Wpis i wciśnij enter.

Związki: Sprawa mieszanej wagi

para mieszanych wag - Mzznaki i jej narzeczony

A znacie ten scenariusz: on chudy, ona gruba, jedno zdjęcie w internecie i afera na 14 fajerek? Pamiętacie tego człowieka, który jakiś czas temu domagał się złotego medalu za to, że kocha swoją krągłą dziewczynę.
Serio, to się nadal dzieje.

Co mogą grubaski

Nietrudno ogarnąć definicję związków ludzi o różnej wadze, okulawiłam to tłumaczenie z angielskiego mixed weight relationships, nie wiem jak to poskładać, zeby po polsku brzmiało równie gładko. Samo się tłumaczy, ale niech będzie: to takie związki w których jeden z partnerów/partnerek jest gruby, a drugi, w cudzysłowie, spełnia standardy.

Termin ten robi od jakiegoś czasu furorę w mediach społecznościowych, choć moim zdaniem używanie go budzi moralne obiekcje. Tak samo jak (w idealnym świecie) nie wypada powiedzieć ‘związek mieszanych ras’, tak samo nie wypada powiedzieć ’związek mieszanych wag’. Brzmi nonsensownie, co? Za oczywistość przyjmujemy fakt, że definiowanie ludzi na podstawie koloru skóry jest z dupy wzięte, ale nie przychodzi nam do głowy, że szufladkowanie ludzi pod kątem ich wagi jest równie nietrafione.
Mówi się o tym, i ja się z tym zgadzam, że używanie tego sformułowania to jest po prostu nowa forma bodyshamingu. Cała ta nazwa, a dokładnie rzecz ujmując cały ten koncept, ma dyskryminacyjne konotacje. Ludzie wiążą się ze sobą z różnych powodów – czy waga jest jednym z tych ważnych?

Chcę dzisiaj porozmawiać z Wami, moje Syreny Lądowe, na temat trudności związanych z życiem w związku, w którym jedna z jego stron jest gruba.
Na początku za cel postawiłam sobie napisanie możliwie obiektywnego tekstu przedstawiającego plusy oraz trudności przebywania w takim związku dla każdej ze stron, ale… zdryfowałam. Być może wynika to z tego, że patrzę na sprawę przez pryzmat swojego własnego doświadczenia, ale wydaje mi się, że to to ta gruba strona jest – w szerszej perspektywie – na społecznym minusie.

Nikt nie powie grubszej połowie pary, że ‘o Jezu, jak się można umawiać z takim chudzielcem!’.
To grubasce/grubasowi (częściej jednak grubasce, bo właściwie w ogóle kontrowersja wokół związków partnerów o różnej wadze ciała dotyczy raczej kobiet niż mężczyzn; wiadomo przecież, że mężczyźnie się należy, a kobieta musi udowodnić, że zasługuje) udało się przecież usidlić faceta albo facetkę.
O grubej nikt nie powie, że jest trofeum godnym zazdrości.

Jakiś czas temu furorę na Instagramie zrobiło zdjęcie użytkowniczki @jennakutcher. Zdjęcie z wakacji na Hawajach, na którym przechadza się po plaży w towarzystwie swojego niebywale umięśnionego męża. A zresztą co mi tam. Zobaczcie sobie same:

View this post on Instagram

Someone once slid into my DMs and told me they couldn’t believe I had managed to land a guy as good looking as @kickingitwithkutch. I’ll be honest that I was taken aback. ✨ Part of my insecurity with my body has stemmed around being married to Mr. 6-Pack himself. Why should I, a curvy girl get him? I feel unworthy and when I write narratives in my head that because I am not thin, I don’t deserve him. 🙋🏼 This man has embraced every curve, every dimple, pound and pimple for the last ten years and has always me reminded me that I’m beautiful even when my inner dialogue doesn’t match. 🙌🏻 So yes, my thighs kiss, my arms are big, and my bum is bumpy but there is just more of me for him to love and I chose the man that could handle alllll that (and so much more!) ✨ I am so much more than my body, so is he, and so are you. Double tap if true love doesn’t see size. Photo by: @mrslindseyroman

