FreshMail.pl
body positive na święta

fattitude

Świąteczne czary czyli body positive pod choinką

Tydzień zastanawiałam się co zrobić z tym zdjęciem. Najpierw się nim strasznie jarałam. Bo jest takie radosne, bo jestem na nim Ulą na sto pro. Nawet bez makijażu, w majtkach w skórę i świątecznych skarpetkach. A może zwłaszcza w takim anturażu. Bywam zestrojoną dameską, pin up babe, panią blogerką tudzież modelką w bieliźnie. Ale bywam też Ziemianką saute. Wychodzę z domu w dresach, z nieświeżym włosem, noga jak sarna i do połowy zjedzonym lakierem na paznokciach.

body positive blog blog body positive

Tydzień myślałam o tym, że to może przesada, pokazywać światu tak nieidealną formę. Nawet jak na mnie. Że to taka, wiecie, pornografia emocjonalna. W końcu błysnęło mi w głowie, że skoro we mnie samej budzi ono tyle sprzecznych emocji, to może warto o tym pogadać. Może pobudzi kogoś, żeby teraz, w tym przedświątecznym czasie zobaczył siebie w nowym, ciałopozytywnym świetle. Mnie, jeśli mam być szczera, dużo daje podglądanie innych. Takie zdalne doświadczanie body positive ma swoją wartość.

Postanowiłam, że mimo możliwych konsekwencji (wiecie, OPINIE i TROSKA), chcę je wykorzystać, żeby nam wszystkim uzmysłowić, ile jest kłamstwa w kłamstwie na okładkach magazynów i w sieci. Bo przekłamywanie ciała na zdjęciach naprawdę nie jest szczególnie skomplikowane.

 

Body positive i Pan Twardowski

 

Świat jest pełen niedoskonałości, głównie dlatego, że nikt do końca nie sprecyzował, co to znaczy być idealnym. Doszliśmy do punktu, w którym nawet banany muszą mieć konkretną krzywiznę.

Jeśli jesteś za gruba/y, za niska/i, za cicha/y, za inteligentna/y, za blond, za chuda/y, za bardzo lub za mało męska/i, zawsze coś “za”, to pamiętaj, że nie jesteś sam/a. Takich jak my są na świecie miliony – odrzutków kultury kolorowych magazynów i mainstreamowego piękna przyprawionego retuszem. Wszyscy walczymy, wszyscy lądujemy raz na wozie, raz w nawozie. Koniec końców najważniejsze to próbować.

 

Przeszłam długą drogę –

kilka lat temu to zdjęcie wywołałoby u mnie histerię. I to taką, która się kończy hardkorową dietą. A potem jeszcze hardkorowszym wystrzeleniem w kosmos z procy efektu jojo. Potem już tylko wódeczka z Twardowskim i jesteśmy na bazie.

Nie da się udawać, że mojego brzucha nie ma. Jest, i z biegiem czasu wygląda coraz mniej młodzieńczo. Ten element ciała był ostatnim, który doczekał się mojej miłości. Z nim było najtrudniej. Fałdki to może i są fajne, ale raczej na szarpeju. Na tym zdjęciu w całej, nomen omen, rozciągłości widać dlaczego.

 

Wessane tu i tam, cholera, nawet głowę mam za dużą!  W kilku – no dobra, może kilkunastu – ruchach zmieniam się o ⅓. Każdy może to zrobić. Ba, z takich dobrodziejstw technologii korzysta więcej osób, niż podejrzewacie. Wystarczy minuta retuszu w aplikacji na słabym telefonie, żeby doprowadzić mój obły kształt do formy akceptowalnej społecznie. Choć jakby się nad tym zastanowić, to może powinnam “zdjąć” jeszcze ze 20 kilo. Ale wiecie co? NIE MUSZĘ.

Plus size body positive

*

Zaraz Gwiazdka i pomyślałam sobie, że skoro już tak się tu wywnętrzam, to czas na życzenia!

 

Chciałabym Was,  wszystkie moje Syreny Lądowe (i Syrenów też), przytulić do mojego tłustego serduszka i podziękować. Jesteście dla mnie motywacją i najlepszym dowodem na to, że istnieje ratunek dla ludzkości. Życzę Wam (i sobie) dużo siły, dużo zdrowego rozsądku oraz żebyście zawsze umieli dostrzec trzecią stronę rzeczy.

Miejcie cierpliwość. Miejcie dużo wyrozumiałości dla siebie i otoczenia, ale stawiajcie swoje własne granice. Respektujcie granice innych. Nie bądźcie bucami.

 

Niech Wasze brzuchy żyją sobie swobodnie. Róbta z nimi co chceta. Wciągajcie albo i nie. Życzę Wam, żebyście poczuły, że też nie musicie. Ale jak chcecie, to możecie ze swoim wizerunkiem wszystko.

 

Wesołych Świąt!

Leave a Comment

Comments (9)

  1. Witaj Ulu. Dla mnie właśnie liczy się naturalność, bez tych wszystkich komputerowych dobrodziejstw. Zdjęcie super. Odważne i pokazujące, że ciało jest jak rzeźba. Coś może tu i tam artyście nie wyszło, ale jest jedno takie tylko i jest wyjątkowym dziełem sztuki. Każdy z nas jest właśnie taki wyjatkowy.
    Na te Święta, życzę radości w rodzinnym gronie oraz tego czego sobie możesz zażyczyć. Dalszych sukcesów i walki o body positive. Pozdrawiam.

  2. Kilka dni temu trafiłam na Twijego bloga. Wszystkie wpisy przeczytałam i dałaś mi do myślenia. Jednakże daleko mi jeszcze do tego co sama sobie wypracowałaś. Nie powiem, że się nie da bo się da. Jak się czyta o samoakceotacji to wydaje się to takie proste, ale gdy to przełożyć na życie to jest znacznie dużo trudniej.
    Dobrze wiedzieć, że nie jest się samym w podobnej sytuacji.

    Zdjęcie jest świetne. Piękna jesteś i to jest prawdziwe. ☺

    Wesołych Świąt ☺

    1. Nie chciałabym, żeby ktokolwiek uważał, że to łatwe – do samoakceptacji jest długa droga. Wszyscy, którzy nas tym pracujemy wiemy jak potrafi być ciężko 🙂

      Nie jesteś sama, ściskam serdecznie

  3. Uwielbiam Cię Ula! Właśnie taką!! <3
    kocham Twoją bezpośredniość, dowcip, sarkazm, teksty… wszystko. To, że nie udajesz, że jesteś prawdziwa. I piękna w całej okazałości.

  4. Świetny wpis, nieważne ile razy przeczytam artykuł o retuszach i ile zdjęć zobaczę i tak mnie zatyka, a zobaczyć takie coś na żywej osobie którą się zna, mocne, nie powiem!