FreshMail.pl
gruby mężczyzna stoi na plaży z kołem ratunkowym przerzuconym przez ramię - body positive

Uncategorized

Promowanie otyłości – poradnik dla idiotów

Czyli o co chodzi z całym tym plus size i body positive

Byłam ja ostatnio, jak wiecie, w telewizji. W programie śniadaniowym, pomiędzy psem jedzącym z talerza przekąski lepiej zbilansowane niż moje, a papugą, której – w przeciwieństwie do mnie – szukała cała Polska, razem z Lady Pasztet miałyśmy sposobność porozmawiać o wizerunku kobiecego ciała i o naszych sposobach na kompleksy. Wizytę w studio oceniam pozytywnie. Wstydu nie było. Przyjemnie się rozmawiało i naprawdę interesująco było zobaczyć od środka moloch telewizji publicznej. Co by nie mówić o jej obecnej kondycji, jest to instytucja o imponującej historii. Na udział w Pytaniu na Śniadanie zdecydowałam się z uwagi na lekki i niepolityczny charakter formatu. Nie żałuję.

Myślę sobie, że to nie mogło się skończyć tak, żebyśmy wyszły tego dnia ze studia i nie padło pytanie o zdrowie. Za każdym razem, gdy plus size pod rękę z body positive pojawiają się w publicznej dyskusji ZAWSZE znajdzie się chociaż jedna osoba, która uprzejmie zapyta mnie o mój stan zdrowia. Och, jakże mnie to wkurwia!

Żyjemy w kraju, w którym przekraczanie pewnych zdroworosądkowych norm wobec kobiet jest usankcjonowane społecznie. Każdą ciężarną trzeba pogłaskać po brzuchu; każdej dawno nie widzianej koleżance powiedzieć, że schudła; każdą grubą zapytać czy aby nie ma problemów ze zdrowiem. Zupełnie, jakby moje zdrowie jako grubaski było interesem społecznym. Kiedy informuje publicznie, że to niczyja sprawa, w 80% przypadków pada do urzygania oryginalne

“A potem na leczenie takich jak Ty idą moje podatki!”

No. Idą jak jasna cholera, bo przecież wiadomo, że jak Ci się nagle zepsuje w organizmie coś istotnego to czekasz sobies spokojnie pół roku na wizytę u specjalisty. A nawet gdybym korzystała z państwowej opieki medycznej, to co?

Gówno.

(wybaczcie francuski)

Bo moje podatki też idą na wiele rzeczy, które mi się nie podobają. Idą na przepełnione przychodnie. Idą na zasiłki dla ludzi, którzy całe dni spędzają w bramie przy wątpliwej jakości trunkach. Idą na 500+, dzięki czemu inni mają wakacje, na które ja sobie nie mogę pozwolić. Na za małe emerytury, wiecznie dziurawe drogi, szkoły, do których trzeba stale dopłacać, a w których za moment będzie się uczyć kolejnej wersji historii nie mającej nic wspólnego z rzeczywistością.

I czy ja z tego powodu udaję się do internetu, zaglądać w tyłek obcym ludziom? Otóż nie.

Reprezentacja jest ważna

Jeśli masz nadwagę, wiesz o czym piszę. Jeśli nie masz, to po 1 – cieszę się, że czytasz; po 2 – zanim wyłączysz przeglądarkę, zatrzymaj się tutaj na chwilę refleksji.

Wszyscy potrzebujemy przykładu. Jeśli mi nie wierzycie, pożyczcie od kogoś dziecko, które jeszcze nie potrafi wiązać butów i spróbujcie mu wytłumaczyć co powinno zrobić ze sznurówkami, żeby mu nie spadały adidaski. Jeśli potraficie zrobić to bez pokazywania, to mam serdeczną nadzieję, że rozważacie karierę nauczyciela, bo właśnie takich ludzi brakuje w polskim szkolnictwie.

Albo posłuchajcie kogoś, kto bez prezentowania wytłumaczy Wam zawiłości łacińskiej fleksji. Bez przykładów rzecz jasna. Bo przecież przykłady są w tym akapicie odpowiednikiem wizerunku kobiet o ‘normalnych’ i pogrubionych sylwetkach w starych i nowych mediach.

Teraz rozumiesz?

