FreshMail.pl
bikini plus size, jak wybrać

fatshion

Gotowa na plażing – słów kilka o moich bikini plus size

Morza szum, ptaków śpiew, tłuste ciało wzbudza gniew

Każdego roku to samo. Budzimy się w kwietniu, że za piętnaście minut sezon letni. Z gazet wylewają się złote porady i plany dietetyczne które przysięgają przygotować nas do wyjścia na plażę. 5 – 10 – 15 kilo. Tyle musimy schudnąć, żeby wyjść na plażę i się za siebie nie wstydzić. No dobra, ja to tak bardziej ze 30. Tyle powinnam zrzucić, żeby móc pokazać się światu; wyjść na plażę nie urażając poczucia estetyki żadnego z Januszów i Sebixów w skarpetkach i klapkach. Żeby zasłużyć na udział z oczadziałym parawaningu.

Było kiedyś takie lato, ładnych kilkanaście lat temu, ale wspomnienie jest wciąż żywe. Jako bardzo świadoma swoich wszystkich mankamentów przyduża (stamtąd do grubości miałam jeszcze jakieś 50 kilo, choć – oczywiście – miałam inne zdanie) nastolatka pojechałam na kolonie do Międzyzdrojów. Dwa tygodnie upalnego lata w kurorcie spędziłam w sukienkach i glanach. Nie rozebrałam się do kostiumu na plaży, choć gdybym była kolba kukurydzy, zmieniłabym się w miskę popcornu. Dodaj do tego rastafariański beret i oto macie nastoletnią Ulę, spędzającą lato nad morzem niczym Tutanchamon – wiecznie spowita w jakiś całun.

Jak sobie o tym teraz myślę, to mi trochę tej Uli szkoda. Zamiast wchłaniać morską bryzę każdym kawałeczkiem skóry, ciągle się zastanawiała, czy przypadkiem ktoś krzywo nie patrzy. Nawet jej się podobał jeden z chłopaków, których poznały z koleżankami na plaży, ale się wycofała. Kto by tam chciał grubaskę. Wiecie co, Syreny? Ta Ula nadal jest we mnie, to taka pamiątka; przypomina mi, że są w życiu ważniejsze rzeczy, niż schlebianie cudzym gustom.

Dorosła Ula się nie przejmuje. Ani cellulitem, ani tym, że jej obłe ciałko mogłoby się komuś nie podobać. Dorosła Ula nosi bikini bo wie, że ludzie robią gorsze rzeczy, niż publiczne pokazywanie się półnago na plaży. A choćby i nawet nago, na plaży nudystów – co komu do tego?

Bikini plus size: oczekiwania vs. rzeczywistość

Jeśli jak ja nie jesteście plus size od wczoraj wiecie doskonale, że kupienie dobrze skrojonego ubrania to sztuka. Owszem, jest coraz lepiej i nie można tego przemilczeć. I, kurde blaszka, z bikini nie chce być inaczej. Mam trzy komplety i niestety żaden nie jest idealny. Moje bikini – nie ma się co czarować – są z tych ekonomicznych. O ile potrafię wydać 200 zł na spodnie, o tyle trudno jest mi sobie wperswadować, że warto zainwestować i zamówić wreszcie ten wymarzony model ze Swimsuit4All. Z trzech, dwa pochodzą z Bonprixa, jedno jest marki George. Ale po kolei.

Zdjęcia robiłam w domowych pieleszach i w zasadzie po ciemku. Mogłabym je w zasadzie poprawiać, ale biorąc pod uwagę fakt, że fotografowałam się na potrzeby tego posta dwa razy wykończył mnie trochę. Zaczęła mi pikać czerwona lampka perfekcjonizmu, więc wolę wrzucić takie zdjęcia, niż żadne.

Fioletowo-wzorzysty – Bonprix

Hit tego sezonu. Obstawiam, że trzy na każde 20 Polek wystąpi w nim na plaży w Mielnie. Raczej nie przeprowadzę badań terenowych nad tym zjawiskiem, ale fakt o tym, że i ja, i każda z moich sióstr zupełnie niezależnie sprawiłyśmy sobie po egzemplarzu o czymś już zaświadcza.

