FreshMail.pl
negatywna narracja plus size

fattitude

7 rzeczy, które musimy zmienić w naszym Syrenim Śpiewie

Rozdział, w którym mówię, czego nie chcę już słuchać oraz zdradzam pilnie strzeżony sekret bycia i szczęśliwą, i plus size

Zawsze bardzo się cieszę, kiedy do mnie piszecie. Opowiadacie mi łapiące za moje plus size’owe serce historie. Czasem jest śmiesznie, czasami zupełnie przerażająco.  Nasze rozmowy mają jeden wspólny refren, który śpiewamy same sobie całymi dniami. Znam go na pamięć, bo ja też go czasami śpiewałam. A dzisiaj chciałabym Wam, Syreny Lądowe, powiedzieć, że nie chcę go już więcej słyszeć.

Może jeszcze tego o mnie nie wiecie, a może już zdążyłyście się połapać, że mam pewną słabość. Otóż – lubię słowa. Po pierwsze, posługiwanie się poprawną polszczyzną uważam za umiejętność elementarną; po drugie, nigdy nie usłyszycie jak mówię WZIĄŚĆ (chyba, że celowo); po trzecie- wierzę, że język, którym się posługujemy kształtuje naszą rzeczywistość. Nie myślcie proszę, że to ja jestem taka błyskotliwa, zajmowali się tym mądrzejsi ode mnie. Jeśli Was to zainteresowało, polecam zacząć od teorii Sapira – Whorfa. Jej główne założenia to determinizm – język, którego używamy kształtuje nasz odbiór świata zewnętrznego; oraz relatywizm językowy – społeczeństwa używające różniących się od siebie języków inaczej postrzegają rzeczywistość. My, w Polsce, nie potrzebujemy na ten przykład 15 różnych określeń odnoszących się do śniegu. U nas wszystko smakuje jak kurczak.

I widzicie, Syreny, ja się z w/w panami zgadzam. Zabawna ciekawostka o mnie: jestem dzieckiem Amwaya. To znaczy nie bezpośrednio, nie mam nic wspólnego z dilowaniem amerykańskimi środkami czystości. W latach ’90, kiedy Polska zachłystywała się Zachodem, moi rodzice wraz ze swoimi znajomymi wsiedli na pokład pociągu Amway na trasie Bury PRL – Złoty Zachód. Wiązało się to z regularnymi spotkaniami motywacyjnymi, które odbywały się m. in w naszym malutkim mieszkaniu. Pod nasz dach trafiły książki Potęga Podświadomości i inne opowiastki o niebieskich wazonach i innych ojcach. Z kilkugodzinnych spotkań wszyscy wylatywali na skrzydłach, gotowi nieść w świat kaganek hamerykańskiej jakości w hamerykańskiej cenie. Nie jedli niczego innego, ćpali opowieści. Tak odkryłam wagę słowa.

każdy inny, wszyscy piękni

Wracając do meritum – język to potężne narzędzie. W moich poszukiwaniach wewnętrznego spokoju, w którymś momencie wróciłam do języka. Trafiłam na WANT – Women Against Negative Talk. Trenowałam na sobie. Mam nadzieję, że nie zajeżdża to tanim coachingiem, to raczej logika i matematyka. Każde zjawisko da się opisać na nieskończenie wiele sposobów. Dlaczego w odniesieniu do siebie wybieramy zawsze ten najgorszy? A może… można się tego oduczyć?

W związku z powyższym wyciągnęłam sobie z Refrenu Rozpaczy Plus Size kilka punkcików, na które chciałabym Was uczulić. Mam takie marzenie: pewnego dnia po prostu przestajemy używać tych gównianych argumentów. Nie ważne – stopniowo czy wszystkie naraz. Po prostu przestajemy. I teraz sobie wyobraźcie, ile pięknych rzeczy mogłybyśmy zrobić, gdyby nie to stałe podkopywanie siebie i podcinanie własnych skrzydeł.

Zobaczmy co tam mamy.

