starsza pani ma frajdę

fattitude

10 rzeczy, na które jestem już za stara

Tak gdzieś od ostatniego tygodnia grudnia wmawiamy trollątku, że kobiety po dotarciu do 18stki, zostają w tym wieku na zawsze. Co roku obchodzą osiemnaste urodziny, raz za razem. Ciekawią mnie przy tym dwie rzeczy – jak długo będzie w to wierzyła oraz jakby to było, gdyby nasze niewinne kłamstewko było prawdą. Chciałybyście tak? Że na liczniku wiecznie 18stka, fiu-bździu w głowie i że hulaj dusza? Bo ja nigdy w życiu!

Bardzo mi z moim wiekiem wygodnie. Bycie po 30stce jest idealną wymówką ratującą mnie przed wieloma potencjalnymi niedogodnościami. Wymawiam się byciem starszą panią, bo powiedzmy to sobie szczerze, nie ma jak własne łóżko. Jak jakoś trochę na fali podsumowań, a trochę ku pamięci, postanowiłam sobie (i Wam) spisać wszystkie głupoty, na które jestem za stara.

#1 Odchudzanie

Top topów i król każdej listy przebojów corocznych postanowień noworocznych. Odmieniłam to w swoim życiu przez wszystkie liczby, przypadki i osoby. Nigdy więcej. Nie, no, nein, niet, non, vai, itp. Żadne Dukany, Gace, Montiniaki i inne Dąbrowskie – won. Jeśli zrzucę, to nie na skutek redukcji, a po prostu uzdrowienia swoich nawyków żywieniowych, nie przez redukcję na 101 idiotycznych sposobów. Z odchudzaniem kojarzą mi się przede wszystkim wychodzące garściami włosy, paznokcie cienkie jak papier i zajady po uszy. Jestem już dostatecznie mądra, żeby więcej sobie tego nie robić.

Kuluarowe pogaduszki na ten temat uważam za niesmaczne. Serio, do tego stopnia nie obchodzi mnie czy ktoś schudł czy przytył, że tego nie zauważam. Kompletnie. Ostatnio dziewczyna, którą znam z widzenia oznajmiła mi, że schudła 17kg. Nie załapałam. Także ten.

#2 Rezygnowanie z ubrań, które mi się podobają

…tylko dlatego, że nie są dostatecznie zakrywające. To dla mnie nowość. Trzeba mi było 30stki na karku, żeby odkryć, że na widok moich galaretowatych ud w szortach, ludzie na mieście nie padają jak bydło na biblijny pomór. Nie zlatuje się szarańcza, woda nie zamienia się w krew (ani wino, niestety). Co więcej, nikt na to nie zwraca uwagi. No cóż, jeśli zwraca i mu to przeszkadza, to ja uważam to za problem tej osoby. Mnie na przykład przeszkadza, że ludzie latem śmierdzą, a nie biegam po mieście jak oszołom, spryskując im pachy antyperspirantem. A przyznać musicie, że poziom uciążliwości społecznej jest nieporównywalnie wyższy.

W minionym roku odkryłam szorty, krótkie sukienki i crop topy. Śmiertelność w łódzkiem nie wzrosła, więc całkiem możliwe, że schizowałam o wiele bardziej, niż to zasadne. Noszę to, na co mam ochotę. Choć warto zwracać uwagę na krój, bo jak się zaplączecie w nogawki alladynek i runiecie jak długie pod jedynym czynnym w okolicy monopolowym, to nie ma przebacz. Wszyscy się zleją w majtki.

#3 Nie czytanie książek

Google twierdzi, że do 2010 wydano 129 864 880 pozycji. Do 2010! Ciągle wydaje się nowe. Choć wydawniczemu rakowi książek pisanych przez celebrytów do zaszczytnego miana literatury daleko; a tego niestety wychodzi najwięcej; nadal każdego roku pojawiają się dziesiątki godnych uwagi pozycji. Jak to ogarnąć?

Czytania książek nie trzeba przedstawiać. Broni się samo, a przynajmniej powinno. Same wiecie przecież, że to naprawdę widać czy ktoś czyta, czy nie. Ja to widzę po sobie: im mniejszy mam kontakt z książkami, tym trudniej mi się skupić na bloku tekstu, język mi się zubaża i mózg porasta pleśnią. Ain’t nobody’s got time for this shit!

#4 Nie używanie kremu pod oczy

Używaj kremu pod oczy, kropka.

Nikt nie chce mieć pod oczami balkonów jak Sknerus McKwacz po nocy spędzonej na liczeniu swoich monet. Żadna. Przyjrzyj się dobrze temu, co się dzieje na twojej twarzy. Poczytaj trochę o tym skąd biorą się twoje problemy i dopasuj pielęgnację. I nie, kremy 60+ wcale nie są wyłącznie dla Pań jeszcze starszych niż ja.

#5 Imprezowy tryb życia

Z trudem, ale przypominam sobie czasy, kiedy potrafiłam obyć się bez snu bez mała dwie doby. Po całym dniu pracy/zajęć lecieć na imprezę i o szóstej rano znów stawiać się na stanowisku. I nie umrzeć przy tym. Uważam to za swojego rodzaju wyczyn, że udało mi się dotrwać do sędziwego wieku 32 lat. Teraz imprezka na mieście to dla mnie buteleczka wina, alternatywnie 3 drinki i dobranoc, gdzie-moje-łóżko-prosz-pana. Jestem na to za stara. Teraz chodzę spać z kurami i bardzo mi z tym dobrze. Polecam.

