FreshMail.pl
moga blog plus size mała czarna

fatshion

Mała Czarna z twistem

Czy mała czarna plus size to nadal mała czarna?

Z tą małą czarną to było tak

Jest kilka takich kobiet, które pojawiają mi się w głowie, gdy pada hasło „Ikony stylu i kobiecego piękna”. Audrey Hepburn, Brigitte Bardot, Sophia Lauren, Monica Bellucci i Adele nie wyczerpują, rzecz jasna, tematu, ale teraz – kiedy Ty też zobaczyłaś je w swojej głowie – wiesz o czym mówię.

Jestem z pokolenia wychowanego na pierwszej kolorowej, potransformacyjnej prasie. Mała czarna była dla mnie zawsze symbolem statusu społecznego. Niekoniecznie własnego, oczywiście. Claudie i pierwsze Cosmopolitany tłumaczyły nastoletniej mnie, że ta czarna sukienka to coś, bez czego nie mogę się obejść. Symbol dorosłości i elegancji. Powiedzmy to sobie szczerze, proponowane przez nich fasony miały się nijak do tego, co dziś nazywamy stylem. Chodziło jednak o ideę.

Niekoniecznie ideał.

Mała czarna po mojemu

Czarną sukienkę firmy Lost Ink zamówiłam na Zalando z myślą o zbudowaniu looku inspirowanego Adele. Wśród blisko 150 czarnych sukienek plus size znalazłam tę, która najbardziej odpowiadała mojemu wyobrażeniu o stylu Adele. No i jak to się stało, że dzisiaj proponuję Wam coś zupełnie innego? Ano uaktywnił się czynnik ludzki – nie dopatrzyłam, że dół sukienki ma się do noszonych przez Adele fasonów nijak. No i tak oto stanęłam wobec wyzwania, bo sukienka okazała się tak ładna i takiej dobrej jakości, że nie wyobrażałam sobie zamieść tematu pod dywan.

Tego, że mała czarna to totalna klasyka nie trzeba nikomu powtarzać. Klasyka zaś ma to do siebie, że bywa… zwyczajnie nudna. Żeby nie powiedzieć babcina (no błagam, nie uwierzę, że istnieje na świecie kobieta poniżej 50 r.ż., która jest w stanie nosić perfumy Chanel No. 5!). Każda z nas ją zna i widziała w setkach wersji. Postanowiłam trochę zagrać z tematem. Przecież sednem zabawy z modą jest szukanie samej siebie, własnego stylu. Ubranie może być takim samym środkiem wyrazu jak pisanie, śpiewanie czy taniec. I dawać tyle samo radochy. To dla mnie stosunkowo świeże doświadczenie.

Tym, na co w sukience Lost Ink warto zwrócić uwagę jest wszyta w sukienkę szarfa. Zawiązana z przodu fajnie akcentuje talię i odwraca uwagę od brzucha, jeśli czujemy się z nim niekomfortowo. To taki sprytny sposób, żeby założyć sukienkę w fasonie bodycon i jednocześnie nie czuć się nago. Ta sama szarfa zawiązana na kokardę na plecach da fajny i odrobinę romantyczny detal. No tak, najlepsze riposty przychodzą do głowy na schodach. Wymyśliłam to teraz, szkoda, że już po zdjęciach.

Jest tylko jedna bardziej klasyczna stylizacja niż mała czarna. Jest to mała czarna i perły. Nie mogłam się oprzeć. Naszyjnik i kolczyki dodały całości lekkiej nutki vintage, mimo dosyć nowoczesnego kroju sukienki. Zastanawiacie się gdzie ten obiecywany twist?

Dodatkiem, który sprawia, że cała stylizacja robi się bardzo moja są buty. Zaprojektowane przez Vivienne Westwood szpilki open toe Lady Dragon z kolekcji Anglomania. Są takie… w sam raz. Trochę retro, bardzo seksi, obłędnie wygodne. Zasadniczo są to jedne z najwygodniejszych butów na obcasie, jakie mam. Czaszki to jeden z moich najulubieńszych motywów. Bardzo długo fakt posiadania czaszki mnie zwyczajnie przerażał. Ot, taki dziwny losowy fakt o mnie.

Tego konkretnego modelu już od jakiegoś czasu nie ma już w sprzedaży w oficjalnych kanałach, ale warto sprawdzić na Zalando, bo w swojej przepastnej ofercie mają też bieżącą kolekcję Melissy. I w tym miejscu nie mogę się powstrzymać, muszę to zaznaczyć – warto kupować tę markę u dużych sprzedawców. Melisski są podrabiane na tysiąc sposobów, a tylko oryginalne tworzywo, melflex, gwarantuje jakość i wygodę noszenia bez obtarć i podobnych rewelacji.

Clue mojego dzisiejszego wyboru jest swoboda w posługiwaniu się modowymi klockami. Zestawiajcie i przestawiajcie. Bawcie się ubraniami i szukajcie. Ubrania są dla Was. Wiem, my babki plus size całymi latami zżyłyśmy w przekonaniu, że noszenie to przykra konieczność. Oraz że istnieją ubrania duże i ubrania ładne. I że to są dwa odrębne zbiory, bez punktów wspólnych.

Dobra wiadomość – te czas się skończyły!

Sukienka – Lost Ink, z działu plus size w Zalando

Buty – Melissa

Biżuteria – I am, H&M

Leave a Comment

Comments (2)

  1. Hej, moja 20 letnia koleżanka używa wyłącznie Chanel No5 😉
    Ja jestem tuż przed 18 i używam różanych Elie Saab, które dostałam w prezencie. W pierwszej chwili, gdy je powąchałam aż się wzdrygnęłam. Przed oczami stanął mi koronkowy pokoik starszej pani.
    Nie mam pojęcia jak to się stało, ze zaczęłam ich używać ale pokochałam ten zapach. Często też słyszę, że jest śliczny i tak po prostu mój. Że znajomym kojarzy się ze mną, że nikt nie ma podobnych perfum, że tak uroczo pachną nim moje rzeczy.
    Teraz, gdy kończy mi się flakonik trochę załamkę łapię, bo nie wiem skąd wziąć hajs na następny 😉
    Klasyka jest niesamowita. Dobrze jest ją pokochać. Warto jednak urobić, żeby była naturalna, swobodna.
    Pozdrawiam serdecznie 🙂
    Ps.
    Świetnie piszesz, super się czyta <3

    1. Wooow, to dowód na to, że od każdej reguły są wyjątki 😊
      Mam z perfumami podobnie. Czak nagle przestaje mi się podobać jakiś zapach, innym razem dorastam do czegoś, o czym nigdy wcześniej bym nawet nie pomyślała. Dlatego warto szukać i testować różne rzeczy. Nigdy nie wiadomo, co akurat chwyci 😊

Hej, Syreno Lądowa!

Zostaw swój e-mail, a nie przegapisz ani literki! Zapisz się na pierwszą całkowicie ciałopozytywną listę mailową.

Chcę się zapisać do Syreniej Poczty Niekoniecznie Lądowej (możesz się wypisać kiedy tylko zechcesz. Jeśli zechcesz!).

FreshMail.pl