FreshMail.pl
jak polubić siebie - internet

fattitude

Sprawdzone sposoby jak polubić siebie – Internet. Jesteś tym, co jesz.

Mamy ogromną świadomośc tego, co jemy. Jako zaprawione w odchudzaniu grubaski, umiemy z marszu ułożyć tygodniowy jadłospis w wariantach 1200, 1500 i 2000 kalorii z dokładnością do 10. A czy ktokolwiek zwraca uwagę na to co wchłania przez oczy?

Kiedy planowałam cykl Jak Polubić Siebie, dzisiejszy wpis był pierwszym na mojej liście. Jest bardzo, bardzo ważny. Bardzo. Przeczytajcie go uważnie i zróbcie z tego użytek.

Ekspozycja Zajonca

Słyszałyście już kiedyś o efekcie czystej ekspozycji? To opracowana w 1968 roku teoria, autorem której jest prof. Robert Zajonc, wybitny psycholog społeczny. Mówi ona o tym, że im częściej mamy do czynienia z jakimś bodźcem, tym bardziej jesteśmy skłonni go polubić. Interesujące jest to, że proces takiego “oswajania” zachodzi bez udziału naszej świadomości.

W lutym 1967, na Uniwersytecie Stanowym w Oregonie przeprowadzono niebanalny eksperyment. Na jedne z zajęć uczęszczała osoba ubrana… w czarny worek. Przedmiotem badania była reakcja studentów, która z początkowo nacechowanej rezerwą do dziwaka, zmieniła się w sympatię, a nawet przyjaźń. Jeśli interesuje Was opracowanie Zajonca, znajdziecie je w internecie TUTAJ.

Czarna torba brzmi może trochę egzotycznie, ale na pewno macie w swoim otoczeniu osobę, której polubienie na początku wydawało się równie odległe, co dogadanie się z Czarną Torbą, prawda?

Ta prawidłowość nie dotyczy wyłącznie ludzi. Nasz mózg uczy się reagować na dostarczane mu bodźce. Kiedy małemu dziecku dacie znać, że coś jest niesmaczne, na pewno mu nie posmakuje. Stąd się bierze moda, z tego wynikają trendy i popularność różnych zjawisk. Każda z nas ma w sobie głęboko zakorzenioną potrzebę przynależności. Zupełnie nieświadomie chcemy tego, co mają inni. Idąc dalej tym tropem – chcemy wyglądać jak inni.

Depresja Instagramera

Jakiś czas temu internet obiegło badanie, mówiące o tym, że Instagram jest wśród przebadanej młodzieży najbardziej depresjogennym medium społecznościowym. Oglądając cudze piękne zdjęcia bardzo łatwo jest uwierzyć w to, że życie jest gdzie indziej. Inni mają lepiej. Mają piękne mieszkania, drogie zabawki, idealne ciała i życiowy sukces. Scrollujesz instagrama i im dalej w las, tym bardziej wierzysz w tego idealnego człowieka. Nie wstydź się, wszyscy tak samo dajemy się nabrać.

Kilka dni temu rozmawiałam z przyjaciółką, z którą dawno nie miałam okazji pogadać. Powiedziała mi, że wygląda na to, że mam teraz time of my life i wiecie co? Nic bardziej mylnego. Teraz jest mi ciężko. Nie wrzucam na Insta rachunków za ubezpieczenie auta, zdjęć kotów z kurzu siedzących po kątach i rosnącej codziennie hałdy prania. Nie spamuję przemoczoną kurtką i ubłoconymi butami, nie opowiadam o tym, że są takie dni, kiedy ledwie wystarcza mi sił na umycie zębów. I to też nie zawsze. To moja świadoma decyzja, nie chcę się żalić, nie chcę opowiadać jak jest ciężko. Szukam w tym wszystkim siły i przekuwam ją we wpisy na blogu. W świetle mojego późnojesiennego samopoczucia przekonanie o tym, że jestem na fali budzi mój uśmiech.

Wszystko to dowodzi jednego – kilka, a nawet niech będzie – kilkadziesiąt zdjęć nadal może nie dawać pełnego obrazu. Oglądamy w internecie cudze sukcesy i wydaje nam się, że takie na przykład schudnięcie 40 kilo to jest kaszka z mleczkiem. Wierzymy w to, że te usta są naturalne. Nie zastanawiamy się nad tym, ile wysiłku ludzie codziennie wkładają w to, żeby oszukać siebie i innych.

