FreshMail.pl
walczę wciąż

fattitude

Dlaczego nie mam wyjścia?

Dlaczego muszę schudnąć?

Dopasować się do cudzej wizji, przyciąć do obrazka. Dlaczego ilekroć temat body positive w kontekście plus size wypływa w mediach, zaraz jest nazywany promocją otyłości.

Nikt nie nazywa kolorowych magazynów promocją nierealistycznego ciała, reklamy mcdonald’s promocją obżarstwa, a butów na obcasie promocją skoliozy (no dobra, nazywa, ale nie budzi to nawet w połowie tak dużego oburzenia, jak grubaska mówiąca, że jej ze sobą dobrze). Dlaczego to zawsze musi być ta biedna gruba dziewczyna?

No oczywiście. To łatwy cel. Nie obroni się skutecznie – lata utrwalania konkretnego kanonu piękna wyryły na nas swoje piętno. Bycie pod linijkę z tym wyobrażeniem uważamy za swój obowiązek. Moja wina, ze nie jestem tak szczupła jak ustawa przewiduje. Mea maxima culpa.

Idealna zawsze gdzieś indziej

Kiedy gruba dziewczyna mówi, że walczy, że się odchudza i ćwiczy, to jest ok. Oklaski, aplauz i publikacja zdjęcia przed i po u Ewy Chodakowskiej. Jakby jedyną społecznie akceptowalną formą grubasostwa była nienawiść do samego siebie i zawzięta walka o zmianę. Ale niechaj ta sama dziewczyna mówi, że lubi siebie. Że ćwiczy dla siebie. Że cieszy się życiem, i tym, że jest właśnie tu gdzie jest. O ho ho – zaczyna się burza z piorunami.

Bo każdy wie lepiej, że przecież ona w sekrecie chce schudnąć i tylko udaje, że tak jej ze sobą dobrze. Że musi być chora, bo przecież każdy grubas jest chory i robaczywy na wskroś. To przecież nieprawdopodobne, żeby i być grubym, i lubić siebie, i cieszyć się zdrowiem. Te zbiory się przecież wzajemnie wykluczają!

W moim plus sajzowej bańce

Uważam się za pełnowartościową obywatelkę internetów. Żyję w swojej informacyjnej bańce (fejsbuk nie zostawia nam wyboru). Ponieważ w ulubionych mam dziesiątki stron z plus size w podtekście, w dobrym tonie – wedle algorytmów FB – jest podsuwać mi info o odchudzaniu.

Obserwuję ostatnio wysyp grup wsparcia. Nic złego, sama należę do kilku i muszę przyznać, że na tle publicznych i masowych grup stanowią one ostoję rozsądku i kultury. Bardzo to dobrze, że my, dziewczyny, się organizujemy. Nadszedł taki czas, że to ważniejsze, niż kiedykolwiek przedtem. Ale jak sobie tak czytam, to mam czasem wrażenie, że owe grupy to świątynie samoudręczenia. Raporty z wagi – codziennie (nie da się nadążyć, słowo). Spowiedzi, czym która zgrzeszyła. No nie wiem, nie jestem osoba religijną, ale niespecjalnie umiem sobie wyobrazić sernik jako grzech.

Czego mi tam, w Was, w nas, brakuje, to szacunek do samej siebie, zdrowy rozsądek i wdzięczność, że mamy ciała, które mimo kilku – często wyłącznie w naszej opinii – defektów niosą nad przez życie.

Powiększ

mój wielki tyłek to mój wielki ambasador

Nike.com

 

Korzystając z refleksyjnej natury jesieni, chciałabym Wam zadać taką pracę domową:

Siądź sobie a ulubioną herbatą/kawą, weź kartkę papieru i coś do pisania, głęboki wdech i wypunktuj 5 rzeczy, które cenisz w swoim ciele.

Zastanowiłam się nad tym sama, i oto, co mi wyszło:

  1. Ładnie się rusza w tańcu i poddaje włożonej w to pracy
  2. Duże i silne mięśnie, wrzucę na półkę w pociągu walizkę bez niczyjej pomocy
  3. Produkuje ładne włosy, nawet jeśli nie zawsze dokładnie tam, gdzie by chciała
  4. Długie nogi, które nie zawsze umiem wyeksponować
  5. Silne plecy i kręgosłup, które pozwalają mi na wygłupy

A Ty? Co napisałaś na swojej kartce?

Podzielisz się ze mną?

[sgmb id=”1″]

Leave a Comment

Comments (4)

  1. Fajnie, że o tym wspomniałaś. Wszystko trzeba robić z umiarem… łącznie z odchudzaniem. Bo, która z nas nie jest na jakiejś diecie? Trzeba cieszyć się tym, co się ma i dbać o to, jak tylko się umie najlepiej. A łatwo o tym zapomnieć oglądając wyidealizowany obraz kobiety w mediach.

  2. Tak! Koniec z terrorem odchudzania. Mam wrażenie, ze teraz każda obowiązkowo musi być na diecie. Nawet te szczupłe, żylaste, kościste. Właśnie nie jedzą glutenu, kartofli, ciastek….i jeszcze są oburzone, że ja wcinam na obiad tortoletkę. Na te ich święte oburzenie odpowiadam: ja nie muszę się odchudzać. Ponieważ przecież większość z nas nie musi!
    Pracę domową zrobię w domu 😉

    1. Strasznie to jest irytujące – szczególnie ta, jak piszesz, inspekcja obiadu okraszona komentarzem. Jakby pilnowanie własnych spraw było wysiłkiem ponad ludzkie możliwości 😉

Hej, Syreno Lądowa!

Zostaw swój e-mail, a nie przegapisz ani literki! Zapisz się na pierwszą całkowicie ciałopozytywną listę mailową.

Chcę się zapisać do Syreniej Poczty Niekoniecznie Lądowej (możesz się wypisać kiedy tylko zechcesz. Jeśli zechcesz!).

FreshMail.pl