Brak kobiet plus size w przestrzeni publicznej krzywdzi kolejne pokolenia przedstawicielek płci żeńskiej. Powiększa rozziew pomiędzy tym, co zwykle widzą w domu, a tym, co pokazuje internet, telewizja i kolorowe magazyny. Powiedzmy to sobie szczerze, statystyczna Polka nie wygląda jak Lewandowska. Brak kobiet plus size w przestrzeni publicznej daje złudne wrażenie, że nas nie ma.

Cieszę się, że temat wizerunku kobiecego ciała staje się przedmiotem coraz szerszej dyskusji. Tu okładka Wysokich Obcasów, tu program na Polsacie, tu znów blogi plus size rosnące jak grzyby po deszczu. Oczywiście można to wszystko zwalić na koniunkturę i żądzę pieniądza. (Może mi ktoś wyjaśni co jest takiego złego w tym, że ludzie zarabiają pieniądze. Rzucam wyzwanie!) Można też dołączyć do dyskusji jak cywilizowany czowiek i budować coś naprawdę dobrego.

Whack-a-fatty

Czuję się czasami jakbym siedziała w tej grze, w której trzeba walnąć w głowę kreta wystawiającego łepek z dziury. Gdziekolwiek pojawia się rozmowa o samoakceptacji, walce z kompleksami i odmowie podporządkowania się kanonowi fit-urody, tam pada “BO TY PROMUJESZ OTYŁOŚĆ!!!!111 TO JEST CHORE!!1”

No to korzystając z tego, że stoję na własnej ambonie, wyjaśnię, o to chodzi z tym promowaniem otyłości

TYM, o co walczę w ramach mojej blogowej (i nie tylko) działalności jest SAMOAKCEPTACJA

NIE

– wieczne samozadowolenie

– głębokie przekonanie o własnej doskonałości

– bezczynność

– lenistwo

– popadanie w chorobę

TAK

– pokochanie i zrozumienie swojego ciała

– dbanie o swoje ciało

– dobre samopoczucie

– pozbycie się lęku przed przebywaniem w przestrzeni publicznej

– porzucenie przekonania, że cały świat żyje tylko po to, by Cię oceniać

W ciałopozytywnym plus size nie chodzi o robienie z siebie skończonego ideału i siadanie na własnych rękach.

CHODZI O ŻYCIE BEZ STRACHU

Chodzi o pozwolenie sobie na popełnianie błędów i robienie tego, na co mamy ochotę.

Chcesz iść na siłownię, ale boisz się, że ktoś na widok wieloryba w leginsach będzie sobie robił kretyńskie podśmiechujki? Ja też. Siedzi to w nas głęboko. Ten strach, że ciągle nas ktoś obserwuje: liczy, ile zjadamy; krytycznie ocenia to, jak wyglądamy; szufladkuje, choć nawet nie wie, jak mamy na imię, nie mówiąc już o długiej drodze, jaką każdy człowiek musi przejść.

Jasne, łatwiej się pośmiać z grubasa. Powiedzieć mu, że jest leniwy i chory. Prawdopodobnie do tego jeszcze całkiem głupi, bo nie wie nawet jaką sam sobie robi krzywdę. Łatwiej jest ryknąć o promowaniu otyłości, niż przez chwilę posłuchać, albo poczytać ze zrozumieniem. Zastanowić się chwilę, czy moje zdanie w dyskusji, w której nie mam nic ciekawego do powiedzenia, na pewno powinno zostać upublicznione.

Jeszcze by to, nie daj buk, zburzyło to przekonanie, że żeby być wartościowym człowiekiem, trzeba spełniać standardy.

Jakie?

Tego nie wiem.

Leave a Comment

Comments (23)

  1. Nigdy nie spytałam grubej osoby o zdrowie (chudych, ani tych ewidentnie chorych też nie pytam, póki nie jesteśmy dobrymi znajomymi i nie jest to uzasadnione.)
    Nigdy nie śmiałam się na siłowni z grubej dziewczyny, raczej podziwiam, że przyszła, choć może jest jej ciężej.
    Nigdy nie dokuczałam grubej osobie, która je niezdrowy obiad, nawet nigdy mi to nie przyszło do głowy – jak już, to pomyślę wtedy, że przynajmniej je co lubi i się nie przejmuje.
    Widok grubych bab w szortach, kusych kieckach ani tym bardziej bikini na plaży nie robi na mnie żadnego wrażenia. Nie każdy musi być piękny.