SZATAŃSKIE WERSETY

1 Jestem beznadziejna

Argument-kutas. To właśnie o nim myślę. Poczucie własnej beznadziejności nosimy w sobie i starannie pielęgnujemy latami. Nie ważne – plus size czy nie, to jest specjalność wszystkich kobiet. Odpowiedzialnością za to obarczam wychowanie do zwycięstwa. Nie wiem jak Was, ale mnie nikt nigdy nie uczył, że porażka jest elementem procesu uczenia się. Zawsze musiałam być najlepsza i wyróżnienie w konkursie recytatorskim to była już kompletna porażka. Dramat absolutny i koniec świata. Beznadzieja, której źródła – jak każdy grubasek – upatrywałam w sobie.

Z tym argumentem nie ma sensu dyskutować. Jeśli cała reszta zwycięstw do tej pory nie przekonała Cię, że jest inaczej, ja tym bardziej nie dam rady. Mój kontrargument: Nie i chuj.

2 Muszę schudnąć

Bo, przepraszam, co? Sama siebie zapytaj dlaczego musisz. Jeśli to kwestia zdrowia – śmiało, poszukaj sposobu odżywiania, który będzie dla Ciebie najlepszy i w drogę. A może to tylko kwestia zewnętrznej presji? Bo masz, na ten przykład, same szczupłe koleżanki, do których się wiecznie porównujesz; albo może twoja teściowa uważa, że się spasłaś i ona by to widziała inaczej. Sama musisz się ze sobą rozmówić i poszukać źródła tego poczucia powinności.

Bo może być tak, że w swojej wadze upatrujesz przyczyn wszelkiej nieszczęśliwości. Bo może jesteś samotna, albo nie szanuje Cię ktoś z bliskich, albo milion innych. I jeśli tak jest, to zamiast na wrzucaniu sobie, pora się skoncentrować na zmianie tego stanu rzeczy. Bycie szczupłym to nie to samo, co bycie szczęśliwym i nie wierz tym, które Ci to wmawiają. Można być chudą przykrością i grubą ucieszką. Szczęście nie ma nic wspólnego z osią gruby – chudy.

3 Podoba mi się ta kiecka, ale nigdy nie wyszłabym w niej na ulicę

Znów zapytam, jak ta zdarta płyta: Dlaczego? Zeszłego lata po dłuuuugich zmaganiach ze sobą, wyszłam na ulicę w szortach. Pierwszy raz od jakichś 20 lat. I co? I nic. Wbrew moim oczekiwaniom nie doszło do sceny z Poszukiwaczy Zaginionej Arki, w której na widok mojego cellulitu ludziom wypadają oczy i topią się twarze. Nikt się nawet nie przewrócił. Mój pierwszy triumfalny przemarsz wśród publiki tak bardzo nie wywołał żadnej reakcji, że naprawdę pluję sobie w brodę i wypominam wszystkie te upalne lata spędzone w długich spodniach.

Musisz zrozumieć, że to nie jest tak, że ludzie czekają tylko na twoją wpadkę modową. Albo coś, co w ich mniemaniu taką wpadką będzie. Nie musisz nosić pokutnych worków, swetrów do kolan i dżinsów  w imię czyjegoś zadowolenia. Nie musisz pytać o zdanie całej grupy przyjaciółek (albo, o zgrozo, obcych w internecie!) za każdym razem, kiedy chcesz kupić sobie coś ładnego. Dlaczego cudzy gust ma być ważniejszy niż twój własny? Gdybym za każdym razem słuchała tego, co na temat mojego ubioru mają do powiedzenia inni, przegapiłabym krocie cudownych ubrań, w których wyglądam jak milion dolarów. Jesteś pewna, że tego chcesz?

4 Poszłabym poćwiczyć, ale się wstydzę

Tę linijkę naszego Refrenu rozumiem akurat doskonale. Bywało, że wiałam z siłowni, bo byłam przekonana, że te kilkadziesiąt skłębionych na atlasach postaci będzie się gapić na mój gruby tyłek, cellulit przebijający spod legginsów i podskakujący brzuch. I wiesz co? Moja strata. Może nie tyle fizyczna, co moralna. Traktuję to jako moją osobistą porażkę i wyciągnęłam naukę na przyszłość.