A post shared by JENNA KUTCHER (@jennakutcher) on

Czy to tylko ja, czy z nią naprawdę wszystko jest w porządku? Nie jest przecież gruba. Zastanawiam się, patrząc na takie zdjęcia, jak to jest możliwe, że takie osoby, które są obiektywnie rzecz ujmując totalnie normatywne – bo przecież to jest piękna, biała kobieta w kwiecie wieku – no jak to jest możliwe, że taka osoba spotyka się ze zjawiskiem body shamingu? Ze zgrozą przeczytałam dzisiaj na facebooku Madame Q, że Betty Q też bywa nazywana grubą. Coś bez nazwy.
Ale wracając do kwestii relacji dwojga ludzi o zauważalnej różnicy w wadze ciała: zwróćcie uwagę na to, co Jenna napisała w tekście pod tym zdjęciem.

Część mojej związanej z fizycznością niepewności bierze się z tego, że moim mężem jest sam Pan Sześciopak. Dlaczego ja, krągła dziewczyna, miałabym usidlić kogoś takiego?

Tak jakby sam koncept tego, że różniący się poziomem domyślnej atrakcyjności ludzie nie mogą być razem. Szukałam na ten temat więcej informacji i znalazłam dosyć porażające badanie.

Do trzech razy “Jak to?”

PsychologyToday.com pisze o badaniu przeprowadzonym przez Briana Collison na Azusa Pacific University w Kalifornii. Badanie dotyczyło sposobu, w jaki społeczeństwo postrzega związki ludzi, których waga ciała znacznie się różni.

W ramach badania 230 ochotników miało pokonać kilka etapów. Pierwszy z nich polegał na tym, że wyżej wymienionej grupie poddano pod ocenę zdjęcia par, a właściwie komputerowo przygotowane modele, odpowiadające sylwetkom konkretnych ludzi, pozestawianych w pary.

Zasadniczo można było te postacie podzielić na dwie grupy:
– o mniejszym BMI, nazywane przez autorów badania ‘zdrowym BMI’, czyli takie w okolicach 18,5
– oraz takie o większym BMI, od 40 w górę

Pokrótce: w skali od jednego do stu należało ocenić każdą z tych par. Wyniki były dosyć ciekawe, pary osób o niskim BMI uzyskiwały średnio 64 na 100 punktów, dwie osoby o wysokim BMI w związku uzyskiwały 58 punktów, natomiast związki, w którym jedna z osób miała niższe BMI a druga wyższe, uzyskały średnio 51 na 100 punktów.

W drugim zadaniu uczestnicy badania zostali poproszeni o wsparcie budowy algorytmu dla serwisu randkowego. Mieli do opisu konkretnej osoby dopasować idealnego dla niej partnera – jednym z parametrów, które mieli do dyspozycji uczestnicy badania była masa ciała każdej z ocenianych osób. Wybory zostały przedstawione znów w formie awatarów, czyli modeli ludzkich sylwetek, powstałe w ten sposób pary ponownie poddano ocenie, tym razem w skali od jednego do ośmiu. Wyniki badania pokazały, że pary o podobnej wadze ciała uzyskały wyniki średnio 6 na 8 punktów, a pary w których sylwetki partnerów znacznie się od siebie różniły uzyskały średnio 3 na 8 punktów.

4 próby, 230 uczestników i ostrożny brak konkluzji

Jak to badanie podsumowali jego autorzy? Ano tak: “Jest wysoce prawdopodobne, że uprzedzenia wobec par o mieszanej wadze sprzyjają konfliktom i rozpadowi związku. Dalsze badania nad długotrwałymi skutkami stygmatyzacji są

ważnym rozszerzeniem niniejszego badania.”

