FreshMail.pl
mural mówiący: lets adore and endure each other

fattitude

Czy naprawdę jesteś tym, ile ważysz?

Ubawiłam się ostatnio setnie, kiedy w komentarzach pod wpisem o promowaniu otyłości zobaczyła zarzut pod swoim adresem, że identyfikują się wyłącznie poprzez otyłość. Że chodzę do telewizji opowiadać o tym, że mam za dużo tłuszczu w ciele. I że na byciu grubą buduję swój wizerunek publiczny.

Na początku się śmiałam, i to nawet całkiem głośno. A potem zadałam sobie pytanie, czy z moim pisaniem wszystko jest ok, skoro można tak bardzo nie zrozumieć tego, co staram się wyrazić poprzez bloga.

Czy identyfikuję się jako gruba?

Tak się składa, że mam w domu lustro. Zawsze miałam. Wiem, że jestem gruba. Byłam i pewnie będę, bo nie wybieram się już na żadną dietę cud. Jestem gruba. Jestem też bardzo entuzjastyczna, nieźle tańczę i gotuję, sądzę, że jestem dobrym przyjacielem. Wychowuję dziecko. Pracuję. Realizuję swoje pasje. O wszystkim tym opowiadam na łamach bloga, ale to przecież detal. Margines.

Bycie plus size identyfikuje mnie w pewnym aspekcie, ale nie wyczerpuje tematu. Trudno to jednak pominąć. Jest pewnie tak, że obcy ludzie opisując mnie komuś mówią “ta gruba”.

Owszem, prowadzę bloga plus size, w ramach którego rozmawiamy o różnych aspektach życia w tłustym ciele. O tym, co nam trochę to życie utrudnia. O tym, że nie jest łatwo się ubrać, a jeszcze trudniej rozebrać. O tym, że obcy ludzie stale mają coś do powiedzenia na temat naszego zdrowia. O tym, że same sobie podkładamy nogę, choć nie powinnyśmy.

To są nasze wspólne doświadczenia. To są moje doświadczenia! Nie widzę zatem powodu, dla którego miałabym o nich nie pisać. Gdybym znała się na byciu fit, pewnie pisałabym bloga fitnesowego. Wiecie o co chodzi.

A może to nie chodzi o mnie?

I tak sobie myślę: czy gdybym nie była gruba to ludzie wybraliby inną cechę zastępczą? Coś, co można by wyciągnąć i wykorzystać przeciwko mnie? Nie wiem, piegi czy cokolwiek akurat w tym sezonie jest uznawane za okropne?

Czy może bycie grubym jest uznawane za zero absolutne i wymazuje nas z rejestru ludzi, którzy mogą mieć coś ciekawego do powiedzenia? Czy to samo spotyka szczupłe blogerki?

Gabby, która unika błota

Jakiś czas temu podobną refleksję wywołał we mnie artykuł o tym, dlaczego Gabourey Sidibe i jej rezerwie do udziału w dyskusji o body positive. Gabby trzyma się z daleka od body posi, bo – UWAGA – nie chce być postrzegana przez pryzmat swojej wagi. Chce być aktorką. Kropka. Nie: grubą aktorką. Nie: czarną aktorką.

W podcaście nagranym przez Janet Mock Sidibe powiedziała, że od samego początku za wszelką cenę unika rozmów o swojej wadze i wyglądzie właśnie z powodu trolli opowiadających, że promuje otyłość. Z powodu świadomości, że wartość jej pracy zawodowej i talentu zostanie publicznie pomniejszona o saldo jej wagi.

Można to ocenić i wywołać ją do tablicy, że mimo pozycji siły, którą przecież już sobie wypracowała, nie robi nic w kierunku zmiany powszechnego myślenia o kobietach z nadwagą.

Można też się chwilę zastanowić i na podstawie własnych doświadczeń zadać sobie pytanie, czy każdy musi mieć siłę, żeby brać na klatę trolling i całkowity brak zrozumienia po to, by inni obcy ludzie zechcieli dać szansę samym sobie. Nie ma czegoś takiego jak Klub Ludzi z Nadwagą, do którego zaczynasz przynależeć od chwili, gdy twoje BMI wyskakuje poza normę. Każdy z nas ma swoje sumienie i każdemu z osobna zostawmy decyzję w czym sobie życzy uczestniczyć.

Potrafię zrozumieć, że można nie mieć ochoty na czytanie pod swoim adresem agresywnych albo zwyczajnie głupich komentarzy umniejszających wartość naszej pracy, bo jesteśmy grube. Ja nie zamierzam sobie na to pozwalać. Moja waga nie czyni mnie ani lepszą, ani gorszą od kogokolwiek innego.

Powtórzę się: naprawdę są gorsze rzeczy od bycia grubym.

Mam świadomość, że takie głosy będą się pojawiać. Wy też pewnie zaczniecie je słyszeć, jeśli tylko wyjdziecie poza próg swojej strefy komfortu zdeterminowane, żeby zażądać od życia więcej i przeżyć je – mimo nadwagi – na pełnej bombie. Dowiecie się wtedy, że takie okropne okropności jak gruby brzuch czy nogi to się powinno chować, najlepiej pod włosienicą. Że nie macie prawa do tego, żeby cieszyć się danym Wam czasem bo przecież NIE WYPADA, żeby grubaska tańczyła/opalała się/podróżowała/cokolwiek jeszcze przyjdzie Wam do głowy.