Materiał jest bardzo przyjemny: 80% Polyamid, 20% Elastan. I stanik i majtki podszyte siateczką. Mój rozmiar to 95E, 48. To właśnie rozmiarówka jest największym mankamentem zakupów kostiumowych w Bonprixie. Niestety, mimo ogromnej wprawy, w przypadku bikini efekt jest nie do przewidzenia. Majtki są kapitalne, do pasa, z paseczkami na boku. Niczego za dużo, niczego za mało. Inaczej sprawy się mają w temacie stanika. Tutaj zdecydowanie za mało jest… mojego biustu. Na co dzień noszę rozmiar 85G/H, więc E powinien być nawet ciut przymały. U mnie niestety na biuście wisi, marszczy się i powiewa. Nie za takie dopasowanie płaciliśmy te 109,90zł. Dodatkowo – ramiączka zapinane są na plastikowe klamerki, które wypinają się BEZUSTANNIE. Żeby nosić ten stanik tak, jak na mnie wygląda najlepiej, tj. z ramiączkami skrzyżowanymi na plecach, będę je musiała zaszyć na sztywno.

OGÓŁEM 7/10

Leniwy flaming w chynchach* mięty – Bonprix

(*chynchy to z łódzkiego krzaki, chaszcze)

Zeszłoroczny łut szczęścia, ustrzeliłam ostatnią bodaj sztukę w rozmiarze 80E, 48. Jeśli chodzi o wzornictwo to jest to dokładnie takie bikini, jakie zaprojektowałabym sama. Flamingi i falbanki, falbanki i flamingi. 100% Lali w Lali. Nadal mnie zachwyca i mam nadzieję, że w tym roku będzie wreszcie sposobność, żeby je zwodować. Marzę o tym!

Skład materiału jest dokładnie ten sam, co w poprzednim, a jednak materiał jest diametralnie różny w dotyku. Dosyć szorstki i zwarty, miałam z takiego kostium kąpielowy w wariackich latach ’90. Rozmiarówka… no właśnie, rozstrzał jak z obrzyna. Tym razem E okazało się przymałe i fiszbina nie kończy się tam, gdzie powinna. Nawet bym to przebolała, w końcu nie mam w zwyczaju spędzać w bikini całych wakacji na okrągło, ale jednak trochę mnie wkurza brak elastyczności na obwodzie i wiecznie zawijające się ramiączka od stanika. Majtki i w tym komplecie – na propsie. No halo, falbanki tak? Może i trochę infantylne, ale nigdy nie będę miała pewności czy te krzywe miny to na widok mojego cellulitu, czy majtek z falbankami. Geniusz zła, co nie?

OGÓŁEM 7/10

Bijons po polsku – George

Czarno – złote cudeńko nadal możecie trafić jako nówkę na Vinted. Moim zdaniem – klasyka klasyk. Czarne bikini warto mieć, na wypadek, gdyby się okazało, że dostajecie zaproszenie na imprezę na pokładzie jachtu – nigdy nie wiadomo co się trafi. Musisztomieć, po prostu. Czuję się w nim trochę jak Bijons, trochę jak Tina Turner, a trochę jak pączek.

Stanik 80E/F, majtki 48. I znów, kompletna dzika karta. Miska leży super, ale brakuje mi trochę w obwodzie. Zwalam to na Ashley Graham, która kazała kupować bikini zawsze rozmiar mniejsze. Na kupowanie mniejszych majtek się nie odważam, ale stanik to zupełnie co innego. Stanik jest wiązany na szyi i to jest jego jedyny mankament. Mój biust waży swoje i powieszenie go sobie na karku na jednym cieniutkim paseczku to nie w kij dmuchał. Ale za to majtki, och, majtki to jest mistrzostwo! mają szerszy pasek, który można odwinąć, jeśli lubicie majtki do pasa. Ja bardzo lubię. Druga wersja, z paskiem wywiniętym jest trochę mniej oldschool. Do wyboru, do koloru. Bardzo wygodne.

OGÓŁEM 9/10

Święty grall bikini plus size

Niestety, nadal pozostaje poza moim zasięgiem. Jak widzicie na zdjęciach – nie jest idealnie, ale obiecuję Wam, że nie powstrzyma mnie to przed noszeniem ich publicznie. Chciałabym zwrócić Wasza uwagę na jedną rzecz – żadne z tych bikini nie było oznaczone jako plus size. To po prostu duże rozmiary w obrębie regularnych linii, co z jednej strony jest fajne, z drugiej jednak ma poważne wady.