Wiecie co? Sama nie wiem jak to skomentować. Nie jestem naukowcem, brakuje mi praktycznej wiedzy na temat określania i badania wiarygodności metodologii badań naukowych. Wiedzę teoretyczną w tym zakresie zostawiłam już ładnych parę lat temu za sobą.
Podejrzliwość i wypracowany na internetowych mądralach sceptycyzm podpowiada mi dosyć jednoznaczne wnioski. Ale czy wyniki badania przeprowadzonego na małej, bądź co bądź, w kontekście liczebności całej ludzkiej populacji warto uznawać za wyrok?

Przecież z drugiej strony to nie jest wcale jakaś egzotyczna sytuacja. Ludzie wiążą się ze sobą niezależnie od masy ciała. Sama byłam i przecież nadal jestem w związku ze szczupłym mężczyzną. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, podejrzewam więc, że jednak nie czuję różnicy.

Bardzo mnie za to interesuje jak jest u was? Byłyście kiedyś w związku z mniejszym o wiele od Was z partnerem/partnerką? Odczuwacie to w życiu codziennym? Czy czujecie na sobie oceniające spojrzenie społeczeństwa?
Napiszcie mi koniecznie, może razem uda nam się zbudować autentyczny obraz tego, jak grubym babkom żyje się w związkach ze szczupłymi osobami!

PS: tęsknie do grubych randek, a Wy? Przykleiłam do nich ten wpis, ale może… może jest w syrenim narodzie potrzeba stworzenia cyklu związkowego? Hę?

___________________

Cudowne zdjęcie tytułowe pochodzi z narzeczeńskiej sesji opublikowanej przez Mzznaki Tetteh w jej social mediach, możecie odwiedzić ją na instagramie, tutaj @mzznaki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

7 comments

  1. Hej. Mimo, że różnie się z moim partnerem wagą. On szczupły z widocznym zarysem mięśni ja niestety nie😉.. to nikt pod względem wagi nas nie oceniał. Bardziej to mi mówili jak mogę się spotykać z rudym, a ja zawsze powtarzam, że kolor włosów nie ma przecież znaczenia 😉 Nie mniej jednak jest mi przykro, że ludzie przez pryzmat wagi, włosów itp nas oceniają.

  2. Temat jest mi niestety bliski, bo spotkałam się z nieprzyjemnymi uwagami jeśli chodzi o wagę w związkach. Pamiętam, kiedy robiłam prawo jazdy, rozmowa zeszła na związki, i instruktor ‚wyraził swoją opinię’, że jeśli kobieta waży więcej niż facet to ona musi być wobec niego agresywna. Bardzo mnie to zabolało, szczególnie że było to w początkach związku z partnerem który jest szczuplejszy (przy tym samym wzroście on waży mniej więcej 50 kg, ja 70 kg). Okropne uczucie. Ten komentarz siedzi w człowieku, i zawsze wyłazi kiedy czuje się niepewnie i mam gorszy dzień. Z drugiej strony, moja matka odmawia rozmowy z moim chłopakiem dopóki on nie przytyje do ‚akceptowalnej’ dla niej wagi. Ludziom chyba nigdy nie dogodzisz.

  3. Ja ważę 92 kg, mój mąż koło 65. Jest ode mnie o jakieś 10 cm wyższy. Ma szczupłą budowę, jest wąski w ramionach. Niejednokrotnie zastanawiałam się nad tym jak dziwnie musimy razem wyglądać. Nawet przed ślubem mówiłam do koleżanek że jak założę suknię to będziemy wyglądać jak beza i przecinek…
    Myślę, że przeciwieństwa się przyciągają… ale mimo wszystko, w głębi mojej głowy, kłębi się pytanie „czy nie wolałby żebym była chudsza, bardziej seksi…” chociaż on temu kategorycznie zaprzecza..