Nie damy się. Ja Wam obiecuję, że się nie dam i że będę Wam kibicować zawsze, żebyście nie dały się nastraszyć i nie uwierzyły, że GRUBA to jedyny określający Was przymiotnik.

______________________________

Photo by Toa Heftiba on Unsplash

Leave a Comment

Comments (11)

  1. Razem jesteśmy silniejsze – tak to czuję i tak chcę czuć 🙂 Dziękuję za ten tekst i wszystkie inne. Pora rozwinąć skrzydła, niezależnie od wagi. Albo inaczej, życie minie tak czy siak, więc od nas zależy, czy weźmiemy w tym udział, czy będziemy stać z boku. I nie jest tak, że to jest łatwe. Teraz piszę tak, a bywają dni, godziny, wieczory, kiedy myślę zupełnie inaczej. Każda z nas – nawet ta, która wygląda na najbardziej pewną siebie – tak ma. Ale można powolutku zmieniać swoje nastawienie i zwracać coraz mniejszą uwag na nastawienie innych.

    1. Małymi krokami, ale przesuwamy się we właściwym kierunku.
      Oczywiście, że każdemu się zdarzają chwilę zwątpienia. Warto się z nich uczyć i używać jako trampoliny 🙂

  2. Prawdę mówiąc, jeśli komuś nie podoba się grube to jego problem.Mnie również u ludzi nie podoba się wiele – ale nie prostowałabym łysych, rudych, niskich czy pryszczatych, że mają coś ze sobą zrobić bo urażają moją estetykę.Mają prawo do bycia szczęśliwym jakkolwiek wyglądają.
    Punktuję tylko panów, którym bardzo przeszkadza moja figura – każę im popatrzeć w lustro i zobaczyć jacy sami są.I zastanowić czy samemu nie będąc modelem można mieć roszczeniową postawę względem kobiet.Ciało to tylko jeden z naszych elementów – wcale nie najważniejszy.Nie można dać się definiować jedynie przez wygląd.O wiele ważniejsze jest to jakie jesteśmy, o czym marzymy, co nam w duszy gra.Dzięki temu świat jest barwny i kolorowy.

    1. Jednowymiarowe określanie człowieka jest zwyczajnie ryzykowne. Nie wiem, czy tak masz, ale często się okazywało, że moje wstępne założenia są mylne. Trzeba oglądać ludzi ze wszystkich stron, żeby ich poznać. Nie wystarczy założyć, że ten jest głupi, a tamten to się do niczego nie nadaje

      1. Gdzieś przetrwały we mnie resztki idealizmu i staram się zobaczyć w drugim człowieku to co dobre.Ale są rzeczy, które każdego człowieka zdyskwalifikują jako istotę, z która mam ochotę przebywać – bezinteresowna podłość, intryganctwo, okrucieństwo.Człowiek , który zrobi krzywdę zwierzęciu, czy bezradnemu niepełnosprawnemu czy staremu jest dla mnie nikim.Tak samo człowiek, który segreguje ludzi względem wyglądu i kogoś atrakcyjnego czaruje, a nieatrakcyjnym pomiata nie będzie osobą z która chętnie spędzę czas.

        1. @ Karola – dla mnie taka postawa byłaby totalnie niechrześcijańska. Jestem prawnikiem i zdarza mi się spotykać ludzi, którzy robili naprawdę paskudne rzeczy, w tym skazanych. I nie są dla mnie nikim. Nadal są ludźmi, moimi bliźnimi.

          1. Po pierwsze – nie wszyscy jesteśmy chrześcijanami.Po drugie – chodziło mi bardziej o akceptację.Wybacz pedofila, który przez tydzień gwałcił 9 letnią dziewczynkę trudno nazwać bliźnim.

    2. IMHO nawet jeśli ktoś ma idealne ciało (cokolwiek to dla kogoś znaczy), to nie ma prawa oczekiwać od innych żeby też wyglądali idealnie.

      Za to czymś innym są „wymagania” wobec potencjalnego partnera. Gruba dziewczyna ma prawo (uprzejmie) odrzucać np. niskich mężczyzn, jeśli nie są dla niej atrakcyjni seksualnie.

      1. To co napiszę to moje zdanie.”Wymagania” względem mnie jako partnera nie raz doprowadzały mnie na skraj depresji.Mimo tego, że doskonale rozumiem iż ktoś ma taki a nie inny gust.Wybacz za to co powiem – ale dla mnie skreślanie kogoś tylko ze względu na niski wzrost jest małostkowe i niedojrzałe.Tym bardziej jeśli jest to ktoś jednak od nas wyższy.Jeśli same kategoriami wyglądu patrzymy na drugiego człowieka jako partnera to nie dziwmy się, że tak jesteśmy odbierane.Że tak wielu mężczyzn nawet nie spojrzy na grubą.

Hej, Syreno Lądowa!

Zostaw swój e-mail, a nie przegapisz ani literki! Zapisz się na pierwszą całkowicie ciałopozytywną listę mailową.

Chcę się zapisać do Syreniej Poczty Niekoniecznie Lądowej (możesz się wypisać kiedy tylko zechcesz. Jeśli zechcesz!).

FreshMail.pl