FreshMail.pl
dwóch mężczyzn - chudy i gruby ilustrują weightism

fattitude

Weightism. Komu śmierdzą grubaski?

Kiedy w zeszłym tygodniu po raz kolejny otrzymałam zaproszenie do studia telewizyjnego, tym razem do materiału na temat weightismu, musiałam zrobić krótki rachunek sumienia. Jak to jest z tymi grubasami? Czy naprawdę jesteśmy tak dyskryminowani, żeby opowiadać o tym w telewizji?

Czułam, że temat wypłynie, kiedy na początku tygodnia przeczytałam artykuł opublikowany przez Poradnik Zdrowie. Przyznaję, że czytałam go z dużym sceptycyzmem. Bardzo dużym sceptycyzmem. Tekst jest zbyt nacechowany emocjonalnie, żeby mógł uchodzić za obiektywny, nie pojawia się w nim ani słowo na temat tego skąd pochodzą wypowiedzi anonimowych grubasów. Bo nie wiem jak dla Was, ale dla mnie “Krzysztof, rolnik” to nie jest wartościowe źródło. Wskoczmy jednak na chwile w tekst, bo znajdujemy w nim takie cukiereczki jak:

Barbara, nauczycielka, wróciła ze sklepu bez zakupów. Tuż pod domem kilkoro dzieci, które znała z sąsiedztwa zniszczyło jej torbę, krzycząc, aby “mniej żarła”, to schudnie.

Karolina, studentka, nie dostała od ginekologa recepty na środki antykoncepcyjne. Lekarz spojrzał z obrzydzeniem na jej 25 letnie ciało z 20 kilogramami nadwagi i powiedział, że i tak nie będą jej potrzebne, “bo żaden facet nie dotknie takiej tłustej świni”.

Czy

Janusz, rzemieślnik, został przetransportowany do szpitala dzięki pomocy strażaków. Ułożyli jego 200 kg ciało na brezencie, wyciągnęli z domu i przenieśli na specjalną platformę przeciwpożarową. Janusz leżał przez 6 tygodni na Oddziale Intensywnej Terapii. Na podłodze. Łóżka dla niego nie było. Jest jednak wdzięczny lekarzom, że się nim zajęli i z zaangażowaniem leczyli.

Ja, grubas

Do tego typu sensacyjnych doniesień zawsze podchodzę z dystansem. Za bardzo przypominają mi faktowe sensacje w stylu Nie śpię, bo trzymam kredens czy Od trzech lat chodzi boso, bo kot konkubiny sika mu do butów. Nie wierzę w internetowe dziennikarstwo, bo dokument tekstowy jest jeszcze bardziej wytrzymały niż papier i przyjmie naprawdę wszystko. Pisanie do internetu nie wymaga żadnego zawodowego przygotowania oraz żadnej weryfikacji napisanych słów z prawdą.

Jestem daleka od hurraoptymizmu, ale i równie obce jest mi przekonanie, że grubi ludzie są zbiorowo szykanowani. To nie jest tak, że tylko nas spotykają przykrości. Że tylko na naszej drodze stają ludzie, którzy są zwyczajnymi dupkami. Z trzeciej jednak strony nie mogę udawać, że funkcjonując w sieci nie spotykam się ze zjawiskiem cyberprzemocy na tle mojej wagi. Pamiętacie tę awanturę, która wybuchła po tym jak publicznie wywołałam do odpowiedzi dziewczynę, która moim zdjęciem zilustrowała wywód o tym, jak bardzo nie znosi grubych ludzi, a już takich, którzy mają czelność być grubi i zadowoleni z siebie to już kompletnie nie idzie wytrzymać?

Weightism – Jak o nim mówić?

Jak to wszystko połączyć, żeby o wagizmie (polska wersja jakoś lepiej brzmi, niż ten obcy weightism) mówić z rozsądkiem i umiarem? Nie wyjść na płaczliwą grubaskę, która maże się w telewizji, bo ludzie jej nie lubią, lecz jednak zwrócić uwagę widzów na tę istotną kwestię? No jak?

Uczenie ludzi elementarnej wrażliwości na cudzą odrębność to w naszym pięknym kraju orka na ugorze. Ludzie nie potrafią nauczyć dzieci szacunku do innych z bardzo prostego powodu – sami ich nie szanują. Nie potrafią poprowadzić kreski od A do B, żeby spojrzeć na świat z perspektywy trochę szerszej, niż własne podwórko. Liczą się tylko własne osiągi, lajki, złotówki i inne cyferki. Tymczasem z dyskryminacją z powodu wagi spotykamy się codziennie.

Anty żarcik

Z Antyradiem mam dość trudną relację. Z jednej strony grają moją muzykę, z drugiej strony poranny program, którego godziny emisji przypadają akurat na moment, kiedy jadę samochodem do pracy ustawicznie zagotowuje mi krew. Chodzi mi konkretnie o przaśne żarciki prowadzących. O Ciechanie porównującym kobiety ważące powyżej 100kg do wagonów warszawskiego metra kiedyś już było. W minionym tygodniu nagrodę za najbardziej żenujący i dyskryminujący żarcik był Skiba.