    Nie zgadzam się natomiast i nie zgodzę nigdy z propagowaniem twierdzenia, że otyłość nie jest niezdrowa. Ty – Ula – piszesz, że nic Ci nie dolega. To super, ale masz szczęście, którego nie ma wiele innych kobiet. W większości przypadków otyłość prędzej czy później doprowadzi do cukrzycy typu II, a wcześniej przerodzi się, lub zaostrzy przebieg takich chorób jak PCOS i insulinooporność.
    Tak – są to choroby, które uważane są za przyczynę otyłości i wiele kobiet mówiących “jestem gruba bo jestem chora” ma właśnie je na myśli (do tego zestawu dochodzi jeszcze niedoczynność tarczycy i Hashimoto).
    Ale te same choroby tracą na zjadliwości, kiedy uda się zrzucić wagę. Nagle problem maleje, lub znika.
    Uważam więc, że powtarzanie haseł w rodzaju “znam grubych ludzi, którzy są zdrowi i chudych, którzy są chorzy, a zatem nie można wiązać otyłości z chorobami” – jest bardzo szkodliwe.

    1. Myślę, że każda otyła osoba zdaje sobie sprawę czym to grozi.Tylko nie zawsze może coś skutecznie na to poradzić.Patrząc jak Ula cudownie tańczy, z gracją i gibkością myślę, że sport nie jest jej wrogiem.Wierzę, że nie objada się niezdrowo.I niestety nie zajadając się można być grubym.Dostęp do endokrynologa i dobrego dietetyka graniczy w naszym kraju z cudem.Zresztą patrząc na siebie musiałabym sobie dożywotnio odmówic zupełnie słodyczy, ziemniaków, chleba i zywic się eko.Szczerze mówiąc nie mam na to ani czasu, ani pieniędzy,Wiem, że moja figura zdrowia mi nie daje – ale na Boga nie chcę wysłuchiwać niewybrednych komentarzy panienek lat 20, które o zwolnionym metaboliżmie w moim wieku g… wiedzą.Których życie kręci się wokoło własnego wyglądu i dla których już noszenie rozmiaru 38 jest fe, błe i ohydne.Gruby jest idealnym chłopcem do bicia i wpędzania w kompleksy.Do wytykania palcami i niewybrednych netowych komentarzy.Drodzy fani zdrowia, zatroskani tym , że grubasy rujnują NFZ – w Polsce KILKA MILIONÓW LUDZI pali papierosy.Truje siebie, swoje rodziny i bezczelnie pali na ulicach , balkonach, klatkach schodowych.Kilkadziesiąt tysięcy umiera z tego powodu na choroby nowotworowe i krążenia…jakież to pole do ewangelizacji prozdrowotnej.TO JEST PRAWDZIWE REALNE ZAGROŻENIE ZDROWIA – NIE TYLKO OSOBY PALĄCEJ.

    2. Sęk w tym, że ja nigdy nie nigdzie, że otyłość jest zdrowa.
      Piszę o tym, że akceptacja nieidealnego wyglądu jest zdrowsza, niż siedzenie w domu i zamartwianie się fałdami.
      Zdrowiej jednak jest nie gardzić sobą i nie bać się pójść na siłownię.

      Niezdrowe jest natomiast pomijanie milczeniem smutnych konsekwencji popularnych diet. O tym nikt nie mówi.

      1. Zgadzam się, co do tego, że promowanie diet-cud jest bardzo szkodliwe.

        I zgadzam się również, czego zapomniałam napisać wcześniej, że pytanie otyłej osoby o zdrowie to chamstwo.
        Aczkolwiek, sama będąc trochę po drugiej stronie barykady, spotykałam się też z głupimi tekstami grubych dziewczyn, które widząc że jem sałatkę (bo np. reszta obiadu grzała się jeszcze w mikrofalówce) komentowały “Ojojoj biedactwo, i ty się tym najesz? Współczuję ci.”.

        Powiedziałabym po prostu, że ludzie bez klasy są po obu stronach.