#6 Komunikacja miejska

No nie. No po prostu nie. Zwłaszcza w Łodzi. Jeździ jak chce, zimą śnieg, latem skwar (bo ludzie nie ogarniają idei funkcjonowania klimatyzacji) i smród, kursuje rzadko i od tego roku ma jeszcze bardziej zdrożeć. Nie na moje nerwy. Ludzie ignorujący kobiety w oczywistej ciąży i próbujące samodzielnie wtarabanić się do wagonu w wózkiem i wrzeszczącym dzieciakiem – tez nie na moje nerwy.

Miałam drobną wątpliwość, czy umieszczać to na tej liście, bo z komunikacją miejską jest tak, że człowiek jest jej fanem na początku życia i w starości. Może się jeszcze pogodzimy, kto wie?

#7 Rezygnowanie z czapki zimą

Możecie się śmiać, ale prawda jest taka, że zimą mam przy sobie przeciętnie trzy czapki. Każda innej grubości i z innego materiału. Jako Niezwykle Niezależna Nastolatka nabawiłam się chronicznego zapalenia zatok. Kataru dostaję od samego wyglądania za okno, przysięgam. Sezon na gila trwa u mnie od października do kwietnia. Non, psiakrew, stop.

Bardzo teraz żałuję swojej Niezależności przez wielkie N. Gdybym tak, głupia, słuchała mamy, moje życie w okresie zimowym nie przypominałoby piekła i nie utrzymywałabym piętnastu oddziałów różnych firm farmaceutycznych.

#8 Pracowanie ponad normę

Wiąże się, niestety, z poprzednim punktem. Jestem typem osoby bardzo poważne traktującej swoje obowiązki zawodowe. Czasami do przesady. Trochę wstyd, ale przyznam się, że w końcówce grudnia, po raz pierwszy odkąd pracuję w ogóle, a po sześciu latach w swojej aktualnej pracy, wzięłam urlop na żądanie. Nie było mi z tym dobrze, ale nie zamierzam forsować się ku chwale korporacji. Czasami trzeba zrobić coś dla swojego zdrowia. Wycofać się trochę, przestać angażować emocjonalnie w każdą bzdurę.

Jako starsza pani już sobie na to pozwalam.

#9 Przegapianie okazji

Warto uczyć się nowych rzeczy. Nigdy nie wiesz co i kiedy Ci się przyda, a pisze Wam to osoba, która w praktyce wykorzystała twierdzenie Pitagorasa podczas ustawiania czworoboku na amatorskie zawody jeździeckie. Tak, tak, są powody do dumy!

Warto próbować nowego, a może to akurat będzie nowa pasja? Coś, co diametralnie zmieni jaśnie widowni życie? Ja, na ten przykład, intensywnie pracuję nad poszerzeniem mojego repertuaru utworów na ukulele.

#10 Otaczanie się marudami

Nie znoszę marud, narzekaczy i malkontentów. Serio nie rozumiem ludzi, w których życiu nie ma ani pół rzeczy, z której mogliby się cieszyć. Nie wiem jak to robią, ale jak bym nie dała rady. Znam takie egzemplarze, które nie tylko nie mają do powiedzenia nic pozytywnego, ale bez najmniejszego trudu są w stanie totalnie obrzydzić Ci dowolnie wybrany temat. Znacie takie wampiry energetyczne?

Uznałam, że skoro jestem już na tyle dorosła, żeby płacić własne rachunki i wiedzieć, że należy używać kremu pod oczy, mogę tez sama wybierać, jakimi ludźmi chcę się otaczać. Szkoda mi czasu na pocieszanie marud. Jeśli ktoś faktycznie choruje na depresje, to ja nie jestem w stanie pomóc, są od tego specjaliści. Jeśli marudzi tak po prostu i dla własnej satysfakcji (ew. jej braku) odsysa mnie z mojej energii, to ja się wypisuję. Wy też możecie.

Jakby się nad tym dobrze zastanowić, to bycie starszą panią ma całkiem sporo zalet. Robisz co chcesz i z kim chcesz. Nie musisz przejmować się tym, że ktoś na ulicy krzywo spojrzał. Nie zostanę już raczej znaną modelką plus size, ale mam jeszcze kilka lat, żeby zostać JK Rowling. Mogę nosić co chcę i chodzić spać z kurami, jeśli mam na to ochotę. Nie, upływ czasu nie jest dla mnie powodem do rozpaczy.

Dlaczego miałybyśmy się tym martwić? Chciałybyście wrócić do liceum? A może tak: jak wyobrażacie sobie siebie za kolejne 30-50-70 lat? Hę?

Bo ja tak:

[sgmb id=”1″]

Leave a Comment

Comments (2)

  1. Nie raz widziałam jak promujesz swojego bloga na Facebooku, ale jakoś wypadłam z rytmu blogosfery i nie chciało mi się zajrzeć… Jak codzień przewijałam Facebooka, idiotyczne memy się na dziś wyczerpały… I stwierdziłam, że zajrzę… No cóż. Zdecydowanie nie żałuję, jestem ogromnie zadowolona, że zrobiłam coś ambitniejszego niż czytanie durnych wypowiedzi pod wydarzeniem sylwestrowym z Dudą.
    Bardzo, bardzo podoba mi się to w jaki sposób piszesz i na pewno zajrzę tutaj jeszcze nie raz… A pomyśleć, że to tylko zwykłe przemyślenia… Chyba padła bym na zawał z ekscytacji i uwielbienia jeśli czytałam powieść fantasy Twojego autorstwa. 😀
    Pozdrawiam cieplutko, siema :3

    1. Ja bym sama padła na zawał z ekscytacji, gdybym kiedyś napisała powieść fantasy! To byłby czad!
      Bardzo dziękuję za ciepłe słowa, mam nadzieję, że będziesz zaglądać!