Rzecz dotyczyła porównania dwóch aktywności fizycznych – pakowania na siłowni oraz tańca. Chodziło o to, że taniec – oprócz poprawy kondycji fizycznej – przynosi też dodatkowe korzyści w postaci treningu mózgu. I tu oczywiście wujaszek Skiba musiał pryknąć pachą, podkręcić wąsa i powiedzieć, że ho ho ho, do tego jak się tańczy z ładną partnerką to w ogóle super, bo nie dość, że się pięknie rusza, to jeszcze przyjemnie pachnie. Chyba, że – ho ho – waży 150 kilo, to wtedy – he he – zapachem po wysiłku dorównuje karkom z siłowni – hu hu.

No kurwa.

Opowiedziana przez Skibę krotochwila jest żenująca na tak wielu poziomach, że nie wiem nawet od czego zacząć. Bo może trzeba mu dać w ryj, a może ona NAPRAWDĘ nie wie, że kobiety pocą się podczas wysiłku fizycznego dokładnie tak jak większość ssaków? Co z tym fantem zrobić? Poddać społecznemu ostracyzmowi czy może lepiej odesłać do 5. klasy podstawówki, żeby nadrobił rażące braki w elementarnej edukacji?

Możesz być, jaka chcesz, bylebyś nie była gruba

Jest to taki tekst, który w charakterze żarciku często sobie powtarzam z moimi koleżankami z plus size bagienka. Jest to, na swój sposób, wyraz bezradności. Bo wiecie co? Jest mnóstwo ludzi, którzy naprawdę tak uważają. Mogłabym ustawicznie łamać prawo, głodzić się, hobbystycznie mordować małe kotki, a i tak nie byłabym gorsza, niż pierwszy lepszy grubas.

Bo przecież to, że jestem gruba świadczy o tym, że jestem leniwa, nie mam kontroli nad swoim ciałem, jestem głupia, bo nie wiem, że cukier mi szkodzi. Gorzej nawet, bo jeszcze mam czelnosc podejmować temat otyłości publicznie i przekonywać, że do dobrego życia nie trzeba się odchudzać ergo stanowię publiczne zagrożenie dla zdrowia ogółu.

Tylko że nie.

Mam prawo się nie odchudzać. I Ty też – jeśli nie chcesz, nie musisz podlegać głupim modom i robić sobie krzywdy tylko po to żeby wujaszek Mirek ramię w ramię z wujaszkiem Skibą nie nabijali się z Ciebie i nie mówili publicznie, że śmierdzisz. Mamy prawo do tego, żeby żaden Sklepowicz nie mówił o nas nie ruchał bym tego. I do tego, żeby nas to wkuirwiało też mamy prawo.

Cieszę się, że temat wjechał na salony i staje się częścią publicznej dyskusji. Jestem wdzięczna, że mogę w tej dyskusji uczestniczyć. Obiecuję nie składać broni, Wy zaś obiecajcie mi, że będziecie uważać na to, co wysypuje się z Waszych ust i spod palców. My też mamy skłonność do stawania w roli oprawcy. Pamiętacie?

Leave a Comment

Comments (6)

  1. Heh. Czyli mister Skiba, oprócz braku elementarnej empatii, ma też solidne braki w wiedzy. Wiedzy o fizjologii wysiłku.
    Paradoksalnie, to osoby sprawniejsze fizycznie w sensie wydolnościowym (bardziej wydajny układ krążeniowo-oddechowy) pocą się obficiej przy tym samym wysiłku. Męczą się mniej, między innymi dzięki sprawniejszemu chłodzeniu, uzyskanemu właśnie przez pocenie. A ich masa nie ma tu wiele do rzeczy. Wyżyłowana maratonka będzie pocić się tak samo jak solidna zapaśniczka. Z tancerek towarzyskich, składających się głównie z nóg i kamieni Swarowskiego leje się równie mocno jak z kajakarek.
    A zapach potu, szanowny Skibo, jest kwestią idywidualną i zależną od: genów, palenia papierosów, picia alkoholu, i rodzaju jedzenia. *Nijak* się ma do masy.

      1. Choćby miał talię Fassbendera, nogi mojego męża i zadek baletmistrza, to takie połączenie braku wiedzy z brakiem empatii czyniłoby go dalej tępym bucem. Teraz też jest tępym bucem, niezależnie od swojej tuszy, urody i wydolności fizycznej.

        Radosne przekonanie, że inni ludzie są czymś w rodzaju dekoracji krajobrazu, więc jeśli nie spełniają osobistych wymogów Buca Paczającego to mają się schować, wkurza mnie potwornie.

  2. Ula, ja bym napisała do ANTYRadia maila. Bo to, co opisujesz, jest kurwa mać (bez przeprszenia), obrzydliwe. Prędzej posłuchają blogerki z sukcesami niż pojedynczego głosu urażonej słuchaczki/słuchacza.

    Dzięki za ten tekst.

Hej, Syreno Lądowa!

Zostaw swój e-mail, a nie przegapisz ani literki! Zapisz się na pierwszą całkowicie ciałopozytywną listę mailową.

Chcę się zapisać do Syreniej Poczty Niekoniecznie Lądowej (możesz się wypisać kiedy tylko zechcesz. Jeśli zechcesz!).

FreshMail.pl