        1. Choćbym nie chciała, to muszę się zgodzić.
          Hasła w stylu “prawdziwe kobiety mają krągłości” wkurzają mnie i smucą tak samo, jak nazywanie wszystkich grubych obrzydliwymi i chorymi.
          Tak być nie powinno. Empatii brakuje po obu stronach.

    3. Podpisuję się każdym dostępnym mi członkiem. Nadwaga i otyłość zaburzają homeostazę organizmu, niezależnie od tego, jak pozytywny byłby zwrotny przekaz od osób z tej grupy. Nikogo nie powinno interesować, w jaki sposób gospodarujesz swoim ciałem, w niczyjej gestii (za wyjątkiem ekspertów) nie powinna leżeć nachalna perswazja, ale stanowczą nieprawdą jest, że problem nie istnieje, nawet jeżeli personalnie to nie jest mój problem. Cały ruch body positivity uważam za bardzo istotny i ważny w mainstreamowym dyskursie, ale zdecydowanie nie powinien się on opierać na argumencie zdrowotnym. Nadwaga i otyłość powodują choroby, nie powinny być jednak powodem do nienawiści czy braku akceptacji swojego ciała.

  2. Mnóstwo ludzi żyje niezdrowo. I chudych i grubych i tych pomiędzy.
    Ludzie niedosypiają, stresują się, przesadzają z alkoholem, palą, przepracowują się, wdychaja spaliny, mało się ruszają.
    Trzech czwartych tych niezdrowości zwyczajnie nie widać. Grubość widać i dlatego osoby grube dostają po głowie, że “żyją niezdrowo”. Pod tą szlachetną troską bardzo płyciutko kryje się kryterium estetyczne. Szczupłej lasce mało kto wypomni trzecią w tygodniu pizzę. Smukłemu facetowi nikt się nie przyczepi, że siedzi na zadku i popala pety.

    Bo jakoś w czarodziejski sposób szlachetni zatroszczeni przypominają sobie, że jechanie po ludziach i czepianie się ich sposobu życia jest niekulturalne i niegrzeczne. Przy ludziach grubych dotyka ich wybiórcza amnezja i maniery idą w kąt.
    Fascynujące.

      1. A mnie jeszcze dodatkowo wpienia, jak taki wujek dobra rada sugeruje, że przecież ZAWSZE można więcej ćwiczyć i zdrowiej i mniej jeść, i to cwiczyć i mniej jeść powinno w naszym życiu być absolutnym priorytetem. Pal licho zainteresowania, randki w kinie z ukochaną osobą, działalność dobroczynną, czytanie książek i co tam kto w życiu lubi robić – po pracy wio na jogging / siłkę / aerobic przegryzając chudym selerem. Najlepiej codziennie bo umówmy się, raz-dwa w tygodniu to zazwyczaj za mało, żeby jakos spektakularnie tłuszcz spalić, no a przecież to powinien być nasz nadrzędny cel w życiu!

        1. Nawet nie to, że pal licho. Po prostu inne zainteresowania czy aktywności nie są dopuszczalne.

          Nie może być przecież prawdą, że ktokolwiek może być gruby I zadowolony jednocześnie 😯

          1. Tak mi sie ta nasza dyskusja przypomniała po przeczytaniu wpisu u Malviny-Pe “Co mi dało niebieganie” – w skrócie, kobieta wskutek kontuzji musiała zaprzestać forsownych treningów i ze zdumieniem stwierdziła, że ma dużo więcej czasu i energii na inne lubiane aktywności. No, potwierdza się, że czasami nie da rady robić wszystkiego i sport za wszelką cenę to nie jedyny sposób na udane życie – plus ciężko autorkę, tłukącą maratony nazwać “szukajacym wymówek grubasem”, khe, khe 😉

  3. Słuszny głos w słusznej sprawie.

    Kto nie był po obu stronach „barykady” ten nie zrozumie. Szczupłe kobiety nie zrozumieją tych przy kości. Ciekawym przykładem z mojego życia jest pewien wieczór panieński, na który nie poszłam. Strojem obowiązkowym byla tiulowa mini i biała bokserka… Probowałam wytłumaczyć, dlaczego to nie jest dobry pomysł. Dziewczyny patrzyły na mnie jak na osobę z innej planety. Tego uczucia wykluczenia nie da się opisać.