Powinnaś być dla siebie ważniejsza, niż podśmiechujki obcych. Zwłaszcza, że ktoś, kto nie szanuje cudzego wysiłku wkładanego w poprawienie kondycji, nie byłby nigdy moim pierwszym wyborem na przyjaciela. Ani nawet znajomego. Potencjalne korzyści przewyższają wyimaginowane szkody. Bo co takiego może się stać, kiedy wejdziesz na siłownię? Zapewniam, że nie zarwie się pod tobą żadna z maszyn. Pode mną się nie zarwała. A jestem mocno plus size.

5 Zrobiłabym XX*, gdybym była szczupła

*- cokolwiek jesteś w stanie wymyślić.

Na temat odkładania życia na czasy „jak schudnę” pisałam już parokrotnie. Twoje życie dzieje się tu i teraz, nie tam i za -20 kilo. Chcesz iść na lekcję tańca – idź. Masz ochotę przefarbować włosy na niebiesko – zrób to. Zrobić tatuaż – zrób. Zacząć jeździć na wrotkach? Śmiało!

Nie chcę psuć niespodzianki, ale prawdopodobnie nigdy nie będziesz miała ciała, z którego będziesz zadowolona, jeśli nie zaczniesz się cieszyć tym, jakie jest to, które masz teraz. Można schudnąć 30 kilo i nadal nie być z siebie zadowolonym. Problem jest w głowie, a nie wynaleziono jeszcze sposobu na odchudzanie mózgu.

6 On nigdy nie zwróci na mnie uwagi, bo jestem plus size

Bycie plus size w kontekście randkowania można wykorzystać na dwa sposoby: Albo uwierzysz, że jako grubas nie jesteś warta miłości i nie ma w Tobie nic interesującego; albo wykorzystasz swój gabaryt w charakterze filtra, który uchroni Cię przed dupkami. Serdecznie polecam mój cykl GRUBE RANDKI, jeśli jeszcze nie miałaś z nim do czynienia. W chwili, w której publikujesz w serwisie randkowym informację, że jesteś gruba masz z głowy 80% dupków, którzy w kobiecie nie szukają niczego, poza hollywoodzką sylwetką. Zastanów się, czy związałabyś się z facetem tylko dlatego, że ma fajną brodę i nic więcej? Nie sądzę.

Ze swojego doświadczenia wiem, że to nigdy nie jest tak, że on Cię nie chce, bo jesteś gruba. Prawdopodobnie po prostu nie ma chemii. Albo wcale nie jest zainteresowany związkiem. Albo sam nie wie czego szuka. Wielki tyłek w takiej sytuacji to zwykły pretekst. Zapewniam.

7 Jesteś taka odważna, ja bym tak nie umiała

Z jednej strony jest mi niebywale miło czytać takie rzeczy na swój temat. Z drugiej strony nóż mi się w kieszeni otwiera, kiedy czytam drugi człon tego zdania. Bo ja wiem doskonale, że umiałabyś, gdybyś spróbowała. Zamiast poddawać się kompleksom i apatii, po prostu spróbuj robić dla siebie dobre rzeczy. Zamiast skupiać się na tak mało istotnych elementach życia jak twoje fałdki, odszukaj w sobie pasję. To naprawdę zmienia optykę i daje dużą wolność. Nie musisz już koncentrować się na porównywaniu do koleżanek, bo realizujesz się gdzieś indziej. To nie tyle odwaga, co poczucie wolności od żółci i jadu. Wbrew pozorom, to nasz stan naturalny; homeostaza niezaburzona wiecznym niezadowoleniem i umniejszaniem swojej wartości.

Co Ci mogę obiecać, to że tego smaku się nie zapomina. Jeśli wyrzucisz z siebie całą tę negatywną narrację, która sobie zapuszczasz od świtu do zmierzchu, jak dzień długi, poczujesz kolosalną różnicę. Nie będziesz już swoim zaprzysiężonym wrogiem. A stąd już tylko krok do szortów latem, bikini i tańczenia, jakby nikt nie patrzył.