W idealnym świecie ubrania na grubych ludzi skalowane są z głową. Nie, że dodajemy sobie po dwa centymetry wzdłuż i wszerz. Nie. Bierzemy pod uwagę, że na dużym biuście ubranie się podniesie i okaże za krótkie. Szyjąc ubrania plus size warto pomyśleć, że osoby noszące duże rozmiary mają całkiem sporo dających się przewidzieć wspólnych problemów. Np. wałki pod pachami. Jeśli obejrzycie sobie bikini TUTAJ, rzuci się Wam na pewno w oczy, że wszystkie mają znacznie szersze taśmy i fiszbiny – właśnie po to, żeby zbierać spod pachy to, czego u modelek w rozmiarze 34 nie ma. Niestety, żadne z moich bikini nie przewiduje, że mogę mieć z tym problem.

bikini plus size

Podsumowując, jeśli chcemy mieć idealne bikini, musimy się liczyć z koniecznością zainwestowania w nie konkretnej sumki.

Czy warto?

To pozostawiam Waszej ocenie, ja z pewnością zainwestuję w typowe fatkini choćby po to, żeby je dla Was porównać z tym, co jest dostępne u nas na rodzimym rynku.

Leave a Comment

Comments (21)

  1. Jezeli zainwestować i kupic coś w miare porzadnego polecam amerykańska firmę Torrid, piękne bikini plus size, jednakże można upolować coś super na aliexpres. 😉

  2. Wyglądasz jak milion dolarów, a flamingi skradły moje serce <3 Pamiętam, jak pojechałam na Krym dobrych kilka lat temu, znacznie więc chudsza niż jestem teraz (choć wówczas wydawało mi się, że… znacie? – znamy). Przesiedziałam kilka dobrych dni nad Morzem Czarnym, udając alternatywną siksę, której wcale nie rajcuje morze. A rajcowało jak nie wiem. Chciałabym móc powiedzieć, że teraz jest lepiej, ale chyba wcale nie jest. Patrzę na Ciebie i myślę: "Plus size? Jaki plus size, po prostu piękna, pewna siebie i dowcipna kobieta". A potem w lustro – i jestem nieco mniej szczodra w komplementach… Jakie to wszystko trudne.

  3. Wybieram pierwsze! Super w nim wyglądasz-krój i najfajniejsze kolory. Jeszcze trochę i 3 gracje wystąpią w bonprixowych bikini.nad jeziorem 🙂

  4. Piękne foty, jak dla mnie poziom perfekcjonizmu wystarczający (sama mam z tym problem… potrafię obrabiać zdjęcia godzinami) 🙂 Wyglądasz pięknie we wszystkich, ale najbardziej podobają mi się flamingi, a potem czarny 🙂 Zdumiewający ten rozstrzał rozmiarowy w stanikach, zwłaszcza to powiewające E. Jeśli szukasz kostiumów niekoniecznie powalających cenowo, to nasza polska Ava coś produkuje. Góry w bardzo szerokiej rozmiarówce, majty widziałam do 3XL. Byłam rok temu z wizytą w firmie i widziałam szycie zarówno bieliźnianych staników, jak i kostiumów – było bardzo kolorowo i neonowo 🙂 Ale flamingów niestety brak 🙁

    1. To musiała być frajda! Strasznie mnie interesują takie kulisy, tylu się można nowych rzeczy nauczyć!
      Z Avą się nie znam wcale, więc może to dobra okazja, żeby przełamać lody 😉
      Co do zdjęć to dziękuję, odrabiać zdjęć niestety nie umiem wcale. Czasami wymyślam, żeby się tego nauczyć, ale w sumie nigdy do tego nie dochodzi, więc publikuję nagą prawdę.

      1. Szkoda, że nie mogę służyć osobistymi wrażeniami z użytkowania bikini Avowskich, bo wakacje spędzam w górach, gdzie okazji do plażingu za bardzo nie ma, ale bieliźniane staniki są całkiem OK. Naga prawda zawsze na propsie, zwłaszcza jeśli uda się ją odpowiednio doświetlić 🙂

  5. Mieszkam nad morzem, czuję się więc w obowiązku poinformować, że możesz być spokojna. Idealnych ciał tu niewiele – większość to zupełnie niedopasowane i deformujące sylwetkę stroje kąpielowe (w końcu założymy je może trzy razy i znów trafią do szafy. Żal wydawać za dużo), boczki, wałeczki, rozstępy, cellulit, blizny, wystające kości, nieapetyczna gęsia skórka gdy wiatr zawieje i inne. Polskie plaże są demokratyczne, większość z nas nie wygląda tam, jak na rozkładówce Avanti 😀

    1. Niby to wiemy, a jednak większość kobiet, które znam przed wyjściem na plażę dostaje drgawek ze stresu.
      A to takie cudne jest, że ludzie mają różne formy!