  4. Obejrzałam materiał z PnŚ i widziałam to zirytowanie pytaniem o zdrowie, taka szpileczka! Podobała mi się ta reakcja, bo nie taki był temat Waszej rozmowy 😀

  5. Piszesz, życie bez strachu….że o to chodzi….No ale społeczeństwem kieruje się przy pomocy strachu właśnie. I to wszystko tłumaczy.

  6. Każdy z nas identyfikuje się przez pryzmat jakiejś naszej cechy. Jedni się identyfikują ze swoim wiekiem, inni z wykonywanym zawodem, jeszcze inni z faktem posiadania potomstwa. Uważam, że to niesamowicie smutne, że Autorka tego bloga identyfikuje się przez pryzmat swojej otyłości. Powiesz, że wcale nie? Pierwsze zdanie w opisie brzmi “to jest blog plus size”. Chodzisz do telewizji, żeby opowiadać o tym, że masz nadmiar tłuszczu w ciele? Ludzie mają różną budowę ciała i różny metabolizm. Ale żeby budować swoje życie i wizerunek publiczny na byciu grubym? Wybacz droga Autorko, ale nie uważam tego za normalne zachowanie. Identyfikowanie się przez pryzmat bycia grubym (plus size to zwykły eufemizm) nie świadczy o samoakceptacji.

    1. Agnieszko, stawiasz śmiałe tezy na podstawie jednego tekstu. Uważam, że dyskutowanie z kimś, kto nie przyszedł rozmawiać, a jedynie wyrecytować swoją opinię nie na sensu.
      Wybacz, droga odwiedzająca, że nie wezmę sobie twojej wnikliwej psychoanalizy do siebie.

    2. Ten blog jest poświęcony jednemu, bardzo konkretnemu aspektowi życia. Który ma konotacje społeczne, emocjonalne, biologiczne. Który czyni człowieka widoczną grupą, traktowaną inaczej i zwykle gorzej niż pozostałe. Dlaczego miałoby nie mieć bloga poświęconego temu aspektowi?

      I jeszcze jedno – skąd pomysł, że skoro ktoś prowadzi bloga o byciu grubym, to wyłącznie w ten sposób się identyfikuje? Gdybym prowadziła bloga społecznego o byciu feministką, to czy znaczyłoby to, że poza tym nie istnieję? Trudno prowadzić więcej niż jeden blog naraz. Choćby się: kochało koty, grę w planszówki, chodzenie po górach, pisanie sonetów w językach ugrofińskich.

      Tl;dr. Ludzie identyfikują się z mnóstwem rzeczy. Równocześnie. Często równie mocno.
      A grubi ludzie są w naszym społeczeństwie grupą, która obrywa po głowie. Wspieranie grup dykryminowanych nazywasz nienormalnym?

  7. Dziękuję za ten wpis. Kiedyś byłam bardzo szczupła, momentami nawet chuda (a i tak wiecznie chciałam się odchudzać, bo przecież wciąż jeszcze miałam wystający brzuch, a wiadomo: płaski brzuch = nigdy niekończące się szczęście 😉 ), potem pojawiły się problemy z hormonami – hiperprolaktynemia, Hashimoto, waga plus 20kg. Latanie po lekarzach i te ich wymowne spojrzenia, sugerujące, że na pewno za dużo jem. Pamiętam tę żałosną kupkę nieszczęścia. Wstydziłam.się bardzo i tak samo bałam się spotkać kogoś znajomego, więc zrezygnowałam ze spotkań, a na końcu w ogóle z wychodzenia z domu. Potem udało mi się schudnąć, potem znów przytyłam – czy to wpłynęło na poziom szczęścia? Nie. Co najwyżej mniejszy problem z akceptacją siebie. Ale ciało to jedno. Może być idealne. Co z tego, gdy w głowie masz cenzora, który i tak nie pozwala cieszyć się życiem? Myślę, że akceptacja ze strony wszystkich ludzi świata nic nie da, jeśli sama nie polubię siebie.

Hej, Syreno Lądowa!

Zostaw swój e-mail, a nie przegapisz ani literki! Zapisz się na pierwszą całkowicie ciałopozytywną listę mailową.

Chcę się zapisać do Syreniej Poczty Niekoniecznie Lądowej (możesz się wypisać kiedy tylko zechcesz. Jeśli zechcesz!).

FreshMail.pl