  4. Mysle, ze kazda kobieta, ba kazdy czlowiek marzy o tym by ktos spojrzal na nia poza pryzmat jej wygladu.I zobaczyl to co jest w srodku.Niestety tak nie jest – moze niektorym paniom udaje sie osiagnac ten level. Mam bardzo niemile doswiadczenia zyciowe i uwazam, ze dla wiekszosci mezczyzn kobiety powyzej pewnego rozmiaru sa fe.I chocby byly najlepsze, najinteligentniejsze i idealnie pasujace – nie beda mialy szasy. Dla faceta wyglad to nie tylko fetysz, to rowniez miara jego miejsca w stadzie.I wybierajac gruba bedzie sie spotykal z niewybrednymi komentarzami kolegow i to nie tylko jako nastolatek, ale bardzo dojrzaly mezczyzna.Malo ktory potrafi stanac ponad to jak nisko oceniana jest wartosc kobiety o niemodelowych wymiarach. Niewybredne zarty, komentarze typu nie stac cie na kogos lepszego wytrzymaja nieliczni.I nawet panowie, ktorym sie taka sylwetka podoba wymiekna w obliczu spolecznych naciskow.

  5. Mój mąż waży dużo mniej niż ja 🙂 Generalnie nie zwracam na opinie ludzi wielkiej uwagi odnośnie naszej fizycznej różnicy, ale na pewno myślą, że to jakieś dziwne… Aczkolwiek mąż uwielbia mnie na każdym kroku i przez to opinia publiczna totalnie przy tym blednie 🙂 Nie ma znaczenia 🙂 To on po prostu jest kozicą górską i kimś kto skacze i biega, a ja mogę się w tym czasie schilloutować 🙂 Uzupełniamy się na każdym kroku 🙂 Nie różnimy się od innych par – stale sobie pomagamy i chociaż nie zawsze rozumiemy kompleksy drugiej strony to i tak brniemy przez to razem 🙂 Generalnie zgodziłabym się, że miłość nie zna rozmiaru, tak jak nie zazdrości i nie szuka poklasku 😉 Bo miłość wszystko przetrzyma 🙂
    A przeciwnym temu ludziom kij w oko 😉

    1. W czasach liceum spotykalam sie z duzo szczuplejszym i nizszym chlopakiem i bylo to mocno komentowane przez co nie moglam sie w pelni cieszyc tym zwiazkiem. Rozpadl sie z innych powodow ale ta roznica cial tez gdzies miala swoje miejsce w tle. Poznajac mojego obecnego partnera roznica wagi nie byla moze az tak duza (ja 79 on 75 kg) ale on ma prawie 190 cm a ja 173 wiec roznica w budowie ciala byla spora (on szczuplak ja okraglaczek) ale on od poczatku dawal mi odczuc ze jestem dla niego atrakcyjna rowniez fizycznie wiec to nie bylo problemem. Nie spotykalismy sie tez z jakimis uwagami. Czasem mam wrazenie nawet ze on jest bardziej BoPo niz ja😂 chociaz robi to nieswiadomie. Zawsze podkresla ze wyglad to cos co mozna miec i zaraz stracic i ze samym wygladem nic sie do zwiazku nie wnosi. Czasem chcialabym miec jego podejscie do tych spraw bo sama nie potrafie tak laskawie o sobie myslec jak on mysli o mnie.

  6. A ja w drugą stronę – mój partner jest ode mnie znacznie większy, jest też wyższy o pół głowy i starszy prawie o dekadę. Ja mam ciało z plakatów, on jest niedźwiedziem. Spokojnie mógłby prowadzić instagrama z męskim bo po, gdyby nie jego kompleksy. I głęboko, głęboko zakorzenione poczucie, że jest za gruby, zbyt odpychający, zbyt odrażający, żeby zasługiwać na miłość.
    Te określenia to cytaty z jego zwierzeń. Świetnie wiem, że to też cytaty z tekstów, jakimi przez długie lata obrywał.
    A ja też już słyszałam od swoich znajomych: o, jaki duży. O, lubi sobie pojeść. Czy on nie powinien przejść na dietę?
    Bardzo chcę mu pomóc, chcę, żeby wyleczył w sobie to poczucie „niezasługiwania” na cokolwiek. I szczerze mówiąc najchętniej poczytałabym czy posłuchała o tym, co jest najskuteczniejsze i sprawdziło się w innych (może Waszych?) przypadkach. Jak wyprowadzić go z tej klatki strachu, że nie jest człowiekiem, tylko śmiesznym grubaskiem w okularach…