Codziennie udręczamy same siebie. Oglądamy w social media pozbawione kontekstu przebłyski, jak się nam wydaje, cudzego geniuszu. Ona ma, ona wygląda, tej to się wiedzie. Wejście na spirale zazdrości i frustracji jest starannie ukryte pod kawałkiem pomalowanej na zielono trawy. Hop i już nas nie ma.

Mogę się na ten temat wymądrzać, bo aktualnie sama się z takiej spirali wygrzebuję. Zapomniałam jak ważne jest bycie dla siebie samego kuratorem przyswajanych treści.

Robię porządki – odlubiam, ukrywam i przestaję obserwować rzeczy, które czuję, że mi szkodzą.

I to właśnie jest sedno dzisiejszego wpisu. Tego chciałabym, żebyśmy się wszystkie nauczyły.

Dieta wątróbkowa

Jak polubić siebie, skoro czały czas porównuję się do innych? Jeśli chcesz zrobić kolejny krok w kierunku zaakceptowania siebie, musisz zracjonalizować swoją internetową dietę. Odciąć wszystko to, co sprawia, że czujesz się ze sobą gorzej. Przestań bez końca przewijać na Insta zdjęcia dziewczyn, które żyją z bycia fit i dbania o siebie. Kota można dostać! Nie znam prawdziwych ludzi, którzy mają czas zajmować się tylko sobą. To znaczy znam, ale niewielu. Nikt nie wymienia całej szafy co kwartał. Połowa tych pięknych sylwetek na zdjęciach to bielizna modelująca. Te makijaże, te malownicze owsianki to wszystko są godziny pracy.

Nie chcę w tym uczestniczyć. Nie chcę się ciągle porównywać, liczyć lajków i krzywić za każdym razem, kiedy spojrzę w lustro. Dbaj o to, co wchłaniasz, bo mózg działa na skróty i im dłużej się w coś wpatrujesz, tym bardziej Ci się podoba. To bardzo ważne, nauczyć się segregacji informacji. Każda doba ma tylko 24 godziny, szkoda czasu na jedzenie błota. Wśród błotnej lawiny warto szukać perełek, które coś dają. Które nas rozwijają i pozytywnie stymulują. Nie chodzi przecież o to, żeby się zupełnie wyłączyć ze świata. Niech to, co Was wpędza w kompleksy i poczucie niższości będzie dla Was wątróbką* internetu.

Dobra wiadomość: Nie musicie jej jeść, jesteście już dorosłe.

* ja akurat wątróbkę lubię, ale statystycznie ma ona zdecydowanie zły PR

_________________________________

Photo by Julien Delaunay on Unsplash

Leave a Comment

Comments (5)

  1. Ula, ja z innej beczki. Twój wywiad u Kasicy zrewolucjonizował moje życie! Majtki! Dobre majtki! Tam się pojawia taka fraza, że jesteś za duża na rolujące się gumki… ja nie wiem, pewnie jestem debilem, ale mam prawie 42 lata i wciąż walczę z niedopasowanymi gaciami! I to zdanie walnęło we mnie jak bomba. Już dzisiaj zrobiłam czystki w szufladzie, większości majtek podziękowałam, a jutro zamierzam ruszyć w miasto w poszukiwaniu nowych. Kobieto, otworzyłaś oczy mojej głupocie!!!

    1. Katarzyno! Zapewniam Cię, że nie jesteś sama w tej sytuacji, u mnie to wyglądało bardzo podobnie – pewnego dnia wstałam i poczułam, że pora wywalić pół szuflady do kosza. Trzymam kciuki!

  2. Ciekawa sprawa z tą depresją instagramową, zawsze uważałem, że jest to zbiór w większości kiepskich zdjęć, ale widać się myliłem… O eksperymencie Zajonca nie słyszałem, ale bardzo mnie zaciekawił 🙂

    1. Zgadzam się, jest szalenie interesujący. Podlinkowany artykuł to nie jest jego jedyna praca w tym temacie, warto poczytać.

      Instagram… Wiesz, mam wrażenie, że sporo zaglądających na niego osób ma bardzo małe kompetencje do obsługi cyfrowego świata i trudność w rozdzielaniu ziarna od plew.

Hej, Syreno Lądowa!

Zostaw swój e-mail, a nie przegapisz ani literki! Zapisz się na pierwszą całkowicie ciałopozytywną listę mailową.

Chcę się zapisać do Syreniej Poczty Niekoniecznie Lądowej (możesz się wypisać kiedy tylko zechcesz. Jeśli zechcesz!).

FreshMail.pl