WYZWANIE W RYTMIE PLUS SIZE

To co do siebie mówimy ma ogromną moc. Jeśli sama sobie zabronię czerpania frajdy z tego co się naokoło mnie wydarza, nie ma takiej siły, która przekona mnie, że życie jest fajne. Nawet, jeśli mam tyle fałdek, że zawstydziłabym nimi sharpei’a. Pytacie mnie jak osiągnąć ten stan nieważkości i od czego zacząć, żeby polubić siebie będąc plus size, no to Wam mówię, moje Syreny Lądowe: skończcie z negatywną autonarracją. Tutaj się zaczyna wolność.

Zanim powiecie, że eee, nie i do dupy, zróbcie dla mnie jedną małą rzecz. Przeczytajcie uważnie i zastanówcie się, jak reagujecie, gdy słyszycie takie rzeczy od bliskich Wam kobiet. Fajnie tak tego słuchać? Hę?

Odpowiedz na „MarinellaAnuluj pisanie odpowiedzi

Comments (15)

  1. Czas zrobić rachunek sumienia: 6 z 7 “grzechów” mogę niestety przypisać sobie. Czas to zmienić. Dziękuję za każde słowo i ten świetny tekst. Teraz za każdym razem jak zacznę sobie wmawiać, że ” musze schudnąć” albo pomyśle “jestem beznadziejna”. To ekspresowo odpowiem sobie ” Argument – kutas” . Oficjalnie przyznaje – Kocham Cię:)

    1. Hasło „argument – kutas” jest po prostu wyborne! Czuję, że i ja będę z niego korzystała, kiedy zajdzie taka potrzeba 😀

  2. Zgadzam się z Tobą w 100%.
    Wiedzę teoretyczną opanowałam do perfekcji.
    Za każdym razem, kiedy wprowadzam już teorie w życie i zaczyna mi być cudownie-to tonę.
    Czuje się świetnie, w końcu jestem sobą.. a potem pojawiają się osoby, które poprzez swoją krytykę, zdanie i opinie ściągają mnie na dno. No i zaczynam od początku.
    Przykład z ostatniego lata:
    Wakacyjny festyn u mnie w miejscowości. Idę wystrojona w przepiękną sukienkę, włosy, makijaż no i sukienka, o której wspomniałam, sukienka przed kolana. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz założyłam coś tak odważnego! A jak wygodnie, a jak przyjemnie, kiedy nie trzeba w upalne lato chować rozstępów, fałdek i cellitu.. A skóra może oddychać.
    Już prawię dotarłam na miejsce imprezy, kiedy mija mnie samochód pełen facetów. Oprócz unoszącego się kurzu zostawili za sobą również stek wyzwisk w moją stronę.
    “Jaka gruba świnia”, “grubas”, “ja pier** jaka szeroka”, “upasła jak świńsko”. Minął rok, a ja doskonale pamiętam każde słowo.
    Poszłam tam, ale nie bawiłam się dobrze. Po tej akcji nie mogłam się rozluźnić i zapomnieć tych wyzwisk. Wróciłam do domu i popłakałam się w poduszkę jak za czasów podstawówki.

    1. Trochę mnie zatkało, bo to jest okropne doświadczenie. Doskonale rozumiem, co wtedy czułaś, bo ja też mam takie.
      Mnie pomaga bunt. Buntuję się przeciwko przeżywaniu obelg rzucanych przez ludzi, z którymi nie chciałabym mieć nic wspólnego. Bo dlaczego banda buców ma decydować o tym jak postrzegam sama siebie.
      Wierzę, że w końcu znajdziesz w sobie swój napęd – może to będzie złość, może niepodważalna miłość do siebie, a może coś jeszcze innego? Trzymam za to kciuki.

  3. A ja pamiętam dzień, w którym wracałam z pracy i dwóch kolesi (zapewne myśląc że nie słyszę) gadali za moimi plecami, że jestem gruba i ciekawe jak to jest bzykać się z grubasem. To się wydarzyło 2 lata temu, a ja to do dzisiaj trawię. Oczywiście po fakcie byłam zła na siebie, że nie powiedziałam czegoś w stylu “i na pewno się nie dowiesz”. Także tak, popełniam 7 grzechów, no może obecnie 6.