      A co mieszkańcy “nadmorza” na roznegliżowane kolejki np. na poczcie w sezonie? 😉

  6. Flamingi kocham całym sercem!
    Jak Stanikomania wspomniała, stroje z Avy są fajne i niedrogie. Ja akurat mam bikini (trochę luźne w obwodzie, ale może to i lepiej bo fałdki się nie robią) i jest naprawdę wygodne, dobrej jakości.
    Jeszcze dodam, że wprawdzie modelką nie jestem, ale noszę rozmiar 34 i mam wałki pod pachami, które góra z Avy bardzo zgrabnie zbiera 😀

  7. Bardzo fajny tekst! I świetne podejście do plażowania.
    Co do cen kostiumów kąpielowych, to ja zaliczam je do rodziny staników 😉 co oznacza, że akceptuję stanikowe ceny, ale angażuję stanikowe metody kupna. W efekcie mam tankini Panache Monroe 85F, za które 7 lat temu zapłaciłam 300 zł w Dopasowanej (ale nadal w ten strój wchodzę!) i jednoczęściowy Fantasie Chicago V Neck 42DD kupiony trzy lata temu za 130 zł na ebayu.
    Plus mam kilka par wielkich majtek kupionych na ostatnich wyprzedażach za jednocyfrowe sumy. Które to majtki mogę założyć np. do bluzki na spacer po plaży jeśli moje “prawdziwe” kostiumy są mokre.

  8. A kto powiedział, że muszą być komplety? Masz trzy pary fajnych majtek (zwłaszcza czarne to rewelka), dokupujesz jeden czarny dobrze dopasowany stanik bikini z promo z UK (brastop, figleaves, czy inna stanikowa mekka), coby nie wkurzały za małe miski i zwijające się ramiączka i rządzisz!

  9. Jak potrzebowałam w zeszłym roku kostiumu nad morze to sobie z BP kupiłam tankini, takie czarne w grochy. Jezu, jak ja się bałam wyjść w dwuczęściówce na plażę! Mimo, że mi brzuch kryło (dodatkowo 7 miesiąc ciąży, więc generalnie wyglądałam jak hipek z piłką lekarską). No ale się odważyłam. Pamiętna tych rzeczy na lato w tym roku kupiłam sobie spodnie przed kolano (szortów szortów nigdy nie lubiłam) i mam nadzieję, że nie braknie mi odwagi, by je założyć… Chociaż Twój wpis o tym, że wyszłaś na ulicę i ludziom nie wypłynęły oczy nieźle motywuje 😀
    Przeczytałam sobie kilka Twoich wpisów i chętnie zostanę na dłużej 🙂

  10. Hej, jakoś przypadkiem wbiłem się na Twój blog i pozwolę sobie na uwagę: piękna i wesoła kobieta z Ciebie 🙂 🙂 🙂 i w dupie z resztą ! Pozdrawiam i życzę udanego plażingu ! Taniec genialny !

  11. Nie wyobrażam sobie kupowania dwuczęściowego kostiumu w Internecie, chyba że dokładnie taki sam model , jaki już mam. Przymierzenie stanika jest jeszcze bardziej niezbędne niż przymierzenie butów. Polecam dobry sklep brafitterski, tam znajdziecie stanik idealny, tyle że w niektórych przypadkach z majtkami może być gorzej, ale lepiej chociaż stanik mieć dobry, a majtki dokupić w sklepie dla plus size.

Hej, Syreno Lądowa!

Zostaw swój e-mail, a nie przegapisz ani literki! Zapisz się na pierwszą całkowicie ciałopozytywną listę mailową.

Chcę się zapisać do Syreniej Poczty Niekoniecznie Lądowej (możesz się wypisać kiedy tylko zechcesz. Jeśli zechcesz!).

FreshMail.pl