialam ran. O dziwo jakos to nigdy nie bylo moim kompleksem w przeciwienstwie do wagi. No bo od zawsze taka bylam (gruba w sumie tez wiec nie wiem w czym rzecz). Widze jednak reakcje ludzi i slysze tez cudowne rady (byla pani z tym u dermatologa?-nie k…wa nie wpadlam na to przed 30 lat zycia…). Moja wlasna matka w lecie w 30 stopniowym upale gdy rece byly w gorszym stanie chciala zebym nosila koszulki z dlugim rekawem zeby „troche zakryc te rece”. Na szczescie dziecko mialo wlasny rozum i odpowiadalo zawsze ” jak chca sie gapic niech sie gapia jak czlowieka nie widzieli” i szlo dumnie z krotkim rekawkiem bawic sie z dziecmi. Btw okazalo sie ze alonce ma zbawienny wplyw na atopie wiec wrecz nalezy sie odslaniac w lecie- szach mat mamuska…. Mialam tez kolezanke ktora golila wlosy na rekach bo to takie meskie miec tam owlosienie 😲 i te kremy przeciwzmarszczkowe 25+ nosz kuwa mac! Dajmy sobie zyc…

    1. Uwielbiam to poczucie powinności w ludziach, którzy nie znając Cię, zawsze Ci doradzą, uch.
      Cieszę się, że je wystawiasz, ja swoje nogi też! Czasami nawet niedogolone na tych plackach, żeby tego nie zaostrzać. Zgroza!!!!11! 😂

      1. Polecam w tych gorszych stanach uzywac depilatora😊 taki lekki przejazd “z grubsza” zrobic zeby nie bylo tylko tych grubszych wloskow a meszek zostawic😊 jak sobie mocno wmowisz ze go nie widac to go nie widac hehe 😆

  7. Ja mam dosłownie takie same „pieniążki” na udach, a ostatnio po depilacji wyszly mi na kolanach i zaden balsam, ani olej nie zlagodzi tego podraznienia (aloes tez nie daje rady). Będąc dzieckiem mialam kompleksy na tym punkcie, ale ile mozna? 😀 Noszę sukienki, uwielbiam pływać w wodzie, więc strój też nie jest mi obcy. Prawda jest taka, ze ludziom się nie dogodzi i zawsze znajdzie się ktoś, kto krzywo popatrzy, ale to nie oznacza, ze ma to wplywac na mnie. Ba! Moi znajomi nawet nie zwracają na nie uwagi bo są tak zaabsorbowani moim charakterem xD Tak więc trzymajmy posturę prosto, cieszmy się z życia i spełniamy marzenia bez ograniczeń w glowie(bo to jedyne ograniczenie) Peace!

  8. Cześć Ula! Podobnie jak Ty, kładę żur na moje rozległe defekty i choroby skórne, z którymi walczyło już kilku dermatologów i wszyscy polegli. Mam obdrapane, posiniaczone, poznaczone bliznami nogi, których latem za żadne skarby nie ukisiłabym w długich spodniach. Kompletnie zwisa mi, czy ktokolwiek zwraca uwagę na kolorową mozaikę na moich łydkach, udach i kolanach, czy nie.
    Druga rzecz – twarz. Blizny po wyjątkowo perfidnym trądziku z lat szkolnych, nowe wypryski, od czasu do czasu jakiś wrzód na samym środku podbródka. Czasami próbuję ukrywać je pod jakąś kosmetyczną gładzią szpachlową, matującą, maskującą i wypełniającą dziury, rowy i pęknięcia na pysku – ale też bez przesady. Nie lubię nosić na sobie maski z zestawu “fajna laska” czy “zadbana kobieta”. W końcu od pooranego bliznami chłopa nikt nie wymaga, żeby smarował paszczura kremem BB, starczy że się ogoli i uczesze i już można powiedzieć, że jest zadbany. Dlaczego więc moja wolna od chemii, oddychająca swobodnie skóra ma być uznana za zaniedbaną?
    Z powodu cery trądzikowej miałam problemy ze znalezieniem pracy, gdyż moją kandydaturę kolejno odrzuciły dwa sklepy z kosmetykami, perfumeria i hotel. Cóż, szkoda. Poszukam sobie roboty, gdzie nikt nie będzie ode mnie oczekiwał szpilek na stopach, hybryd na pazurach i kilograma mazideł na twarzy. Mam masę kompleksów, ale nie są one związane z kondycją skóry. Nie przejmuję się cellulitem i rozstępami. Bliznami i przebarwieniami też nie – jeśli ktoś ma z tym problem, to jest to jego problem, nie mój. Jednak szkoda, że społeczeństwo wywiera taki nacisk na kobiety. Mężczyzna z twarzą Danny’ego Trejo to dla otoczenia brzydki facet. Kobieta z podobnymi bliznami, których nie próbuje ukryć pod makijażem to już fleja, patologia, coś co szokuje i należy to piętnować. Mnie nie zależy specjalnie na przebieraniu się za ładną kobietę – wkładaniu kostiumu z fluidów, szminek, mascary, kobiecej odzieży, biżuterii i pianki do włosów. Moje babcie załamują nad tym ręce, mama już się pogodziła. Koty zawsze mnie uwielbiały, mimo wyglądu. 🙂
    Pozdrawiam i życzę dziewczynom, by żyły tak, aby czuły się swobodnie, aby wyglądem wyrażały siebie, takimi jakie są lub jakimi chciałyby być postrzegane, a nie takimi, jakimi chciałoby oglądać je otoczenie.