    1. K*a mać.
      W takich chwilach myślę, że chyba mam za mały mózg, bo nie potrafię zrozumieć skąd się tacy ludzie biorą. Oraz tego, że mamy tak głęboko zakodowane troszczenie się o to, co ludzie powiedzą, że takie sytuacje w nas żyją. Bo nie powinny.

      1. Zawsze mnie zastanawiało dlaczego tak głęboko zapamiętujemy przykre słowa wypowiedziane przez obcych ludzi. Może to wina matki, która zawsze po przyniesieniu oceny 4, mówiła a czemu nie pięć jak Zuzia/Ola/Marta? A może to ojciec, który z jednej strony nas akceptował a z drugiej wytykał wady? Nie wiem, ale fajnie by było mieć po 30stce wyrąbane na takie sytuacje, które się przecież zdarzają i szczupłym i grubym bez wyjątku, bo każdy z nas może się w jakiś sposób nie podobać.

        1. Tak, ja jestem z pokolenia “co ludzie powiedzą”, wychowywanego do sterowanego z zewnątrz poczucia wartości. Choć stwierdzam, że miałam wiele szczęścia, bo moja mama nie przekładała na mnie tej presji (poza ciuchami, które miały być czyste i ładne 😉)

  4. JAK POLUBIŁAM SWOJE UDA/NOGI
    Codziennie wieczorem po prysznicu porządny masaż z balsamem i powtarzanie nóżkom jakie są super i cudowne, jak dobrze się spisały i jak dobrze, że je mam.
    Może banalne, ale najpierw pomogło mi, potem kumpeli 🙂
    UWAGA skutki uboczne – zadbana skóra na nogach sprawia, że stają się ładniejsze 🙂

  5. Ula, jesteś świetna, trafiłam tutaj w odpowiednim czasie. W tym roku również przeprosiłam się z szortami, czytając o twoim wyjściu w krótkich spodniach pasknelam tak głośno że aż koty się zerwały. Pozdrawiam serdecznie.

  6. Punkt 3 tak bardzo. Wrzuciłam kiedyś na swojego bloga fotki w letniej sukience: cieniutki kreton, głęboki dekolt i równie cienkie ramiączka (było gorąco.) Dostałam komcia: “Też bym się tak ubrała, gdybym się nie bała.” Pytam: czego się boisz, kobieto? Że zajedzie z piskiem opon Modowa Policja i wpakuje cię do suki? Modowa Policja nie istnieje.
    Teraz też jest gorąco. Chodzę po ulicach w skąpych szortach i bluzeczce na ramiączkach, bo nie lubię się gotować żywcem. Tylko dwa typy przechodniów robią na mój widok jakieś dziwne miny: nastolatki płci żeńskiej (obowiązkowe wywrócenie oczami musi być; młódź ma te swoje Bezkompromisowe Poglądy i nie zawaha się ich użyć) oraz…dorosłe kobiety z nadwagą, takie jak ja. Nie, nie takie jak ja, bo mimo 30 stopni w cieniu zapakowane szczelnie w długie spodnie i koszule z długim rękawem. Patrzą, jakbym im kozę wydoiła. Cholernie mnie to smuci.

  7. Zaczęłam się poważnie zastanawiać nad swoim nastawieniem i z przykrością przypisałam sobie WSZYSTKIE te cechy. Dziękuję za stworzenie tego “posta”. Dzięki Tobie wiem od czego zacząć. Od nastawienia.

Hej, Syreno Lądowa!

Zostaw swój e-mail, a nie przegapisz ani literki! Zapisz się na pierwszą całkowicie ciałopozytywną listę mailową.

Chcę się zapisać do Syreniej Poczty Niekoniecznie Lądowej (możesz się wypisać kiedy tylko zechcesz. Jeśli zechcesz!).

FreshMail.pl